Mark Eglinton – „Człowiek z metalu. Szczegółowa biografia Jamesa Hetfielda”

ru-1-r-640,0-n-2421994vZDQ

W drogę na koncert Metalliki w Sztokholmie wziąłem Człowieka z metalu… Nie opisuję zazwyczaj kiepskich książek. Wychodzę z założenia, że we współczesności należy raczej zachęcać niż zniechęcać do literatury. Niestety, dobrze rozreklamowana biografia Jamesa Hetfielda zawodzi na całej linii. Przykro mi, bo rzecz dotyczy życia bliskiego mi Artysty. Zaniepokoiłem się już przy zakupie, gdy spojrzałem na tytuł, format i – przede wszystkim – objętość. Coś mi nie pasowało… „Szczegółowa biografia” na 250 stronach??? Niepokój nie okazał się bezpodstawny.

To nie jest żadna biografia (ze „szczegółową” dajmy sobie spokój) Jamesa Hetfielda! To zwykła, sklejona i pobieżnie napisana historia zespołu Metallica z troszkę mocniejszym akcentem na frontmana. Nic odkrywczego. Wszystko można było przeczytać choćby we wkładkach opublikowanych w „Teraz Rocku” lub innych, wszędzie dostępnych artykułach. Nie wspomnę o banałach w stylu: „Po występach poleciał do Meksyku i Ameryki Południowej, a potem do Europy, gdzie towarzyszyli mu Mercyful Fate i Apocalyptica. Ostatni z nich jest jedynym w swoim rodzaju fińskim zespołem, złożonym z klasycznie wyszkolonych wiolonczelistów, wykonującym przeróbki utworów Metalliki”. Znakomity przykład niedocenienia odbiorcy.

Wiele tu nieścisłości. Na ratunek śpieszy tłumacz Robert Filipowski. Wykonał on dodatkową pracę, ponieważ w przypisach często poprawia głównego autora. Oto jeden z wielu przykładów: „Wyczerpująca trasa Damage Justice dobiegła wreszcie końca, a Hetfield i Urlich znikli z pola widzenia aż do początku 1990, kiedy ogłoszono, że nagrają przeróbkę „Stone Cold Crazy” Motorhead („Stone Cold Crazy” jest utworem Queen, pochodzącym z wydanej w 1974 roku płyty „Sheer Heart Attack” – przyp. tłum.)”. Przykre. Śmiem twierdzić, że Filipowski więcej wie o muzyce i Metallice niż bliski zespołu Mark Eglinton.

Książka jest przewidywalna. Eglinton beznamiętnie opisuje kolejne albumy, kolejne utwory i co najgorsze – po macoszemu traktuje teksty. A kto napisał większość tekstów w Metallice? James Hetfield! Nie tylko dźwięki wywindowały przecież Metallicę na piedestał, ale też literackość! Słowa Hetfielda są naprawdę złożone, trudne, metaforyczne. W wielu miejscach zachęcają do lektury intertekstualnej (polecam Metallica. Antologia tekstów i przekładów Tomasza Szmajtera). Wielka szkoda, że w biografii nie znajdziemy choćby próbki filologicznej interpretacji.

Brakuje ciekawostek, smaczków, anegdot. Najciekawszą wypowiedź znalazłem na ostatniej (!!!) stronie, gdzie Hetfield dzieli się swoją pasją pszczelarską: „Z pszczołami mam styczność od dziecka. Ojciec się tym zajmował, zawsze gdzieś na podwórku był ul… Niesamowicie interesujące stworzenia. Gdy się ubierzesz na czarno, mogą cię zaatakować. Może myślą, że jesteś niedźwiedziem?! Jeśli jesz banana, też może to wywołać agresję, bo w zapachu bananów jest coś podobnego do pszczelego feromonu, który prowokuje je do ataku. Wiele się nauczyłem o pszczołach przez lata i wciąż jeszcze się uczę”. To chyba jedyny fragment ukazujący wokalistę Metalliki z bardziej prywatnej strony.

Hetfield to niezwykła postać w świecie kulturalnym. Człowiek lęków i objawień. Człowiek upadków i wzniesień. Alkoholik, który przezwyciężył nałóg na przekór wsysającej machiny show-biznesu. Autorytet dla pokoleń teraźniejszych i przyszłych twórców. Wojownik. Mark Elington nawet nie spróbował opisać tej złożoności…