Na Grodzkiej w Krakowie odgrzebałem piękne wydanie…

Włóczyłem się po krakowskich ulicach, wszedłem z ciekawości do muzycznego przy ulicy Grodzkiej. Szef – gaduła niesamowita, handlowiec z krwi i kości. Ale bez natarczywości… Nie podniecam się zbytnio gadżetami, koszulkami. Swoją uwagę kieruję głównie na płyty. Z wystawy głównej poprosiłem o „epkę” Entombed. Kątem oka zauważyłem pozostawiony na dole karton, a w nim grzbiety pudełek. Spoglądam uważnie… Wyraźniej. Nie wierzę! Jesus Christ Superstar w szwedzkiej wersji! Uwielbiam ten musical…  Pisałem już o tym w felietonie pt. Ostatni raz w spowiedzi świętej byłem… Uważam dzieło Rice’a i Webbera za ponadczasowe i pochłaniam go w każdej postaci. Soundtrack, teatr, koncert (jak ten z Piekarczykiem i Krucińskim na stadionie w Poznaniu z okazji 1050-lecia chrztu Polski), po angielsku, po szwedzku, po polsku… Nie gra roli. Żałuję jedynie, że Polacy nie mają tyle szczęścia co Szwedzi, którzy mogą się pochwalić tak profesjonalnym wydaniem Jesus Christ… . Pudełko, w nim książeczka ze zdjęciami, tekstami, historią musicalu i dwie płyty. Wydanie na miarę zawartości muzycznej. Nic tylko słuchać i kontemplować.