Eliza Orzeszkowa – „Cham”

okładka cham

Gdy uczniowie słyszą o Orzeszkowej zaczynają ziewać, bo przypominają im się rozwlekłe opisy przyrody w narzuconej kiedyś przez ministerstwo książce pt. Nad Niemnem. Gdybym wyszedł na ulicę i poprosił spotkanych ludzi o wymienienie choćby jednego tytułu książki Elizy Orzeszkowej, to właśnie Nad Niemnem położyłoby na łopatki inne dzieła tej świetnej pisarki. Dla większości ludzi Orzeszkowa = Nad Niemnem. Niestety… A oprócz tej książki pisarka stworzyła m.in. Niziny, Anastazję, Dziurdziów, no i tę, którą rozpoczęła pisać po nieprzespanej i zapłakanej nocy (po przeżyciu nieodwzajemnionego uczucia do Stanisława Nahorskiego) 1887 roku, a nazwanej prosto i dobitnie: Cham. Fabuła tej powieści także jest prosta, pospolita, życiowa… Bo z życia wzięta. Za genezę utworu uważa się historię miłości dwójki ludzi z miejscowości nieopodal Grodna. Tam też mieszkała nasza czołowa pisarka. Orzeszkowa zatem zajęła się tematami powszednimi, takimi jak: miłość, konflikty, zdrada – ale „ubrała” to w takie zdania, że stworzyła z historii dwójki ludzi literaturę najwyższych lotów. Świetnie zarysowane postaci: Pawła Kobyckiego i Franki Chomcówny tworzą przemyślany w każdym aspekcie kontrast. Orzeszkowa za pomocą swoich bohaterów tworzy metaforyczny konflikt miasta i wsi. Paweł jest przedstawicielem wiejskiej kultury, z kolei Franka wywodzi się z innych sfer. W myśl ulubionego powiedzenia autorki, że „ludzie stworzyli miasta, a bogowie wieś”, Paweł zobrazowany jest w sposób niezwykle pozytywny, czysty, miłosierny. Niektórzy badacze literatury zarzucali nawet Orzeszkowej, iż w powieści realistycznej stworzyła nierealistyczną postać. Wspominany kontrast pomiędzy „dobrym” Pawłem a „złą” Franką jest najbardziej widoczny, kiedy to przyjrzymy się porównaniom. Paweł nazywany był często przez ludzi „apostołem”, czasami wręcz działał „jak Jezus”, a jedna z postaci (Marcela) powiedziała, że „jest zbawicielem”. Oczy miał błękitne. Jest to ważne w kontekście oczu Franki, które wyróżniały się intensywną czernią. Zresztą za pomocą metaforyki piekielnej Orzeszkowa przedstawiała Frankę do samego zakończenia: „krucza czarność włosów” ; „czartowska córka” ; „z jej oczu lał się żar” ; „ognistość w ruchach” i najbardziej dobitnie we fragmencie: „Spłonęła właściwym sobie, krwistym i szybko znikającym rumieńcem(…)”. Pomimo wszystkich grzechów bohaterki, w czytelniku budzi się żal do tej postaci. Szuka on przyczyny tak destrukcyjnego działania. Być może zaburzone dzieciństwo Franki, zgodnie z tezą Sigmunda Freuda, odbijało się echem w jej dorosłości? Ta powieść zadaje wiele takich pytań, ale oprócz tego, czytelnik przeżywa lekturę, gra z bohaterami i co najważniejsze… może poczuć atmosferę, którą tworzyły niepowtarzalne kresy dawnej Rzeczypospolitej.

PS A powyższy tekst mógłbym skrócić przywołując fragment listu Marii Konopnickiej do Orzeszkowej. Jest on najlepszą oceną omawianego przeze mnie dzieła. Oddaję więc głos autorce Roty: „Gdzie Ty się, kobieto, nauczyłaś tak rękę na ludzkim sercu kłaść – i jego drżenie żywe w siebie brać – i jego ruchem pióro swoje wodzić?”…