Marcin Sitko – „Wolność kocham i rozumiem. Historia życia Bogdana Łyszkiewicza”

okladka

W trakcie przygotowań do pisania książki z Romanem Kostrzewskiem, przeczytałem mnóstwo biografii i wywiadów-rzek z muzykami. Warto wymienić tu publikacje o Krzysztofie Klenczonie, Kaziku Staszewskim, zespołach Vader i Republika. Szczególnie przypadła mi do gustu książka Soul Side Story napisana przez Tomasza Budzyńskiego. Wokalista Armii potwierdził swoje ogromne możliwości literackie. Jego dzieło to plastyczne odzwierciedlenie nie tylko historii grupy Armia, ale przede wszystkim odbicie stanów duszy. Nieprawdopodobny fragment opisujący okres dzieciństwa zaliczam do najpiękniejszych, jaki kiedykolwiek spotkałem w literaturze.

Po debiucie Głosu z ciemności troszkę odpoczywam od muzycznych historii, choć wydawnictwo Sine Qua Non ostatnio przysłało mi w prezencie kilka ciekawych pozycji, m.in. Miłość jest lekarstwem Eltona Johna oraz rzecz o dziejach Farben Lehre. W miniony weekend sięgnąłem jednak po coś innego.

Bogdan Łyszkiewicz kojarzony jest przede wszystkim z nieśmiertelnymi hitami: „O, Ela!”, „Kocham Cię”, „Kiedy już będę dobrym człowiekiem” czy też „Kocham wolność”. Jego Chłopcy z Placu Broni mają swoje miejsce w historii polskiej muzyki. Przystępując do lektury książki Marcina Sitki, pragnąłem przede wszystkim poznać motywy kierujące Łyszkiewiczem. Inspiracje, miejsca, wybory, poglądy. I otrzymałem to, czego oczekiwałem. Nad czytanym tekstem unosi się duch poetyckiego Krakowa. Można też poczuć wolnościowy powiew ze Stanów Zjednoczonych, wszak mnóstwo tu amerykańskich przygód artysty.

Może budzić podejrzenie, iż większość osobowości muzycznych pojawiających się w tej książce (m.in. Markowski, Turnau, Piekarczyk, Kora, Jackowski), wypowiada się o Łyszkiewiczu w samych superlatywach. Wydaje się jednak, że gość nie dał się nie lubić. Humorystyczną anegdotą dzieli się Anja Orthodox:

„Przede wszystkim z Bogdanem i jego nosem kojarzy się jedna, ale za to bardzo huczna bydgoska impreza. Zakwaterowano nas w hotelu, obok którego znajdował się klub, gdzie organizatorzy zaprosili wszystkich artystów na tak zwane dzisiaj „after party”. Balowaliśmy ostro. Wtedy jedyny raz widziałam Bogdana pod wpływem alkoholu. W nim włączyła się taka energia, gadulstwo jakieś niewyobrażalne, że momentami było to nie do wytrzymania. Zaczepiał ludzi, śmiał się, opowiadał jakieś historie… Po jakimś czasie zaczął dość poważnie irytować tym ochroniarzy. Coś zaczęło między nimi iskrzyć, bo ostro go upominali, by się uspokoił. Skończyło się kłótnią. Boguś zaczął krzyczeć: „Co, nie odpowiada wam mój nos żydowski?!”. Jak złapał jazdę na ten „żydowski nos”, to potem się zatripował i gadał bez przerwy tylko o tym swoim nosie. Odciągnęłam go od stolika i mówię mu, że strasznie poważnie i niepotrzebnie się z tym nosem tak uwziął… No, ale nic – najważniejsze, że posadziłam go wreszcie na miejscu (…). Nie minęła jednak chwila, a on znów u ochroniarzy i wykłóca się o ten nos. Krzyczał na nich: „Wiem, że wam mój nos nie pasuje! Ale taki mam i będę miał! Bo taki jestem i jestem z tego dumny!”. W końcu ochroniarze przyszli do mnie z sugestią, by położyć Bogdana spać (…). Musiałam podejść do niego zupełnie jak do dziecka: Boguś, idziemy już spać, wszyscy idą. Zobacz, panowie też… Odparł: Tak, Ania, ja muszę się położyć spać – odparł. Faktycznie po chwili usnął. No to ja tup, tup, tup – z powrotem do klubu. Nie minęło pół godziny, a tu nagle wybucha jakieś zamieszanie przy drzwiach, ryk dziki: „Nooos żydowski wam się nie podoba?!”. Rozpętało się”.

Jak zakończyła się powyższa historia? Przeczytajcie.

Największym jednak walorem książki Marcina Sitki jest ukazanie samoświadomości lidera Chłopców z Placu Broni. Świadczą o tym przytaczane wypowiedzi Łyszkiewicza, w których dotyka spraw sztuki; dzieli się obserwacjami socjologicznymi; opowiada o idei własnych tekstów. „Niech muzyka przynosi ukojenie, relaks, inną informację po prostu”. W taki sam sposób jak robi to Wolność kocham i rozumiem. Historia Bogdana Łyszkiewicza.