Hell awaits? Ruszam w ciemno…

Widziałem w swoim życiu już naprawdę wiele koncertów. Na stadionach, w halach, w lasach, w większych i mniejszych klubach. W Polsce i w Europie. Kilka wyjątkowych sztuk pozostanie w duszy na zawsze, inne wypełniają archiwum pamięci, by przysłużyć się za kilkanaście (kilkadziesiąt?) lat w stworzeniu opowieści. Natomiast to, co wydarzyło się wczoraj w sztokholmskiej hali Hovet, przekroczyło wszelkie możliwe granice. Do tej pory próbuję się poskładać, ponieważ zostały ze mnie totalne strzępy.

Na emigracji postanowiłem popularyzować polską sztukę. Do pracy pomykam z Autoportretem Witkacego wydrukowanym na torbie, natomiast wczoraj do swojej ulubionej czerni dołożyłem czerwoną bluzę z kapturem, na którym widnieje logo zespołu Acid Drinkers.

NIEBO

Po piętnastu minutach zaczęło robić się mroźno. Niflheim to jeszcze nie był, ale mimo wszystko drżało to i owo. Na szczęście dwóch Wikingów – stojących ze mną w kolejce przed wrotami – zauważyło logo, szybko skojarzyło fakty i zaproponowało napoje bogów nordyckich. Nie odmówiłem tym przemiłym potomkom Baldura. Zupełnie jednak nie spodziewałem się konsekwencji tego wyboru. No bo co może się wydarzyć, kiedy Perun zjednoczy się z Thorem? Tylko okrutna nawałnica.

CZYŚCIEC

Ciekawie i głośno tu. Zewsząd łupiące nekrologi, świszczące klepsydry. Indianin Joey Belladonna uprawia magię, by przygotować odpowiedni klimat dla Lamb of God. Zapach indiańskiej prerii chyba dobrze służył Barankowi Bożemu. Do czasu.

PIEKŁO

Do czasu, kiedy przy niepokojących dźwiękach Repentless i falach ognia objawił się tryptyk przypominający klimatem dzieła Hieronima Boscha. Zakrwawiony, przepełniony niewyobrażalnym bólem Chrystus (?) spoglądający błagalnym wzrokiem w górę… A tam w dole SLAYER.

Zespół jest w trakcie pożegnalnej trasy koncertowej. Pod koniec listopada muzycy zagrali w Łodzi. Przeczytałem kilka relacji, w tym tę opublikowaną na stronie Antyradia: „Muzycznie i (zwłaszcza) wokalnie pozostają w 100% precyzyjni, a przekrojowy set zawierający mniej znane utwory na pewno zadowoli większość fanów zespołu. Ale brakuje im ikry i moim zdaniem dobrze, że panowie ze Slayera odchodzą na zasłużoną emeryturę” – napisał redaktor Kacperski. Cóż, wypada mi się zgodzić tylko z pierwszą częścią cytowanej wypowiedzi. Tom Araya niesamowity! Facet chyba solidnie przygotował się do trasy, bo jego głos jest potężny. Ryk zapowiadający Payback prawdopodobnie poruszył nawet stojącym obok globusem (halą Globen). Odnośnie do ikry… Absolutnie nie zauważyłem żadnych braków. Mandatory Suicide, Jihad, Postmortem, Hell Awaits i mój faworyt z ostatniej płyty  When the Stillness Comes – wykonawstwo perfekcyjne. Z serduchem, z szacunkiem dla własnej sztuki. Kiedy tempo kolejnych utworów przekraczało już wszelkie bariery, przypomniała mi się wypowiedź Nergala: „Slayer gra swoją ligę”. Święte słowa. Po ostatnich dźwiękach Kerry King, Paul Bostaph, Phil Demel szybciutko ruszyli za kulisy. Pozostał tylko Araya wśród aplauzu dziesięciotysięcznej publiczności. W pewnym momencie zwrócił się w kierunku schodów. W amoku klaskałem, machałem łapami. Zwróciło to jego uwagę, zatrzymał wzrok. Wtedy ochłonąłem, spokojnie wyciągnąłem dwie ręce z kciukami do góry. Lekko się uśmiechnął, pokiwał dwukrotnie głową, po czym odszedł. Sytuacja pięciosekundowa, bezcenna. Miniatura osobistego podziękowania z czterdziestometrowego dystansu.

Piekło czeka… Ruszam w ciemno, dlatego też już rozglądam się za biletami na Slayer Final Show in Poland w Gliwicach. By choć znów poczuć na twarzy ogień, by znów spojrzeć w tryptyk i cytować w myślach słowa Tadeusza Micińskiego: Był on przełęczą najwyższej mocy wśród ludzkości. Głowa w cierniach okrwawiona – mówiąca z krzyża potężne, straszliwe słowa: – Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią – zostanie wielkim skarbem nie tylko Kościoła, nie tylko chrześcijaństwa, ale ludzkości całej”. Ta przepiękna myśl młodopolskiego pisarza, która towarzyszy mi od czasów licencjata, wcale nie musi być w tym kontekście obrazoburcza, wszak nie tylko sztuka powinna być przewrotna, ale czasem i jej odbiór.

Sztokholm, 6 XII 2018