Metalmania 2018. Czarne zastępy i diabelskie flety

Metalmania w Spodku. Pędziłem szybko po swoim meczu w kierunku Katowic, by zdążyć na Kat. Udało się. Po wejściu, mile zaskoczony frekwencją, ruszyłem na płytę. Katowskie logo dumnie już rozwieszone nad bębnami, publika tłoczy się pod sceną, piece Marshalla przygotowane na ogień… Ale najpierw zapowiedź prowadzącego – Jarka Szubrychta: „Angole mają VENOM, Szwajcarzy CELTIC FROST, Szwedzi BATHORY, a my mamy KAT – absolutnych pionierów i niekwestionowanych liderów mrocznej muzy w tym kraju. Osobną sprawą są teksty Romana, przez wielu z nas otaczane kultem, przez innych wyśmiewane. Ale kto nigdy nie wykrzyczał Głosu z ciemności w kierunku lśniącej tarczy księżyca, ten nie zrozumie. A więc wznieśmy czarę z onyksu i wypijmy toast ku czci Kata!”… Światła przygasły, hałas, gitarowy huk, rozchylenie bramy żądz i czterdziestopięciominutową ucztę można było uznać za rozpoczętą. Program: Czarne zastępy / Mag-Sex / Milczy trup / Piwniczne widziadła / Głos z ciemności / Diabelski dom II / Strzeż się plucia pod wiatr / Łza dla cieniów minionych / Wyrocznia. Gdy Roman krzyknął: „Do zobaczenia w piekle!” – światła nagle rozbłysły. A więc już koniec…

W międzyczasie nabyłem na pamiątkę bluzę z logo Metalmania 2018 i wróciłem na płytę. Tam już rozpoczął Asphyx. Jeden kawałek, drugi kawałek… Holendrzy tak potrafią łoić? Coś niebywałego. Kolejne odkrycie muzyczne. Z kolei symfoniczno-blackmetalowe zagrywki norweskiego Emperora jakoś mnie nie przekonały. Napalm Death? Jak uderzenie w twarz. Greenway i Embury zachowywali się i grali jakby właśnie uciekli z chorzowskiego zoo. Ale było w tym „coś”. Nie wiem co, ale to chyba to, czego nie odczułem podczas sztuki Emperora.

Dodam jeszcze, że ostatnie koncerty oglądałem z perspektywy trybun w towarzystwie Bogdana. Znany jegomość w Czechowicach z wytartej katany, wielkiej czarnej brody i długich piór… Stary, metalowy wiarus wierny swoim poglądom, zasadom, fascynacjom. Zapytałem go, czy w latach osiemdziesiątych, frekwencja była podobna (bo w tym roku wydawała mi się naprawdę niezła)… „Więcej, więcej… W tamtych czasach płyta była pełna i wszystkie trybuny pełne”. I już sobie wyobraziłem ten nasycony Spodek w 1987 roku… A tam młody Kat, TSA, Overkill, Helloween. To se ne vrati, ale teraz też było dobrze. Diabelski flet nadal wydaje zatruty dźwięk.