Monika Kowaleczko-Szumowska – „Galop ’44”

galop44

Mija właśnie 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. W sierpniu 2014 roku młodzi ludzie w zupełnie inny sposób spędzają wakacyjny czas, aniżeli ci z 1944. I bardzo dobrze. Nikt ze współczesnych o zdrowych zmysłach nie zamieniłby się chyba z historycznymi rówieśnikami. Bo jak zamienić beztroskie, szaleńcze chwile nad pięknym Morzem Bałtyckim na notorycznie ostrzeliwaną i bombardowaną Warszawę, w której pełno gruzów, krwi i łez? A jednak… W literaturze wszystko jest możliwe.

Monika Kowaleczko-Szumowska stworzyła Galop ’44. Powieść ukazała się dosłownie kilkanaście dni temu. W moim mniemaniu, to bardzo ważne wydarzenie. Uważam, że brakowało na rynku czytelniczym opowieści o Powstaniu Warszawskim. Opowieści kierowanej nie do kombatantów, a do współczesnej młodzieży. Pomysł na fabułę jest kapitalny. Autorka bowiem łączy realia (jak i ułomności) dwudziestego pierwszego wieku z realiami powstańczej Warszawy. W jaki sposób? Po prostu przerzuca dwóch braci, siedemnastoletniego Wojtka i trzynastoletniego Mikołaja, z Muzeum Powstania Warszawskiego w wir szaleńczych wydarzeń z 1944 roku! A wehikułem czasu stają się – jakżeby inaczej – kanały…

Wojtek i Mikołaj egzystują więc w dwóch światach. Jednak z każdym dniem coraz bardziej utożsamiają się z Warszawą ’44. Pospolite sprawy nagle stają się honorowymi, zwykłe zadania rozkazami. A w przypadku Wojtka przyjaźń przemienia się w miłość. Podczas głębszej lektury warto zwrócić uwagę na ten wątek miłosny, ponieważ jest doskonale zarysowany.

Książkę czyta się jednym tchem. Ileż wrażeń dostarcza rozdział pt. „Zrzuty nad placem Napoleona”, w którym opisana jest dzielność brytyjskich lotników wspomagających walczących Polaków!

Entuzjazm entuzjazmem, ale nie mogę nie podzielić się gorzką refleksją, która naszła mnie po zamknięciu ostatniej strony. „Zakochałem się w powstaniu” – przyznaje Mikołaj w pewnym momencie. Tu zapalam czerwone światełko… Jak można zakochać się w wojnie, w grozie śmierci, w prochu? Dlatego też obawiam się, że „przygodowość” powstania wymalowana w Galopie ’44, może zbytnio przykryć prawdziwą katastrofę ówczesnej ludności. Z drugiej strony, młodzież głodna jest przygód. Galop ’44 musiał przyjąć taką poetykę. Grunt w tym, by jednocześnie pamiętać także o tragicznych danych historycznych.

PS Tytuł kryje w sobie motyw muzyczny, skądinąd zaskakujący. Bo powstańcy słyszą galop, ale i jedną z ballad zespołu Metallica, graną oczywiście na… fortepianie! Gnajcie do księgarni. Polecam!