Katarzyna Molęda – „Szwedzi. Ciepło na Północy”

1052330-pdw_book_cover

W minionych miesiącach dosyć często fruwałem w kierunku Skandynawii. Niewykluczone, że w przyszłości zawiążę jeszcze ściślejsze związki z tą krainą geograficzną. Ażeby czuć się pewnie w jakimś miejscu, wpierw należy go dobrze poznać. Każdy mój pobyt w Szwecji poświęcałem nie tylko na rozrywkę, ale również na wnikliwą obserwację tamtejszego społeczeństwa. Fakt, bywałem tam zbyt rzadko i zbyt krótko, by dzielić się tutaj jakimiś analizami, ale szybko „łapię” pewne rzeczy… Skonfrontuję je z treścią książki pt. Szwedzi. Ciepło na Północy Katarzyny Molędy.

Molęda jest skandynawistką, Polką mieszkającą w Szwecji, w latach 2007-2011 pełniła funkcję Konsula RP w Sztokholmie, na ten moment kończy socjologię na Uniwersytecie Sztokholmskim. Wykształcenie, wiedza i doświadczenie bardzo autorce pomogły. Szwedzi. Ciepło na Północy to pozycja w pełni wiarygodna, ciekawa, poruszająca wiele ważnych i mniej ważnych tematów dotyczących szwedzkiego państwa i jego mieszkańców.

Szwedzi nie należą do osób przesadnie towarzyskich, a już na pewno nie otwierają się przed nowo poznanym człowiekiem. Pamiętam, kiedy ja – wesoły, skłonny do hulanek Słowianin – po raz pierwszy poleciałem do Sztokholmu i wyobrażałem sobie, że zorganizuję wieczorek zapoznawczy i z marszu stopnieją wszelkie lody. Jakże się pomyliłem… Moja propozycja zderzyła się z umiarkowaną reakcją i po dziś dzień nie znam dobrze współlokatorów mojej dziewczyny. No tak, „(…) Szwed niezagadnięty dosyć rzadko odzywa się do obcych ludzi z własnej inicjatywy”. Autorka zwraca także uwagę na kolejne dwa istotne aspekty w relacjach międzyludzkich: długie pauzy podczas dialogu oraz wyważony ton głosu. Nie zapomnę, kiedy dziewczyna zapytała sprzedawcę w sklepie z alkoholami (o słynnej szewdzkiej prohibicji pewnie słyszeliście) o markę wina, a ten odpowiedział, właściwie to wyczerpująco opowiedział przepięknym, aksamitnym, cichutkim głosem. Ani na chwilę nie podniósł tonu, nie spieszył się, mimo że w kolejce czekali inni klienci. Mnie ten spokój bardzo się spodobał.

Spodobał mi się także sportowy tryb życia mieszkańców Szwecji. Molęda pisze: „Trzeba przyznać, że żyć aktywnie jest tutaj łatwiej niż u nas – są i ścieżki rowerowe, i ścieżki zdrowia, piękne trasy do biegania, pływalnie i fitness cluby prowadzone przez gminy (w bardzo przystępnych cenach, na każdą kieszeń, a z receptą jeszcze taniej). Wielu pracodawców oferuje pracownikom dopłaty do karnetów na fitness; ba, niektórzy mają siłownie i sale do aerobiku w pracy”. Rzeczywiście… Trasy do biegania niesamowite! Parki, lasy, woda i pełni pozytywnej energii ludzie od pięciu do osiemdziesięciu lat. Jedynym minusem (na to też zwraca uwagę Molęda) jest znikoma ilość publicznych toalet. Poczułem to na własnej skórze. Biegłem, biegłem, nagła potrzeba, a tu… tylko krzaki. Na szczęście wytrzymałem.

Skoro już jesteśmy przy potrzebach fizjologicznych i sporcie, to czas na jedzenie. Panią Gessler nie jestem, więc zabraknie rzetelnych opisów produktów. Nie zabraknie natomiast mojej zachęty do smakowania szwedzkiego pieczywa. Jest przepyszne i wielorakie. W Szwecji nie zawiodą się także wielbiciele słodyczy, szczególnie w tzw. słodką sobotę, kiedy to wagi uginają się pod ciężarem przeróżnych, kolorowych cukierków. Jak dodaje Molęda, „większość to cukier z barwnikiem i konserwantem”. Co z tego? Kupiłem, jadłem, smakowało.

W książce Zwierzenia kontestatora Marek Piekarczyk wyznaje, że zapamiętał Festiwal w Jarocinie przede wszystkim z jednej sceny. Lato, czwarta nad ranem, wschód słońca, a w kolejce do piekarni stoi punk, skin, hipis i dwie babcie. Spełnione marzenie o świecie bez granic. Coś podobnego przeżyłem w Sztokholmie. Kupuję Trocadero (polecam!), a za mną Afroamerykanin, Azjata, kobieta w hidżabie i punk z wielkim czerwonym irokezem. Nie jest jednak tak, że wszyscy mieszkają w centrum stolicy. Molęda zaznacza: „Segregacja geograficzna jest ogromna – Malmö  i Sztokholm należą do najbardziej podzielonych etnicznie miast w Europie – białe centra, ciemne obrzeża (…). W ubiegłym tygodniu jechałam do znajomej z Tensty, przedostatniej stacji niebieskiej linii metra. Z każdym kolejnym przystankiem pojawiało się coraz więcej czarnoskórych, Afrykanów, Arabów. Na końcowej stacji byłam jedyną białą pasażerką. Nikt nie mówił po szwedzku”. Pytam moją dziewczynę, czy to prawda. „Jasne. Niebieska linia nie należy do bezpiecznych” – odpowiada.

Planowałem jeszcze napisać o zwyczajach religijnych (w Boże Narodzenie króluje Kaczor Donald!), o elastycznej Radzie Języka Szwedzkiego, o braku pralek w mieszkaniach, ale recenzja ma swoje ograniczenia. Może to i dobrze, bo czytelnicy sami powinni odkryć wszystkie walory książki Katarzyny Molędy. Szwedzi. Ciepło na Północy to wydawnictwo godne polecenia nie tylko dla skandynawistów czy polskich emigrantów, ale również dla osób chętnych dowiedzenia się czegoś konkretnego o naszych przyjaciołach zza Bałtyku.