Dziennik sztokholmski [3 I 2019 – 26 I 2019]

3 I 2019 – Powrót do Szwecji po przerwie świątecznej. Niełatwy. W głowie mnóstwo kłębiących się myśli i wciąż powracające pytanie, cytowane już przeze mnie w postscriptum felietonu „Kartky trzy memu miastu na do widzenia”. Lot spokojny, z kolei trasa autobusem z lotniska do centrum Sztokholmu już mniej. Było naprawdę zabawnie, bowiem dosiedli się do nas górale z Zakopanego, którzy wypili u siebie ponoć w Sylwestra „syćkie drinki”. Próbowali na początku, zupełnie niepotrzebnie, chować ten swój akcent. Szybko ich utwierdziłem, że po pierwszych słowach odkryłem pochodzenie i absolutnie nie powinni wstydzić się pięknej góralszczyzny. Fajni, pozytywni ludzie. Opowiadali trochę o swoich losach, pozostawionych w górach rodzinach… Zastanawiam się także nad dziwnymi zbiegami okoliczności. Okazało się bowiem, że dwóch z tych młodzieńców remontowało mieszkanie, w którym właśnie jesteśmy zameldowani. A myślałem, że Sztokholm jest miastem dużym.

13 I 2019 – Śnieg, mróz, oszronione drzewa. Trasa tramwajowa między przystankami Alviks Strand – Stora Essingen to urzeczywistnienie mojego wyobrażenia o Skandynawii. Krainy skutej lodem z leśnymi ścianami i wodnym fundamentem przerysowanym krami, z otwartą przestrzenią prowadzącą do run, do codzienności pierwotnych Wikingów.

14 I 2019 – Okropne wiadomości z Polski. Po kilku dniach profesor Tadeusz Sławek (niekwestionowany dla mnie autorytet) w tekście „Dziwny jest ten świat” napisze: „Ci, którzy krzyczeli o „zdradzieckich mordach” i „kanaliach”, powinni nas, obywateli, publicznie przeprosić. Ci, którzy ochoczo objaśniali, że nie „pochwalają, ale rozumieją” okrutne zachowania , powinni nas, obywateli, publicznie przeprosić. Straszący uchodźcami i niegodziwością metody in vitro powinni nas, obywateli, publicznie przeprosić. Ci, którzy mówili o „dorzynaniu watahy”, powinni publicznie nas, obywateli, przeprosić. Powiedzmy od razu: nie dla jakiejkolwiek zemsty ze strony nas, obywateli, lecz jako dowód, że pojęli straszliwą, nieobliczalną w skutkach szkodliwość tego rodzaju mowy”.

20 I 2019 – W miejskim pociągu chodzą czasami żebracy. Tym razem siedziałem naprzeciwko ok. trzydziestoletniego mężczyzny i jego dwóch (mniemam) córeczek. Wzrok dziewczynek, skierowany na wlokącego nogami, zgarbionego starca z kubkiem, proszącego o jakąś koronę szwedzką, był przejmujący i… zastanawiający. Jedna z ich pierwszych nauk o świecie: „Bóg uprawia z ludźmi igrzysko, jednego wysoko, drugiego nisko”.

26 I 2019 – Dzień koncertowy. Już w grudniu widziałem Behemoth w Gdańsku i zrobili na mnie ogromne wrażenie rozmachem, przygotowaniem muzycznym i wizualnym. Z niecierpliwością czekałem więc na ich występ w Sztokholmie w ramach trasy „Ecclesia Diabolica Evropa 2019”. Nie powiem, fakt, iż na szwedzkiej ziemi, szwedzki zasłużony At The Gates (skądinąd super set!) gra „tylko” jako gość polskiego zespołu, napawa dumą. W ostatnich miesiącach przeczytałem chyba większość wywiadów z Nergalem, nie z wszystkimi wypowiedziami się zgadzam, ale nie sposób mu odmówić pasji i olbrzymiego, wielopoziomowego zaangażowania w sprawy Behemoth. „We’re striking back harder than ever. Behemoth are more than just a metal band – I really want people to see that. There’s the whole fucking universe behind the songs we’re making, and we’re about to prove it” – powie Darski Metal Hammerowi. Behemoth walcuje teraz Europę wzdłuż i wszerz. Prawie każda sztuka wyprzedana. Akurat ta w Sztokholmie nie doczekała się „sold out”, ale powzięli ambitne zadanie: hala Annexet w centrum koncertowym stolicy Szwecji (obok Globen, Tele2Arena i Hovet), czyli… nie ma żartów. Koncert? Chyba mocniej zostałem uderzony w Gdańsku, ale tu też wylewało się z pieca. Co prawda z intro i ogniami zapatrzyli się trochę na Slayer, ale cóż to za zarzut. Jeśli czerpać przykład, to tylko od Wielkich. Setlista: Solve (intro) / Wolves ov Siberia / Daimonos / Ora Pro Nobis Lucifer / Bartzabel / Ov Fire and the Void / God=Dog / Conquer All / Ecclesia Diabolica Catholica / Decade of Therion / Blow Your Trumpets Gabriel / Slaves Shall Serve / Chant for Eschaton 2000 / Lucifer / We Are the Next 1000 Years. Szczególnie ucieszył mnie „Lucifer” do wiersza Micińskiego, bo byłem chyba jednym z nielicznych w hali, który wyśpiewał cały tekst. Udana, metalowa noc. Do następnej niecały miesiąc…