W echu zeszłorocznych dźwięków – część I

Za kilka godzin wylecę z krakowskich Balic w kierunku Sztokholmu. Nie powiem, lekki stres daje się we znaki, więc zamiast wiercić się w łóżku, postanowiłem wyłożyć na biurku kilkanaście płyt wydanych w 2016 roku i niejako się do nich odnieść. Muzyczne podsumowanie ubiegłego roku podzielę na dwie części, bowiem albumów, na które warto zwrócić uwagę, jest wiele.

Skoro już uruchomiłem szwedzki wątek, rozpocznę od grupy Blues Pills. Wertowałem kiedyś jakiś tygodnik, gdzie w części kulturalnej Wojciech Mann recenzował debiutancką płytę „bluesowej pigułki”. Zrobił to na tyle przekonująco, że szybko dotarłem do dźwięków tego zespołu. Ależ odkrycie! Co ciekawe, wszyscy krytycy doszukują się u Szwedów wpływów Led Zeppelin. Mają rację, jednakże Elin Larsson jest dla mnie o wiele bardziej przekonująca niż skrzeczący Plant. Muzycy Blues Pills zawiesili sobie poprzeczkę wysoko i… nie przeskoczyli tego poziomu na drugiej płycie Lady in Gold. Zaczyna się całkiem przebojowo, fajnie bujającym tytułowym kawałkiem. Niestety później mamy do czynienia ze średniej jakości kopiami pomysłów z debiutu. Album ma swoje momenty, np. pulsujący Rejection czy okraszony zadziorną solówką Elements And Things, ale spodziewałem się znacznie lepszej propozycji. Być może spoglądam przez pryzmat emocji przyświecających przy odsłuchu pierwszej płyty? Czekam na trzeci krążek. Jak na razie Blues Pills promują „Panią w Złocie” w trasie. Fajnie byłoby zahaczyć o jakiś koncert. Szkoda, że w ten weekend omijają swoją ojczyznę…

Hunter zaproponował płytę niezwykle zaangażowaną pod względem tekstowym. Wystarczy przytoczyć fragment przebojowej, acz ciężkiej NieWolności: „WolnoŚCiemności czas / Wiara zawiodła nas bo władza / knuje NAD nami / Nocami, nocami / Nie ma tam litości / NIECiemny lud nabierze się / a władza sześć stóp nad nami / zatańczy z pochodniami”. Patrząc na sytuację polityczną w kraju, można rzec, że tekst trafił w odpowiedni czas. Aktualność treści słychać także w Gorzkim, poruszającym problemy uchodźców. Ogólnie w tekstach sporo pesymizmu. Tezę potwierdza lider zespołu, Paweł „Drak” Grzegorczyk, który w grudniowym „Teraz Rocku” wyznał: „Ja ten album nazywam gorzkim. Jest pełen goryczy, obaw, przygnębiających refleksji, wniosków i przeczuć”. Pesymizm wpływa na agresję dźwiękową. PodNiebny przypomina Slayer w najlepszych wydaniu, z kolei NieRządnicki to niespokojnie rosnące napięcie potęgowane przez dobosz i melorecytację wokalisty. Wszystko przeobraża się później w potężny wybuch w sabbathowskim stylu. Nie jestem fanem Huntera, nie przepadam za wokalem Grzegorczyka, jednakże NieWolność to przekonująca płyta pod każdym względem. A już szczególnie ujęły mnie te cymbałki w RiPoście DrugoKlasisty.

W wywiadzie udzielonym magazynowi „Gitarzysta” przyznałem, że w przyszłości chciałbym napisać książkę z Andrzejem Sikorowskim. Bardzo cenię tego artystę, jego sposób pisania, myślenia o świecie itd. Najnowsza płyta pt. Okno na planty sygnowana jest nazwiskiem Sikorowscy, bowiem krakowskiego muzyka po raz kolejny wsparła córka Maja. Ten duet nagrał już kilka świetnych piosenek. Dołączyły kolejne… Bluesowe Okno na planty z wyraźnie wartościującym akcentem: „Ja to miasto od innych wolę / choć nikomu nie stawiam za wzór / zawsze będę wychodził na pole / niech se inni wychodzą na dwór” oraz przekorny Świr z mojej ulicy wzbogacony dźwiękami fletu z pewnością urozmaicą bogaty repertuar koncertowy. Perełką na płycie jest jednak Kołysanka dla Róży. Myślę, że niejedna dziewczynka może pozazdrościć wnuczce Sikorowskiego. Gitara i tekst dziadka, niepowtarzalny śpiew mamy: „O twoje sny spokojna jestem bo / złe być nie mogą wszak nie wiesz co to zło”. Przejmujący kawałek, który bez wahania można wymieniać obok Kołysanki dla nieznajomej Perfectu i Do kołyski Dżemu. Ogólnie rzecz ujmując, naprawdę warto muzycznym okiem spojrzeć wraz z Sikorowskimi na krakowskie Planty. Łagodne granie, mądre treści.

No nic, w poczekalni T.Love, Organek, Walfad… Na samą myśl odlatuję.