Akordeonowy strzał

Mam to szczęście, że pracuję w szkole z kilkoma pasjonatami. Z pewnością zaliczyć do nich można nauczycielkę muzyki Dominikę – osobę niezwykle pozytywnie zakręconą na punkcie sztuki. Dominika często namawiała mnie do udziału w jakichś wydarzeniach artystycznych, a ja niestety zmuszony byłem odmawiać, gdyż akurat trafiał się trening, mecz lub wyjazd. Po kilku odmowach nie rezygnowała i nagabywała dalej: „Mateusz, w Bielsku będą dziać się teraz fajne rzeczy. Druga edycja festiwalu Crossover. Zapraszam”… Na oficjalnej stronie festiwalu czytamy:

Festiwal Crossover to muzyczne święto dla osób poszukujących nowych, niekonwencjonalnych brzmień. Pełne fuzji zróżnicowanych gatunków i rozmaitych stylistyk, gdzie język muzyczny łączy się z tańcem, kabaretem, recytacją, czy sztukami cyrkowymi i teatralnymi, tworząc oryginalne widowiska.

Poszedłem. Zobaczyłem. Odpadłem. W czwartek udałem się do bielskiej Szkoły Muzycznej im. Stanisława Moniuszki na występ zespołu Tekla Klebetnica. Widzowie siedzący za mną pomyśleli pewnie, że zmagam się z jakimiś neurotikami, gdyż praktycznie przez cały koncert kręciłem głową w prawo i w lewo. To nie były jednak neurotiki, a dowód uznania dla sztuki. Skrzypce, kontrabas, akordeon i rdzenny Cygan – Jeno Lisztes – na cymbałach węgierskich. Wokalistka Anna Adamowska pokazała wielką klasę, ale to co zaprezentował Lisztes przebiło wszelkie kanony! Magiczne solo na cymbałach wyrwało z krzeseł nawet tak dostojną publiczność, jaka zasiadła tego wieczoru w sali koncertowej „Muzyka”… Totalnie nakręcony ruszyłem w sobotę na kolejną część festiwalu, tym razem do Bielskiego Centrum Kultury. I znów oniemiałem! Na scenę wyszło trzech facetów z akordeonami. Wystarczyło. Czarodziejska podróż. Akordeonowy strzał.Tworzenie powieści dźwiękami. Myślę, że o tym nie da się pisać. Tego trzeba posłuchać. Zapomniałbym… Tych trzech dżentelmenów to Motion Trio. Finał festiwalu, podczas którego bałkańska nuta połączyła bohaterów wieczoru z chłopakami z The Threex, jak słusznie zapowiadał konferansjer, był bombą zapłonową, totalną burzą dźwięków.

Od kilkunastu lat namiętnie słucham muzyki, ale te dwa dni wiele mnie nauczyły, pokazały nowe ścieżki, odświeżyły kłęby wyobraźni. Pragnę więc podziękować Dominice i jej przyjaciołom za zorganizowanie wydarzenia, a także możliwość kontaktu z Artystami, ich niezwykłą twórczością.

PS Kilkanaście dni temu spontanicznie wpadłem na scenę podczas koncertu zespołu Kat. Zaśpiewałem z Romanem Kostrzewskim fragment utworu Porwany obłędem. Chociaż przez chwilę mogłem poczuć, czym jest scena. Rzeczywiście… Magnetyczne miejsce.