Zadymka kurzowa na stołówce i gloria w derbach (dyktanda)

Bardzo lubię pobawić się wyobraźnią, kiedy to przygotowuję dyktanda dla moich uczniów. Często to właśnie oni są bohaterami tych szkolnych historyjek. Oto wybrane z nich. Zacznijmy od zadymki kurzowej na stołówce, a następnie pojedźmy na piłkarski mecz…

„Pewnego miesiąca bieżącego roku na długiej przerwie rozległ się na stołówce ogromny krzyk. Chociaż siedziałem w przyjemnym rozluźnieniu w nauczycielskim pokoju, czujne ucho odebrało przeraźliwe dźwięki. Nagle w drzwi zapukał przerażony Jareczek. „Cóż się stało?” – zapytałem. „Wojna!” – odrzekł. Zauważyłem, że wszyscy szukają schronienia po różnych zakamarkach korytarza. Dwóch Mateuszów wskoczyło na żyrandol, Dawid pofrunął pod schody, Kacper z Adrianem zacumowali w szafie, Filip z Jakubem zanurzyli się w zupie, a Konrad z Bartoszami rzucał przekleństwami. „Panowie, kultury troszkę w najcięższych momentach!” – powiedziałem i zbiegłem na stołówkę. Spostrzegłem, że Alan strzelał z miotły jak najlepszy żołnierz. „Panie Mateuszu, zamach! Wsiadaj Pan do czołgu!” – i wskazał na olbrzymie kartony po drugim daniu. Kosma ubrał hełm i rzucał rozkazami. Adrian próbował przeczołgać się pod ostrzałem. Całe zdarzenie w swej dramatyczności wyglądało dość humorystycznie. Źródło niebezpieczeństwa? Kura i Wróbel – siedzący w narożniku sufitu. Jeden nazbierał kurzu i sypał go w dół, a drugi ugniatał napowietrzone worki powodując huk. Chichotali przy tym wielce. To historia o Szymonach, przez których dziś dyktando pt. Zadymka kurzowa”.

„Codziennie rano stubarwne kwiaty liżą rosę, koguty pohukują, krówki poszukują cienia, a pierzchliwe koty wskakują pod strzechy. Gdzie? W malutkiej, górskiej wioseczce. To tam kilka dni temu doszło do ujmującego spektaklu. Otóż na równiutko przyciętej murawie, przy orzeźwiającym wietrze i prażącym słońcu, dwie niezłe drużyny zaczęły wyczyniać piłkarskie harce. Dało się zauważyć lekką przewagę zielonych, którzy notorycznie szturmowali bramkę przeciwnika. Wpierw rosły napastnik posłał piłkę w długi róg, później kapitan samolotu wzbił się w przestworza i celną główkę podziurawił siatkę. W międzyczasie bramkarz zielonych sprężył się niebywale, popisując się niezwykłą robinsonadą. Chwilę później, chłopaczek o tym samym nazwisku, z magicznym numerem na plecach, przymierzył z wolnego i zdjął z okienka pajęczynkę, cudnie skonstruowaną przez krzyżaka. Biedny pajączek uwijał się w ukropie, by odbudować sieć i złapać jakąś muchę, ale to ona okazała się bardziej chytra. Krzyżak chciał się na niej odegrać. Znów wziął się do roboty. Próżny trud, ponieważ król Maciuś I posiekał zasadzkę jednym uderzeniem. Po meczu trzech młodzieńców podeszło pod bramkę i zapytało: „Hej pajączku nasz kochany, jakie masz na dzisiaj plany?”. Nie odpowiedział, był zapłakany” (dyktando utworzone dzień po wygranym meczu chłopaków z BBTS Podbeskidzie).