W echu zeszłorocznych dźwięków – część II

Po kilku dniach pobytu na szwedzkiej ziemi, jam znów w Polsce. Co ciekawe, nie jestem przesiąknięty skandynawskim wiatrem czy też mrozem. Raczej muzyką Johna Mayera, która rządzi w pokoju mojej ukochanej. Od twórczości (zresztą całkiem porządnej) amerykańskiego artysty mogliśmy odpocząć jedynie podczas spacerów po niebywale klimatycznym Sztokholmie. Na jednej z ulic zobaczyłem sklep muzyczny. Nie omieszkałem zajrzeć. Odkrycie!!! Znalazłem płytę, której bezskutecznie szukałem w naszym kraju. Arkona, Wozrożdienije, słowiański folk-metal z rosyjskim tekstem. Ale jazda! Yasmin spoglądała na moje niewypowiedziane szczęście z przymrużeniem oka, ale powoli przyzwyczaja się do ciężkich dźwięków. Przy słuchaniu Spit Out the Bone Metalliki wytrzymała aż dwadzieścia sekund! Ja wytrzymałem nieco dłużej. Najnowszy album Hetfielda i spółki przypadł mi do gustu, ale nie o nim mam zamiar pisać…

Już kilka miesięcy minęło od premiery krążka T.Love, a ja nadal tymi dźwiękami pieszczę swoje uszy. Z ogromnym zaskoczeniem spojrzałem na wyniki zestawienia „Teraz Najlepsi 2016” zorganizowanego przez Teraz Rocka. W kategorii: „Płyta roku” T.Love zajęło dopiero szóste miejsce! Dziwne… W moim mniemaniu T.Love to dzieło kompletne. Połączenie różnych stylów muzycznych, świetne riffy, znakomite pomysły. Tu nie ma słabych momentów… Pielgrzym, Bum Kassandra, Warszawa Gdańska (In Loving Memory Of David Bowie), Marta Joanna Od Aniołów. Bardzo przekonujące są teksty. Muniek Staszczyk stanął pod tym względem na wysokości zadania. Biblijne motywy, socjologiczne obserwacje, a nawet psychologiczna analiza w niepokojącym kawałku Lubitz i Breivik, gdzie zarysowano perspektywę psychopaty: „Jestem samotny / Muszę dziś zostawić ślad / Jutro przez moment / Będzie o mnie mówił świat”. Nie zawsze jest tak poważnie, ale nawet w krótkiej lekcji historii współczesnej (Ostatni gasi światło) dostrzegam walory. Mamy skłonności do pompatyczności w dyskusjach o naszych dziejach, a tu proszę… Disco, totalny luz. Polecam!

Dosyć głośno zrobiło się ostatnio wokół pewnego kompozytora. Organek, Organek, Organek… Tak wszyscy o nim trąbili, że zakupiłem Czarną Madonnę. Przyznam, że poczułem powiew świeżości. Chyba tego szukałem od dłuższego czasu. Środkowa część albumu jest jednak mało oryginalna, by nie powiedzieć kiepska. Get it right, Son of a gun, Wiosna, HKDK mają punkowe akcenty, ale jest to punk w stylu Green Day czy też Offspring – w mojej ocenie kapel kompletnie niewiarygodnych. Ale cóż to znaczy w obliczu tak przyjemnych utworów jak Missisipi w ogniu czy też Ki Czort – przywołującym w jakimś stopniu klimat międzywojnia? Najwięcej artyzmu dostrzegam w końcowej części płyty, gdzie atmosfera staje się poważna, w pewnym sensie – mroczna. Ultimo jest bluesowym wyznaniem odrzuconego: „A każdej nocy, kiedy nie ma cię, ja wyję jak ten pies, co zrobić mam, tak przecież jest?”. Dylanowski Psychopomp ujmuje prostotą, brzmieniem gitary akustycznej, wokalem, no i… tekstem! Poezja z filozoficznym motywem heraklitejskiej rzeki, jakże popularnym w polskiej muzyce rockowej. Pamiętacie przecież Rzekę dzieciństwa Tadeusza Nalepy, prawda? „Przyznam, że jestem bardzo zadowolony z tego albumu. Jest świeższy, pieczołowiciej wyprodukowany, ma współczesne brzmienie, choć sięgamy do tradycji rock and rolla” – wyznał Organek w jednym z wywiadów. Naprawdę trudno się z nim nie zgodzić.

Na twórczość zespołu Walfad trafiłem przypadkowo. Po prostu występował w Czechowicach-Dziedzicach, rozgrzewając publiczność przed gwiazdą wieczoru – Ray’em Wilsonem. Muzycy wypadli na tyle przekonująco, że pobiegłem do malutkiego stoiska i zaopatrzyłem się w Momentum. Płyta wymaga kilkukrotnego przesłuchania. Dopiero po czasie można dostrzec dźwiękowe smaczki. Głośniej, Ośmiornice czy zamykający stawkę Nasi bogowie, wasi bogowie to profesjonalne połączenie progresywnego grania z ciekawymi, poetyckimi tekstami. Moim ulubionym utworem na krążku jest Dum Spiro, Spero z pięknymi frazami: „Dum Spiro, Spero / Lecz na bezdechu też można zmieniać świat / Wieczny ogień nie zna tlenu / Samą wolą rozświetla noc gdy zła”. Przygoda z wodzisławską grupą to kolejne potwierdzenie, że na supporty warto zwracać szczególną uwagę! Walfad, Roots Rockets, Saratan – to moje zeszłoroczne odkrycia. Liczę, że w bieżącym będzie ich jeszcze więcej.