Obrona licencjata. Będzie gorąco. Jak w piekle…

              „Okręt mój nie mając kompasu, ani steru

           płynie w nieznaną dal…

           Więc niech się wypełnia miara mej pustyni.

           Porzucę ten świat,

           którego intrygi nie są dość zabawne…

           ani cierpienia dość małe (…)”

Roman Kostrzewski często odwołuje się do Tadeusza Micińskiego. Powyżej fragment dzieła tego młodopolskiego pisarza pt. Mene – Mene – Thekel – Upharism! (quasi una phantasia).

Czas mija nieubłaganie. Już w czerwcu czeka mnie obrona pracy licencjackiej. Przygotowanie tej pierwszej w moim życiu autorskiej publikacji naukowej pochłania sporo chwil. Nie przeszkadza mi to, gdyż pisząc – odczuwam niemałą podnietę. Tadeusz Miciński a Roman Kostrzewski – ujęcie komparatystyczne – tak brzmi tytuł pracy. Nie jest to temat łatwy. Mój wykładowca przyznał wręcz: „Hmm… Miciński? Przed panem poważne wyzwanie”. Nie boję się wyzwań. Zdaje obie sprawę z powagi treści, o których przychodzi mi pisać. Rzeczywiście, dzieła Micińskiego są hermetyczne i zawiłe, ale kryje się w nich wiele postulatów i poglądów, które powinny znaleźć miejsce we współczesnej debacie. Na warsztat wziąłem, m.in. powieść Xiądz Faust. Tytułowy bohater, jedna z oryginalniejszych kreacji w historii literatury polskiej, jest jednocześnie: księdzem, magiem, naukowcem, okultystą, prorokiem, wizjonerem. Inspirująca postać, która w wypowiedziach, przyznaje:

„Zrobiłem ślub, że będę księdzem. Co prawda, nieraz tego żałowałem, bo jeśli człowiek nie może pomieścić się w świecie, to co dopiero w sutannie…” ;

Kochając Chrystusa, uznaję całą mizerię światopoglądu chrześcijańskiego”.

Ksiądz Faust niczego nie narzuca. Stara się kreować nowy świat, nową Religię Życia, w której ludzi „nie krępowałby Synaj”. Kocha wolność (co nie znaczy: anarchię). Piękna opowieść – wymaga skupienia, ale warto się poświęcić!

Do badań nad Micińskim dołączyłem Romana Kostrzewskiego. Właściwie, było odwrotnie. To przecież Roman, dzięki swoim tekstom, przybliżył mnie do artyzmu Micińskiego. Jestem mu za to wdzięczny, bo powoli zdaję sobie sprawę z powagi sztuki i jej roli w naszym życiu.

Wielu ludzi uznaje Kostrzewskiego za człowieka obłąkanego, za satanistę itd. Te „szufladki” są często jednak używane przez osoby, które nie do końca zdają sobie sprawę ze znaczeń przywołanych pojęć. Według mnie, Kostrzewski to gość bardzo oczytany i świadomy tego, co chce przekazać. Przemawia do mnie jego poetyka i podejście do działalności artystycznej. W jednym z wywiadów kapitalnie zdystansował się od swojego wieku (ur. 1960):

„Kiedyś nawet myślałem, że byłoby ciekawie, gdybym mógł pojawić się na scenie z laską, w wieku 60-70-ciu lat i odpalić żywiołowy koncert. Zresztą twarz starca, moim zdaniem, jest najbardziej odpowiednia do tego rodzaju muzyki… Wiesz, kiedyś na pewno tak zrobię, wyjdę na scenę jako staruszek, by poszaleć między kolumnami, pokazać żywiołowość szamana!”

Ludzie, widzący mnie od czasu do czasu w kościele, mogą zastanawiać się nad kierunkiem moich zainteresowań. Mnie jednak ciekawią wszystkie słowa i próby odpowiedzi na pytanie: „Kim jesteśmy?”. Do obrony czas odliczam. Z pewnością będzie gorąco. Jak w piekle…