Co mnie łączy z prof. Marią Janion?

Młody człowiek, a za takiego ciągle się uważam, poszukuje w swoim życiu jakichś autorytetów. Kogoś, kto wyznacza pewne kierunki dążeń i rzuca nam wyzwania, których realizacja cieszy nas w wielkim stopniu. Nie tak dawno znalazłem taką osobę, a jest nią wybitna badaczka literatury – Maria Janion. Jest dla mnie prawdziwą gwiazdą. Gwiazdą we właściwym rozumieniu tego słowa, bo przecież definicji tego pojęcia nie znajdziemy w Polsacie czy innych komercyjnych stacjach telewizyjnych. Prawdziwe gwiazdy są samotne i ciężko pracują dla… pokoleń, a nie dla chwili. Od dzieciństwa na moim niebie pojawiło się już kilka takich gwiazd (choć tak naprawdę jest ich mało). Od paru tygodni wschodzi następna.

Z Marią Janion spotkałem się już wcześniej. Oczywiście nie chodzi tu o spotkania osobiste, towarzyskie, ale o obcowanie z jej naukowymi tekstami, których napisała dotychczas kilkaset. Ale prawdziwa fascynacja rozpoczyna się dopiero teraz. Jestem właśnie po dwukrotnym seansie filmu dokumentalnego pt. Bunt Janion w reżyserii Agnieszki Arnold. Całość trwa 59 minut… Niestety. Chciałoby się to oglądać godzinami, bo tam praktycznie każde słowo jest ważne, cenne, dające do myślenia. Większość materiału pochodzi ze skromnego mieszkania Pani Profesor, gdzie ścian nie widać, bo przykrywają je książki! Nieprawdopodobna jest ostatnia scena, w której Pani Maria Janion układa się do snu, a wokół Niej rój rozmaitych ksiąg. Ten obraz jest dla mnie realistycznym świadectwem poświęcenia siebie dla poszukiwania odpowiedzi, jakich dotąd nie odnaleziono. Na tym polega odwaga. Wcale nie na ściąganiu spodni przed kamerą, ale właśnie na tym… W tytule zawarłem pytanie, więc już śpieszę zaspokoić niecierpliwość Czytelników. A więc co może łączyć szarego studenta z czołową osobowością humanistyki? Na pewno nie jest to poziom wiedzy, gdyż musiałbym mieć okazję do pięciokrotnego życia, żebym mógł dorównać Pani Janion. Chociaż tak sobie myślę, że i to byłoby mało… Ale jest jedna rzecz, która nas łączy. I nie jest to bynajmniej rzecz marginalna, bo chodzi o pogląd na pewną sprawę. Pogląd, na który nie umiałem poszukać właściwych zdań, aby wyczerpać formułę. Udało się to Marii Janion, a ja odnalazłem w tych słowach swoją myśl, która nie była w prawidłowy sposób dotąd wyrażana. Oddaję więc głos Pani Profesor:

„Tak się zastanawiam nad tym, czego bym chciała… To chyba w większym stopniu mówienia o (ale nie wiem czy byłoby to dobre) przypadkowości naszego istnienia. O tym, co nazywa się przygodnością istnienia. Wtedy, w większym stopniu, umożliwiałoby to jakąś egzystencjalną refleksję. Właściwie to trzeba by było stworzyć ludziom możliwość zastanowienia nad sobą, a nie bombardować ich informacjami, które już właściwie nic nie wnoszą. Machina medialna jednak do tego nie dopuści, aby człowiek zastanowił się nad sobą…”.

To tylko fragment wypowiedzi, która znajduje się w filmie pt. Bunt Janion. Ja już go obejrzałem, a i Wam polecam. Tymczasem wracam do źródeł, do Niesamowitej Słowiańszczyzny…