Inny PUNKt widzenia – odcinek II [„(Oryginaln)ość w gardle”]

(Oryginaln)ość w gardle [M.A.]

Sprawdziłem statystyki oglądalności: Koncert dla Niepodległej – 7 mln widzów, koncert Zenona Martyniuka podczas Sylwestra z Dwójką – również 7 mln odbiorców. Tak więc nie zgodzę się, że Polacy są przejedzeni banałem, ale też nie potwierdzę swojej tezy. Powaga sytuacji wymagała głębokich treści, tak samo jak imprezowe nastroje wołały za trywialnym Zenkiem. Temat poprzedniego odcinka samoistnie skłonił nas do ujęcia go w żartobliwy sposób. Tym razem chciałbym zaproponować Panu coś mocniejszego, choć nie mniej aktualnego…

Inny PUNKt widzeniaOstatnio natknąłem się na program telewizyjny emitowany przez TTV pod nazwą Druga twarz, w którym eksperci przeprowadzają metamorfozy nieakceptujących swojego wizerunku uczestników. Z pozoru nuda. Zainteresowało mnie jednak, co skłania ich do zmiany wyglądu? Zastanawiające jest to, że w większości przypadków chęć ta wywołana jest nieudaną próbą odnalezienia oryginalności… Pokrycie ciała dziesiątkami tatuaży, przekłuwanie skóry najdziwniejszymi przyrządami, czy nawet deformowanie swojego ciała, to tylko niektóre z zakończonych porażką prób wyróżnienia się na tle otoczenia. Pamięta Pan może Karola Sekułę, niechlubną reklamę moje rodzimego Kalisza, który poddał się zabiegowi skaryfikacji twarzy na wzór swojego idola Popka Monstera? No właśnie, idola Popka Monstera…  Jaką cenę ma 5-minutowa sława? Czy oryginalność zmusza nas do tak drastycznych środków?

Oczywiście, że nie. Odmienność można wyrazić w bardziej humanitarny sposób.  Ubiór, fryzura czy nawet objęte pewnymi normami zachowanie również pozwolą skupić na sobie uwagę. Aby zamanifestować swój bunt, nie trzeba pakować między nozdrza dziesięciocentymetrowego drutu… Ale zostawmy już tych europejskich fakirów i skupmy się na logiczniejszych sposobach odnalezienia swojej tożsamości.

Obserwując modę, a także muzykę, zauważyć możemy coraz silniej napierający wpływ retro. Świadczy o tym wzrastająca popularność beretów (kto wie czy to nie zasługa Antosia?), męskich fryzur z przedziałkiem, czy chociażby stopniowa inwazja, niegdyś niezwykle popularnych dzwonów. Także artyści ulegają temu zjawisku. Wydawanie kolejnych „remasterów” wskazywać może na trudność wprowadzenia innowacji we współczesnym, zglobalizowanym świecie… A może jest to po prostu zwykły sposób łatwego zarobku? Jeszcze ciekawszy z punktu socjologicznego wydaje się powrót do przeszłości słuchaczy, chętnie podróżujących nawet do czasów sprzed ich narodzin. Posiadając dostęp do wszystkiego, wybieramy to, co już sprawdzone.

Być może pomyślał Pan: „Gdzie on płynie? Mateuszu, wracaj do portu!”. Właśnie tam zmierzam. Nie uważa Pan, że zapożyczenie wzorców z przeszłości to jedna z niewielu współcześnie możliwych dróg odnalezienia oryginalności? Czy istnieje lepszy sposób buntu przeciwko pogoni za przełomem, niż powielenie tego co już minęło?

Ku zdziwieniu wszystkich czytelników, fale uniosły mnie na nasze szkolne „podwórko”. Chyba każdy z nas – uczniów, chociaż raz w życiu spotkał się z machinalnie wypowiadanym przez belfrów „Kowalski, nie pajacuj”. Niestety. Musimy posypać głowę popiołem. W większości przypadków są to trafne słowa. Obserwując nasze korytarze, często zauważam problem z odnalezieniem własnej oryginalności, objawiający się właśnie ową „pajacerką”. Przemieszczając się z klasy do klasy, z lewej strony atakuje mnie muczenie krowy, kilka kroków później, z prawej słyszę „wulgaryzmotok” płynący z ust kolejnej marionetki, za to gdy dochodzę do sali, spotykam ucznia wyczekującego dzwonka stojąc na rękach. Podobnie bywa na boisku. Znam kilku zawodników, dla których mecz to głównie szansa na – ich zdaniem – zademonstrowanie swojej wyższości poprzez zainicjowanie bójki, do której – również z ich przyczyny – najczęściej nie dochodzi. Czasami chyba jednak wolę tę blaszkę w nosie…

Prośba na koniec… Oryginalność raczej nie jest Panu obca, więc może zechciałby Pan podzielić się jakimiś radami?

Mateusz Antczak

(Oryginaln)ość w gardle [M.Ż.]

Mateuszu, z Sekułów to ja pamiętam tylko Tymka, który w czerwcu dał takiego czadu podczas zakończenia roku szkolnego, że gdy pojechałem miesiąc później do Łodzi na „prawdziwych” Scorpionsów, to Ci wypadli dość blado w porównaniu z tym naszym już szóstoklasistą. Rock You Like a Hurricane! A tymczasem do rzeczy, bowiem podjąłeś ważny temat.

Tak jak napisałeś, bardzo trudno o oryginalność w dzisiejszym świecie. Jakim zachowaniem można jeszcze zaskoczyć? Co zrobić ze swoim ciałem, by wybić się ponad przeciętność? Przecież ludzie już dawno przeskoczyli bariery, szczególnie w Internecie.  Teraz ciało oryginalne, to – paradoksalnie – ciało… czyste. Bez metalu w nosie, oczach, ustach. Bez tatuaży. Dlatego długo Messiego uważałem za takiego naturszczyka, który niepowtarzalność najlepiej przedstawiał swoją grą. A jednak też się w końcu ugiął. Szkoda. Nie jestem przeciwnikiem sztuki na ciele, ale tylko wtedy, gdy ta jest rzeczywistą, przemyślaną i głęboką potrzebą uzewnętrznienia wnętrza.

Nawiązałeś też do retro, do chęci powrotów… Troszeczkę się uśmiechnąłem, bowiem akurat siedzę w temacie. Kilka dni temu skończyłem książkę pt. Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością. Interesujące zjawisko. Rzeczywiście panuje moda na retro. Już sobie wyobrażam niektórych naszych uczniów pomykających na przerwie w… dzwonach, śpiewających „Hare Kryszna, Hare Rama” 🙂 Nie sądzę jednak, by retro – tak jak pisałeś – było sposobem na odnalezienie oryginalności. Taka oryginalność nie byłaby oryginalnością. Zresztą w przywołanej książce spotkałem się z następującymi  zdaniami: „W naszym społeczeństwie oryginalność jest przeceniana. Oryginalność zazwyczaj oznacza ściemę”. Coś w tym jest… Dlatego nie odpowiem na Twoją prośbę. Człowiek oryginalny nigdy nie potrzebuje rad, jak być oryginalnym. Jeśli potrzebuje, to ściemnia.

Oryginalność w XXI wieku będzie raczej kojarzona z czymś trudnym do uchwycenia. Wiesz co było dla mnie ostatnio bardzo oryginalne? Prosta sytuacja. Otóż na Mazurach grupa chłopaków z mojej klasy, w trakcie jakichś zabaw na świeżym powietrzu, zapuściła przez głośnik „Sztajger, jest mi trocha wstyd…” Janka Kyksa Skrzeka. Pewnie był to dla innych wybór niezrozumiały, dla mnie – bomba! Chłopaki wyglądali przecież zwyczajnie… Owszem, ale intuicyjnym wyborem otarli się o niepowtarzalność! A może oni  tak naprawdę nabijali się ze mnie? Wtedy problem 🙂

Ta scena z uczniami stojącymi na rękach poruszyła moją wyobraźnię. Wychodzę z pokoju nauczycielskiego, idę po schodach, a tu wszyscy czekają pod salą 23 do góry nogami. Dawid i Zara z naprężonymi muskułami, Jarek z pytającym wzrokiem, Wróbel ze skrzydłami napiętymi niczym motyl na Kartky’ach. Nie chcę być gorszy, chcę być oryginalny. Kładę więc ręce na podłodze, nogi w górę hop! Zapominam już, że zawsze byłem gimnastycznym łamagą. Co tam! Ruszamy. Jak kończy się historia? A jak się może kończyć? Z oryginalnością. Z (oryginaln)ością w gardle.

Na… pogotowiu. W Karpatach, z Karpowiczami, Karpowskimi i innymi Karpentynopolitanczykiewiczównymi.

Mateusz Żyła