Inny PUNKt widzenia – odcinek V [LARP – PRAL]

LARP – PRAL [M.A.]

W V odcinku naszej serii chciałbym rzucić być może nowe światło na powracający niczym bumerang temat zepsutej przez cyberprzestrzeń młodzieży, zatracającej kontakt ze światem rzeczywistym. Nie zabraknie także wypełniającego obecnie wszystkie strony gazet strajku nauczycieli, który – patrząc wyłącznie z uczniowskiej perspektywy – niestety nie dotknął rekordowej placówki… Choć zapewne nasi maturzyści oddychają z ulgą.

nowe

Słyszał Pan kiedyś o LARP? Ja do niedawna nie miałem pojęcia o istnieniu takiej formy rozrywki, jak Live Action Role Playing. Jednak przy okazji jednej z moich wizyt w RedakcjiBB poznałem kilka osób, które praktykują ową zabawę z pogranicza aktorstwa. Jak sama nazwa wskazuje, jest to odgrywanie poszczególnych ról, czyli z pozoru zwyczajna amatorska improwizacja. Zaskakująca, a może nawet i przerażająca, jest skala LARP-owych „przedstawień” – niektóre z nich potrafią trwać nawet kilka dni! Zapaleńców nie brakuje. Jeden z historycznych LARP-ów przyciągnął do Polski aż 150 graczy z całego świata. Byli to ludzie w różnym wieku, przyodziani w smokingi i inne części garderoby typowe dla wczesnej dwudziestowiecznej mody. Przez trzy dni odgrywali oni role arystokracji bądź służących im lokajów w położonej na Dolnym Śląsku fortecy. Uczestnicy przeszli jednodniowe szkolenie, pełniące funkcję swego rodzaju wehikułu czasu, po czym udali się do swoich komnat. Gra rozpoczynała się wraz z nadejściem nowego dnia, kiedy każdy z nich obudził się, jako nowa osoba. Wtedy nastąpiły „przenosiny” do innego świata, a tam ciche romanse czy planowanie ruchów na froncie I wojny światowej. Po dwudniowej transformacji odbył  się kolejny kurs – tym razem pozwalający im na powrót do normalnego świata… Oczywiście znaleźć można także znacznie mniejsze przedsięwzięcia, jak chociażby te organizowane w Żywcu przez Tarczowników z pod Grojca (nie mylić z Tarczownikami spod Grojca). Przy okazji takich wydarzeń grupa złożona z kilkunastu osób przebiera się za gobliny, elfy, czy też krasnoludy, po czym wkracza do świata fantasy, nie wychodząc ze swojej roli od świtu do zmierzchu. Przygotowują magiczne wywary lub tłuką się wcześniej wykonanymi mieczami i młotami – w ten sposób uciekają oni od trosk prawdziwego świata. Nie wiem jak dla Pana, ale mnie szokuje to bardziej niż życie w cyberprzestrzeni. Być może z tego powodu, że nigdy wcześniej o tym nie słyszałem. No właśnie, dlaczego w Polsce się o tym nie mówi?

A teraz obiecany strajk… Muszę przyznać, że świadomość o funkcjonowaniu takich inicjatyw jak LARP, pozwala mi zrozumieć pewne, dotychczas niewytłumaczalne zdarzenia. Jeżeli spojrzymy na „protest szant” nauczycieli Szkoły Podstawowej nr 1 w Poznaniu przez pryzmat nowo nabytej wiedzy, wszystko staje się jasne. Po prostu, jedna pani pedagog, prawdopodobnie z nadmiaru wolnego czasu, urządziła sobie ekologiczny LARP (link tutaj). Niemniej jednak, uważam, że jeszcze bardziej oderwany od rzeczywistości jest nasz rząd, a w szczególności jego głowa, p. Jarosław Kaczyński. Zastanawiający jest poziom bezpardonowości prezesa PiS, który tuż przed rozpoczęciem wcześniej zapowiadanych protestów postanowił ogłosić program gwarantujący rolnikom dopłatę do każdej świni i krowy… No ale z drugiej strony, czego spodziewać się od osoby, która już we wczesnych latach swojego życia zastanawiała się nad kradzieżą Księżyca. Skrajny egoizm.

Jak zapatruje się Pan na pomysł zorganizowania LARP-u przy Startowej? Ma Pan już jakiś kandydatów na orków i troglodytów? Interesuje mnie jeszcze, co uważa Pan na temat konfliktu: rząd – nauczyciele. Zawsze lubił Pan czerń, ale czy w takich okolicznościach znajdzie się w niej miejsce na pomarańczowy wykrzyknik?

Mateusz Antczak

LARP-PRAL [M.Ż.]

Mateuszu, jeszcze nie wyjaśniłeś mi skrótu z poprzedniego odcinka, a już muszę zmierzyć się z kolejnym. Jeśli takowe zapotrzebowanie – nie ma problemu! LARP! Brzmi jak jakiś alarm, który nawet postanowiłeś „wszcząć”. Szwedzcy znajomi mieli wiele problemów z wymówieniem tego słowa, ale warto pochwalić Skandynawię za coś innego. Twój tekst jest niewątpliwie krytyczny wobec przywołanego zjawiska, a ja nie do końca tę krytykę podzielam… Do czerni z kolei odniosę się w zakończeniu.

Przyznam, że nie słyszałem zbyt wiele o LARP-ach. Musiałem więc „poszperać” trochę w sieci i w prasie, by określić swój punkt widzenia. Zaskoczyła mnie ilość terminologii, metod, rodzajów. Wniosek? Polszczyzna nie jest jeszcze całkowicie przygotowana, ale to tylko kwestia czasu. Myślę, że nasz język otworzy się na nowe pojęcia wraz ze wzrostem LARP-owej popularności. Otwartość zresztą jest tu kluczowa. Kraje skandynawskie są dobrym przykładem. Wyobraź sobie, że kilka dni temu otrzymałem zaproszenie z Finlandii, a dokładniej z Kiteen Evankelinen Kansanopisto, na Nordic Metal Music Seminar. LARP, muzyka metalowa – cieszę się, że środowiska uniwersyteckie zataczają coraz szersze kręgi tematyczne. Ad rem…

Napisałeś o LARP-ach: „Nie wiem jak dla Pana, ale mnie szokuje to bardziej niż życie w cyberprzestrzeni”. Mnie nie, szczególnie w kontekście LARP-u terenowego. Nie mogę tutaj podzielić się wszystkimi argumentami, ponieważ ogranicza mnie forma felietonu, ale postaram się wyjaśnić najważniejsze. Nigdy nie interesowały mnie gry komputerowe. Uwięziły one przed ekranami już tak wielu ludzi. W trakcie spacerów korytarzami naszej szkoły nuciłem czasami utwór zespołu Dżem: „Lunatycy otaczają mnie”… Była to humorystyczna reakcja w obliczu siedzących pod ścianą „rekordzistów”, którzy wręcz pojadali swoje komórki. A taki LARP terenowy? Wymaga mimo wszystko wyjścia chociażby do lasu, przygotowania scenerii, kostiumów, pewnej koncepcji i wirtuozerii artystycznej. Angażuje wielu ludzi, którzy muszą ze sobą TWÓRCZO współpracować, rywalizować i akceptować realny (a nie wirtualny) kontakt. W formie LARP-u terenowego widzę także szansę dla nieśmiałych osobowości. W zamkniętym pokoju z przyciemnionymi szybami raczej poza tę nieśmiałość nie wyjdą, ale już w żywym kontakcie istnieje taka możliwość. Dlatego przekonuje mnie wypowiedź organizatora LARP-ów – Szymona Boruty: „Czasem po takim przeżyciu jesteśmy w stanie zdziałać rzeczy różne, którym wcześniej byśmy nie podołali. Jeśli, dajmy na to, ktoś jest zwykle nieśmiały, a zagra rolę zawadiaki, to potem nabiera pewności siebie”. Słyszę tutaj również echa Bachtinowskiej koncepcji „świata na opak”, gdzie żebrak może być przez chwilę królem, król żebrakiem, bezdomna księżniczką, księżniczka bezdomną. Teraz już wiesz, dlaczego LARP – PRAL.

Żałuję jedynie, że niektórzy i w tym przypadku nie potrafią znaleźć granicy, tracą kontrolę i w konsekwencji wpadają w bleed-in/bleed-out, a nawet poddają się „urokom” prawdziwych tortur. Czyżby atawistyczne zapędy znalazły akceptowalny teren pod szeroką, czasami wymykającą się spod kontroli, semantyką wyrazu: „gra”? 

LARP przy ul. Startowej? Dlaczego nie? Okolice szkoły, oddech Cygańskiego Lasu i magia starych drzew jak najbardziej zachęcają do realizacji pomysłu. Warto byłoby zastanowić się nad własnym scenariuszem, który nie wyłączałby z przedsięwzięcia nauczycieli. Wszystko w Waszych rękach i głowach! 

Odnośnie do strajku… Mój pogląd wyjaśniłem w tekście pt. Dziady bez idei, czyli Bal u Senatora Karczewskiego (tutaj).  Przy okazji, wykrzykniki są w znakomitej większości czarne! Mogłeś pomylić ze względu na szumną mozaikę towarzyszącą czerwonym dywanom 🙂

Mateusz Żyła

maj 2019