Zastrzyk sztuki na szkolnym oddziale… zamkniętym (?)

INo… Już prawie wylądowałem na oddziale zamkniętym, bowiem przygotowania do tegorocznej akademii kosztowały mnie sporo emocji. Ścieżka od pomysłu do realizacji jest dość wyboista, a scenariusze wymagały ode mnie coraz to głębszej weny. Idea, jak na warunki naszej auli, była dość śmiała, ponieważ – oprócz scenografii, za którą po raz kolejny dziękuję Dominice (przyciemnienie, rekwizyty, przemiana pomieszczenia w odlotowy gabinet lekarski) – w ruch miały pójść światła stroboskopowe i dymy! Już podczas lekcji z lampami naftowymi przestrzegano mnie przed pożarem, teraz obawiano się na poważnie… Dopuszczałem możliwość ognia, ale tylko metaforycznego.

Treść spektaklu nawiązywała do historii sprzed roku, jak i ukrywała symboliczną emocję chwili. Przypomnijmy… W czerwcu 2017 roku miejscem akcji była sala lekcyjna, w której uczniowie dzielili się przed wychowawcą swoimi marzeniami. Ja chciałbym być lekarzem, ja pisarzem, ja aktorem, ja piłkarzem itd. Surowy dyrektor pilnował porządku i przestrzegał przed nadmiernym optymizmem. A młodzież nie chciała kamiennych masek, pragnęła futbolu i rockowych widowisk. Co przyniosła przyszłość? Czy ten został drugim Holoubkiem? Czy tamten stał się kolejnym noblistą zgodnie z dumnym twierdzeniem: „Jam kolejnym Sienkiewiczem”? Próbowałem odpowiedzieć…

I (2)IIIIIPrzygaszone światła, w tle początek Riders On The Storm Doorsów. Pan Doktor (Mateusz Antczak), pozostający w onirycznym nastroju, próbuje przywołać głosy młodości. „Kim chciałem być? Kim chciałem być?”. Felczer (Mateusz Gacek) nie potrafi odpowiedzieć, za to echo z poczekalni krzyczy: JUDYMEM! JUDYMEM! Pierwszych pacjentów szukających pomocy cechuje nadwrażliwość. To ludzie sztuki (aktor Patryk Łach i pisarz Olek Poniński), a jeden z nich nawet grał w Teatrze Starym z Anną Dymną! Pan Doktor po krótkich oględzinach, a nawet chwili dramaturgii z dźwiękami żałobnego marszu, stwierdził, że najskuteczniejszym lekarstwem może okazać się zastrzyk. Zastrzyk sztuki. A więc najpierw pisarz chwycił pióro i, ukradkiem spoglądając na portret Anny Dymnej, zaczął wodzić: „Kiedy w listowiu ptak zakląska / żeby obwieścić nowy świt / ze snu się budzi nasza Rząska / wioska niewielka zbyt”, po czym aktor podchwycił tekst i wyrecytował już do końca Cha-Che dla Ani Dymnej (sł. Andrzej Sikorowski).

IV (1)IV (2)Huk gwizdków i stadionowej wrzawy mundialowo przerwał artystyczne uniesienia. Pisarz i aktor, uderzeni piłkami w głowę, padli na ziemię. Do gabinetu bowiem weszło dwóch bujających się typów (piłkarz Miłosz „Nejgar” Krzempek oraz komentator Filip Noga)…

———————————————————–

Felczer: Co Panowie wyprawiają? Kolejka Panów nie dotyczy?

Miłosz „Nejgar”: Liga rządzi, liga radzi, liga nigdy Cię nie zdradzi!

Filip: Świat nie jest żadną głową. Świat jest piłką futbolową!!!

Pan Doktor: A Panów co do mnie sprowadza?

M: Doktorku, jakiś autograf? Zdjęcie? Ja się nie chce chwalić, ale ja ponad sto bramek w lidze strzeliłem…

(Filip w tym czasie spogląda uważnie na leżących na ziemi)

F: Ty, Nejgar. Skądś kojarzę tych typów. Spójrz tylko…

M: Przestań mi zawracać głowę. Podaj mi piłkę. Doktorku, szanowni Państwo. Kiedyś kupili mnie do Frutexu Pięknogóra za trzydzieści pięć czekolad. Ale tam jedna brameczka, druga brameczka, zwodzik, przekładanka, zabawa… Kręciłem obrońców jak baranków…

F: Tak! Tak! Pamiętasz, mistrzu, ten mecz??? Komentowałem wtedy…

(na rzutniku zostają wyświetlone bramki Neymara. W tym czasie Filip komentuje)…

F: Nejgar! Nejgar! Nejgar! Cóż on wyczynia z piłką… Jest niesamowity, jest anielski, jest boski! Lśniące kolczyki dodają mu blasku, żel przemienia włosy w brylanty. To magia wyglądu i futbolu. Pięknie. Tańczy jak baletnica. Nejgar jest jak niebo, jest jak słońce, jest jak deszcz po kilku dniach suszy. Prędkość, szybkość, szybkość, prędkość… Nejgar! Nejgar! Kochajcie Nejgara. Uczcie się, podziwiajcie, bijcie pokłony, ludzie! TO NEJGAR, LUDZIE!!!

Następuje cisza. Miłosz stoi wyprostowany, dumny na lekarskim biurku. Jedną nogę trzyma na głowie lekarza…

Pan Doktor: Asystencie!!!

Felczer: Słucham, Panie Doktorze…

Pan Doktor: My pracujemy na oddziale zamkniętym czy otwartym?

Felczer: Otwarcie mówię, że na otwartym.

Pan Doktor: Proszę przygotować dwie wielkie strzykawki. Musimy wyciągnąć z organizmu tych pacjentów nadmiar wody sodowej.

Felczer: Oczywiście, Panie Doktorze. Dwie strzykawki, nadmiar wody sodowej.

(po zastrzyku Filip i Nejgar padają na ziemię)

———————————————————–

VW gabinecie było już więc czterech nieprzytomnych, odurzony przeżyciami doktor i jego asystent. Gitarowy riff (siarczyście zagrany przez Kamila Brzazgacza) i krzyk z poczekalni: „Here I am / Rock You Like A Hurricane!!!” – sygnalizowały niczym pędząca karetka, że to nie koniec przyjęć. Ostatni pacjent okazał się wokalistą (Tymek Sekuła), który zmusił doktora do zajęcia miejsca za perkusją i – przy pomocy dwóch gitarzystów (drugie wiosło założył Jarek Kopacz) – odpalił klasykę… Scorpions! Dymy, światła, decybele… To był rockandrollowy lot na „Rekordowym” gniazdem! Dla potwierdzenia zapraszam tu , dzięki RekordTV mamy nagrany cały materiał 🙂

Wraz z ostatnim akordem nastąpiła cisza. Przejmująca cisza. Wszyscy leżą na podłodze. Śpią? Nie żyją? Na scenę wchodzi dwóch zaskoczonych, eleganckich panów (Zachariasz Mucha – były dyrektor szkoły, Kacper Mielnikiewicz – były wychowawca wszystkich pacjentów)…

———————————————————–

Zachariasz: Byłeś ich wychowawcą, pamiętasz?

Kacper: Fajna klasa, multum indywidualności… A pamiętasz, jak mnie chciał zwolnić po tym reportażu?

Z: Nie narzekaj… Dawne czasy. Co prawda, wtedy telewizja przesadziła. Przedstawiła mnie jako totalnego sztywniaka, gbura. A mnie chodziło tylko o porządek. Spójrz na niego. To chyba Patryk…

K: Chyba tak. Zawsze chciał być aktorem.

Z: I był. Widziałem kilka sztuk. Nie zapomnę jego ról w Teatrze Starym w Krakowie. Znakomicie się uzupełniał z Anną Dymną.

K: A tego kojarzysz?

Z: Nie bardzo.

K: Najlepszy kronikarz szkolny. Chciał zostać pisarzem. Udało się. Zdobył kilka nagród literackich.

Z: A taaaak… To przecież Olek. Rzeczywiście, świetne pióro. Miał u mnie jednak zawsze przechlapane za interpunkcję. A ten to już całkiem się mnie bał.

K: Pamiętam, pamiętam. Pan piłkarz. Nie przeczysz jednak, że wyczyniał z piłką cuda?

Z: Oczywiście. Ale praca nad jego charakterem kosztowała mnie sporo zdrowia. Popatrz tu… Filipek. Komentator, dziennikarz, reporter Filipek.

K: Był niesamowity. Potrafił na jednym oddechu powiedzieć tysiąc słów. Tworzył fajną atmosferę w klasie…

Z: A który to mnie doprowadzał do szału? Wiesz, ciągle puszczał heavy metal na przerwach? Myślałem, że mi uszy pękną.

K: Tymek. Rockandrollowe dziecko. Tak też później żył…

Z: W Twojej klasie był jeszcze jeden uczeń. Bardzo ambitny, inteligentny. Marzył o pracy lekarza… Jak on się nazywał?

K: Mateusz wajchę przełóż, przyjdzie Ambroży to przełoży…

Z: Co?

K: Mówię, że Mateusz. Jest właścicielem kliniki w Bielsku-Białej… To była super klasa. Oddział już zamknięty jest, lecz jeśli chcesz wyważyć możesz drzwi…

Z: Przeszłości drzwi nie są zaryglowane. Warto je czasami otworzyć. Tak naprawdę myślę, panie wychowawco stary, że oni się poznali… Dawaj, spróbujemy ich wybudzić. Zawsze tak udawali, kiedy im się nudziło na lekcji.

K: Prawda. Budzimy…

———————————————————–

VIVIINie poznali się, a chodzili do jednej klasy! Nie wiem, czy najlepszym miejscem do takich spotkań jest oddział, ale mniejsza z tym. Spotkali się, o co przecież tak trudno w tej zalatanej rzeczywistości. Powstali z ziemi, padli sobie w ramiona, przybili piątki. I tylko kiedy raczyli się wśród aplauzu momentem, podszedł do nich gość ze szwedzką flagą na plecach i rzucił na odchodne:

„PRZED NAMI RÓŻNE SZLAKI ŻYCIA /  I PEWNIE ZMIENIĄ SIĘ NASZE TWARZE / NAJWAŻNIEJSZY JEST SPOSÓB BYCIA / TO ON CZĘSTO DROGĘ WSKAŻE / PEWNIE SIĘ JESZCZE SPOTKAMY / NA JAKIMŚ DWORCU LUB PERONIE / MAM NADZIEJĘ ŻE SIĘ POZNAMY / I PODAMY SOBIE DŁONIE”

Czas przygotowań, czas prób, czas premiery zawsze pozostanie w mojej pamięci. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w ten spektakl, szczególnie uczniom, którzy z oddaniem potrafili wyartykułować, co się kryje w mojej i ich duszach. I jeszcze jedno… Ryszard Riedel w 1993 roku w dedykacji dla byłego wokalisty OZ – Jarosława Wajka, napisał: „Już nigdy nie wrócę na oddział zamknięty”. A ja przyznam, że być może jeszcze tam powrócę…

Pisałem 27 VI 2018 w drodze na lotnisko Stockholm-Skavsta