O nowoczesnym dziadziusiu i magicznym pudle

W sumie miałem już spać, ale pewna myśl i szatański wynalazek nie dały mi zasnąć. Wytoczyłem się więc z wyra, zapaliłem lampkę, odpalam dźwięki Ani Rusowicz (już w piątek sztuka w mieście!), maszynę do pisania i do dzieła… Godzina: 00:26. Zdaję sobie sprawę, że powinienem się wypowiedzieć w sprawach dużo poważniejszych. No bo Trump, no bo Kaczyński, no bo polityka. Ale jako kontestator mam chyba prawo olać te tematy? Ależ jak najbardziej, panie Mateuszu…

Kilkanaście miesięcy temu jeden z moich uczniów, sprowokowany przez swój nowoczesny telefon, wykonał gest, który ostatecznie skreślił go z dalszej przygody w mojej klasie. A szkoda, bo człowieczek miał swoje zalety… Ażeby nie wodzono kolejnych dusz na pokuszenie anioły sprezentowały mi magiczne pudło. To do niego przed rozpoczęciem lekcji moi wychowankowie z bólem składają smartfony i tego typu pierdoły. Po ostatnim dzwonku wiernie czekają pod pokojem nauczycielskim na belfra. Ten ciężko schodzi z piętra, z tobołem książek w naramiennej torbie, uchyla tajemniczą szafę, zabiera magiczne pudło oblepione czarno-białymi pasami (wiadomo: Republika. Telefony, telefony!) i  otwiera… Gimnazjalne ręce chwytają ukochane wynalazki, które po kilkugodzinnym rozstaniu smakują wybornie.

Ten nasz klasowy rytuał jest źródłem mojego zadowolenia z dwóch powodów. Po pierwsze, bardzo cieszy widok podczas przerw, kiedy to moi uczniowie rozmawiają ze sobą, śmieją się, dokuczają wzajemnie. Jakże wspaniale kontrastuje to z uwięzionymi duszami ich młodszych i starszych kompanów – lunatycznie wpatrzonych w ekrany smartfonów. Naprawdę często odnoszę wrażenie, że lunatycy otaczają mnie… Po drugie, uwielbiam chwalić się nienowoczesnością swojego telefonu. Pękam wewnętrznie ze śmiechu, gdy widzę pytające oczy uczniów. Słyszę wtedy ich niewypowiedziane zdziwienie. „Proszę Pana, to w tych czasach da się tak żyć?”, „Jak żyć z takim telefonem, wychowawco?” … hehehe …

Moja nienowoczesność jest popularna także w szatni RKS-u. Chłopaki często naigrawają się ze zdziwienia, jakie okazuję w starciu z wynalazkami technicznymi, które dla mnie są absolutnie nowe, a dla nich już kompletnie naturalne. Czasami nawet inscenizują różne happeningi. Na przykład taki Szymek Niemczyk podchodzi do kontaktu, zapala światło i mówi: „Patrz, Żyłka! Tu zapalam, a tam świeci. Niesamowite, co?”. Śmieję się wraz z wszystkimi i nie obrażam się na to, że mówią na mnie „dziadziuś”. Niestety, nowoczesność jest tak nieustępliwa, że nawet mentalnych dziadów potrafi ściągnąć na swoją drogę…

Strategia nowoczesności – cytuję za Zygmuntem Baumanem – „domaga się, by wystrzegać się zaciągania długofalowych zobowiązań. Sprzeciwić się wszelkiemu uwiązaniu – do idei, ludzi czy miejsc. Nie zatrzaskiwać żadnych drzwi. Nie przywiązywać się do żadnego miejsca, jakkolwiek by się w nim przyjemnie żyło; każde miejsce traktować jako teren chwilowego postoju. Nie uzależniać losów życia do sprawowania jednego zawodu. Nie zaprzysięgać dozgonnej wierności nikomu i żadnej sprawie”. Zawsze upierałem się, że z przekory będę posiadał stary telefon, który nawet nie potrafi odczytać MMS-a. Niesłusznie. Wystarczyła pewna duszyczka chcąca pokazać mi śnieżny, sztokholmski, bajkowy poranek, a zdecydowałem się na wymianę. Pierwszy kontakt z nowym urządzeniem kosztował mnie trochę nerwów i potu, ale dość szybko opanowałem sytuację.

A więc drodzy uczniowie, droga drużyno! Pragnę poinformować, że od dziś już nie jestem dziadziusiem, a jeśli już – to z pewnością dziadziusiem nowoczesnym… Z kolei magiczne pudło będzie musiało zmierzyć się z dodatkowym ciężarem.