Jedna lampka, jeden kwiat. Milczenie

Jednym z bohaterów powieści młodzieżowej Do przerwy 0:1 Adama Bahdaja jest Rudy Milek. Ilekroć omawiam z uczniami tę lekturę, zawsze postać Milka wzbudza we mnie silne emocje, a nawet symaptię. No bo oto chłopiec, dorastający w powojennej, zniszczonej Polsce, lokuje cel swojego życia w konkretnym marzeniu. Marzeniu niezrozumiałym dla najbliższego otoczenia. Podróż na Madagaskar? Tym nędznym kajakiem? Ależ, Rudy Milku, te przeczytane książki przygodowe chyba pomieszały ci w głowie…

Nie interesuję się himalaizmem. Nigdy nie zajmowały mnie wyprawy, nie czytałem o heroicznych próbach zdobycia ośmiotysięczników. Nie znałem szczegółów osiągnięć Kukuczki czy Wielickiego. Z wielkim przejęciem obejrzałem kiedyś film Everest, ale nie zgłębiałem obrazu. W trakcie odnowy biologicznej rozmawiałem czasami ze znajomym fizjoterapeutą o jego (jeszcze) półprofesjonalnych wyprawach. Czy temat mnie interesował? Trochę tak, ale raczej bardziej entuzjastyczny sposób jego przekazu. W ubiegłym roku, w jednej ze szwedzkich kawiarni szperałem w gazecie i natrafiłem na wywiad z Adamem Bieleckim. „Interesujące” – pomyślałem. Chciałem nawet kupić tę jego książkę, ale jakoś wybór padał na inne tytuły.

O planowanym zimowym natarciu Polaków na K2 też długo nie słyszałem. Dopiero w świątecznym wydaniu Polityki przeczytałem rozmowę z Krzysztofem Wielickim – kierownikiem Narodowej Zimowej Wyprawy na K2. Na tyle inspirującej, że wszedłem na internetową witrynę Polskiego Himalaizmu Zimowego. Zapoznałem się z treścią pierwszych części Dziennika Wyprawowego sporządzanego przez Rafała Fronię. Byłem pod wrażeniem lekkości pióra autora. I tak się zaczęło. Co wieczór szukałem nowych wieści z bazy ekipy. Zakładanie obozów. 5900 m n.p.m. 6300 m n.p.m. Zaczęło mnie to kręcić, a Dziennik Wyprawowy stał się podstawową lekturą. „Muszę ten materiał wykorzystać w szkole” – rodziły się pomysły lekcyjne. I nagle dochodzą mnie wiadomości o problemach jakiejś innej wyprawy. Nanga Parbat.

26 stycznia o godzinie 00:59 Adam Bielecki publikuje słowa, które rozbijają mnie w drobny mak. „Czekamy tylko na śmigłowiec i lecimy na Nangę. Tomek Eli 3majcie się. Idziemy po Was”. To idziemy po Was krąży echem w mojej głowie. Nieprawdopodobny przejaw postawy humanistycznej w zbrukanym świecie. Od tego momentu zaczynam żyć tą historią.

Sobotnim rankiem wyruszam do Gdyni na kolejny, katowski koncert. W pociągu czytam biografię Dickinsona, ale nie mogę się skupić. Co minutę odświeżam stronę w poszukiwaniu aktualnych informacji z Himalajów. Ambasada, helikoptery, wreszcie ruszają… Po wyjściu z gdyńskiego dworca szukam najbliższej księgarni. Jest! Za rogiem. Dickinson musi poczekać. Teraz moment na to, co wyłania się Spod zmarzniętych powiek Bieleckiego. Ekipa Kata dojeżdża popołudniem. Przywitanie, rozłożenie sprzętu, garderoba, próba… Po próbie spacer, obiadokolacja i rozmowa z Romkiem Kostrzewskim. Temat gór. K2, Nanga Parbat, Polak, Francuzka, ekipa ratunkowa, szanse. Telefon. Musimy się zbierać. Koncert. Oglądam z boku sceny. Ogień nieprawdopodobny! Muzycy z każdym utworem coraz mocniej ładują do pieca, jakby chcieli przesłać trochę ciepła z metalowego piekła w kierunku lodowatych, „dzikich gór”. Po sztuce nowe wieści. 21:54. Ekipa ratunkowa dociera do Elisabeth Revol. Francuska himalaistka bezpieczna. Co z towarzyszącym jej Polakiem? Został pod kopułą szczytową Nanga Parbat. Czy powalczą o niego do końca? Noc zarwana.

Wczesnym niedzielnym rankiem pożegnałem się z Romanem, opuściłem hotel i udałem się na towarzyski mecz do Warszawy. W pociągu aktualizuję informacje, czytam książkę Bieleckiego: „W cierpieniu można znaleźć coś fascynującego. Pustelnicy, mistycy, ludzie uważani za odmieńców właśnie tego szukali w samotności. Chcesz poznać naturę człowieka? Przegłódź go, zmęcz, wychłódź, nie daj mu się wyspać. Wtedy zrzuci maskę (…). Jeśli chcesz zobaczyć, do czego zdolny jest twój przyjaciel, zabierz go na wyprawę”. I kolejny fragment: „Podczas ataku szczytowego jestem poza lękiem”. Helikopter zabrał Revol i ekipę ratunkową. Polak pozostał na 7200 m n.p.m.

W drodze powrotnej z Warszawy do domu czytam – świeżo opublikowaną – szóstą, wzruszającą część Dziennika Wyprawowego. Szukam też materiałów o samotnym Polaku. Jego życiorys, nagrane wypowiedzi, autorskie wpisy, zdjęcia zaczynają kogoś mi przypominać. Nowe informacje. Plotki o wznowieniu akcji ratunkowej. Wracam do książki Bieleckiego: „Gdybym kilka razy w życiu nie było odwodniony, potwornie zmęczony, to nie wiedziałbym, gdzie znajduje się granica, poza którą zaczyna być groźnie. Stan, w którym znajdujemy się podczas ataku szczytowego na ośmiotysięcznik w zimie, jest daleko poza granicą tego, co zwykły człowiek uważa za zmęczenie”. Próbuję wytłumaczyć sobie niezrozumiałe zjawiska. 

Poniedziałek. W mediach dyskusje, spekulacje. Revol w szpitalu, ekipa ratownicza odpoczywa i planuje powrót do bazy pod K2. Wszyscy zastanawiają się co z Tobą, opuszczony wędrowcu? GPS nie działa, komórka milczy, nadzieja topnieje… Tylko mróz pewnie większy, śnieg sypie w oczy, a i wiatr nie odpuszcza.

Gdziekolwiek przebywasz, pod Nanga Parbat czy już na Madagaskarze, pozdrów ode mnie Rudego Milka. Jesteście do siebie tak bardzo podobni. Niczym bracia. On też uważa, że „materia jest tymczasowa”. Dogadacie się, Tomaszu…

Myślę o Was. Jedna lampka, jeden kwiat. Milczenie