Nie, dalej grać nie mogę. Mnie jest zimno (kaszle i wychodzi)…

Dziewiętnastego października udaliśmy się do Teatru Lalek Banialuka na przedstawienie „Zielona Gęś”. Po głębszym przeanalizowaniu spektaklu mogę ze szczerym sumieniem powiedzieć, że było warto. Ale po kolei…

O 8:30 wyjechaliśmy spod szkoły, by o 9:30 przenieść się w artystyczny świat. Gdy już zasiedliśmy na swoich miejscach, usłyszeliśmy trzeci dzwonek i z niecierpliwością wyczekiwaliśmy pierwszej sceny w sztuce. Muszę powiedzieć, że byłem zaskoczony. Myśleliśmy, że idziemy na jakieś nudne przedstawienie, a to już na samym początku mnie zaintrygowało i zaciekawiło. Oglądałem spektakl z nieustannym uśmiechem na twarzy i starałem się rozszyfrować wszystkie symbole i podteksty, jakie zafundował nam reżyser – pan Paweł Aigner. Warto podkreślić, że aktorzy, muzyka i inne techniczne elementy sztuki stały na bardzo wysokim poziomie i żaden z widzów nie miał na co narzekać. Jedynym minusem tego przedstawienia było to, że szybko się skończyło, choć trwało prawie dwie godziny.

zarubaMyślę, że autor chciał się z nami podzielić wizją i uwidocznić typowe dla Polaków cechy (narzekanie, ciągłe niezadowolenie), ale w swoim dziele zawarł tyle błazenady, że nikt chyba nie zwrócił na nie uwagi. A szkoda, bo z owymi cechami spotykamy się na co dzień. Polakom zawsze coś nie pasuje, notorycznie narzekają na „to” czy „tamto”. Osobiście natrafiam na takie sytuacje bardzo często i nie potrafię zrozumieć, w czym tkwi problem. Właśnie ci ludzie, którym wszystko nie podchodzi do gustu, zazwyczaj mają to, czego zapragną. Są „rozpuszczeni” przez rodziców i szerzący się we współczesnych czasach system, który pozwala na brak szacunku wobec innych i nietolerancję.

Oprócz tego, w sztuce były poruszone wątki polityczne, lecz ich do końca nie potrafiłem rozszyfrować, gdyż polityką się nie interesuję. Z przedstawienia zapamiętałem jeszcze jedno przesłanie:

Ten, co mówi, że nie ma czasu, zazwyczaj nie ma nic do zrobienia…

Środowy wyjazd do teatru z panem Mateuszem Żyłą i naszą wychowawczynią panią Anną Krawczyk uważam za dobrą lekcję. Myślę, że każdy powinien mieć dystans do siebie i potrafić się z siebie śmiać. Gałczyński pokazał, że to piękna, a zarazem trudna umiejętność…

Mikołaj Fiedor, III klasa gimnazjum