Odnawiając dusze

Jeszcze przed sekundą niejaki Pan Nergal Darski przejechał po mnie nieprawdopodobnym walcem Pure Evil And Hate ze świetnego albumu „And The Forests Dream Eternally”, a już jestem w zupełnie innej parafii. Chociaż… Czy aby na pewno innej?  Przecież każdy z wiarygodnych artystów (a może szerzej, po prostu ludzi dobrej woli) pragnie, niezależnie od prezentowanej stylistyki, uskutecznić w sobie i w innych proces odnawiania. Odnawiania duszy.

Telewizja. Wachlarz programów mam mocno ograniczony, w konsekwencji napór TVP Info i Trwam jest poważnie odczuwalny, więc żeby nie paść trupem pod Kurski(e)m czy Zenonowem, muszę przyjmować reakcje obronne: albo pudło całkowicie wyłączone, albo błyskawiczny przegląd kanałów. Kilka dni temu zatrzymałem się dłużej na jednym z nich; mam na myśli ESKĘ TV, a dokładniej dość atrakcyjną prezenterkę o włosach blond, która w uroczej czapeczce zimowej i dżinsach uciskających całkiem zgrabną pupę, goniła po deszczowej Warszawie za ludźmi kroczącymi w mniejszych bądź większych słuchawkach. Niewiasta podbiegała, pytała: „Czego teraz słuchasz?”, a indagowany/a – nieraz z kłopotami pamięciowymi lub językowymi – odpowiadał/a. Młodzi Polacy wymieniali głównie anglojęzyczne numery, królowała wśród nich artystka… Już nie pamiętam dokładnie, ale chyba coś DUA i w dodatku LIPA. Hotter than Hell? Tytuł dobry, tudzież rozczarowanie jeszcze większe. Mało mocy! Moc w fizyce określana jest jako P, więc jeśli się ją włoży między D, U i A, to wszystko staje się jasne. Nie może działać. Ale żeby już nie kosić artystki z Kosowa, to coś na poważnie, czyli też na P… P jak Perfect, piosenka pisana po polsku.  W 2014 roku, po czteroletniej przerwie, na rynku pojawia się album „DaDaDam”. Słowa dziesiątego utworu brzmią następująco:

„Jestem już w drodze tyle lat / Mam taki bardzo rzadki fach: Odnawiam dusze. / Choć tęsknię tak jak wiejski pies / Muszę z daleka kochać Cię. Odnawiam dusze. / Czasem w ludziach, nagle tak, zajdzie zmiana. / I zrzucają swe przebrania! / Potem na przekór biegną w noc / Jakby Azteków mieli moc / Już nic nie muszą. / Płyną pejzaże wokół mnie / Życie ucieka Bóg wie gdzie. / Odnawiam dusze. / I choćbym chciał normalnie żyć / By zmienić to, nie robię nic / Odnawiam dusze”

Nie potrafię opisać wrażenia, jaki wywarł na mnie powyższy tekst. Właśnie słucham tej płyty Perfectu, ale celowo pomijam dziesiątkę… Uważam, że absolutnie nie może być dodatkiem do czegokolwiek.  Wrócę do niej po ostatnim słowie, po kropce. Jest kilka takich utworów, podczas których nieruchomieję, wpadam w hibernację.  Myślę, że w przypadku omawianego dzieła zagrały ze sobą wszystkie czynniki: od kompozycji Dariusza Kozakiewicza przez tekst Jacka Cygana po przeszywającą interpretację wokalną Grzegorza Markowskiego. Przede wszystkim jednak treść…

„W lutym roku 2014, kiedy już na nową płytę Perfectu napisałem dwa teksty, między innymi Wszystko ma swój czas, zadzwonił Grzesiu Markowski. Była sobota i Grzegorz wydawał się nieco zdenerwowany: „Jaculku, ktoś nas zawiódł, a we wtorek mamy oddać materiał. Napiszesz nam tekst do pięknej melodii Darka?”. To był jakiś rodzaj cudu, że w ten weekend akurat byłem w Warszawie i w dodatku nie miałem ważnych wyjść. […] Droga do tej piosenki wiodła z soboty na niedzielę. Najpierw oczywiście słuchałem muzyki, żeby melodie i podziały rytmiczne mieć w sobie. Potem zacząłem szukać pomysłu (…). Gdzie najlepiej szukać? Najlepiej w sobie, bo już się przekonałem, że jeśli są tak ważne piosenki, to należy szukać w swoim życiu lub w życiu przyjaciół, którym się wierzy. Zadałem sobie pytanie, co robią tacy artyści jak Grzegorz Markowski i jego koledzy z zespołu Perfect, którzy dzisiaj występują w Szczecinie, jutro w Przemyślu, a pojutrze w Jeleniej Górze. I przemierzają nocami szaloną drogę, by zdążyć i być na scenie pięknym, młodym i zdrowym. Dlaczego taką drogę przemierzał do samego końca Zbigniew Wodecki, ciągle w trasie, za kółkiem swego samochodu? Czy jemu chodziło o sławę, a może o pieniądze? Nie, już był sławny. Nie, już miał pieniądze! I wtedy, tej nocy z soboty na niedzielę, odkryłem, że potrafię nazwać to, co Zbyszek Wodecki, Grzegorz Markowski oraz dziesiątki innych artystów robią. I nazwałem to coś odnawiam dusze!”.

No tak, dziesiątki innych artystów; zresztą każdy na swój sposób bywa artystą. Z uwagą patrzyłem na Oleja podczas czechowickiego koncertu Proletaryat w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy; to właśnie było to… Odnawiał dusze. Gdy nazajutrz otrzymałem pełną entuzjazmu wiadomość od sympatycznej organizatorki tej imprezy, że praca popłaca (!), że jest kolejny rekord (!), to wyczułem właśnie to… Odnawiała dusze.  Kiedy Krystyna Janda wyznaje publicznie, że „ucieka na scenę przed życiem, które ją męczy”, to ja jej wierzę, bo tylko tam… Odnawia dusze.

A mnie co z tego felietonu? Po cóż było zarywać noc? Któż o nim w ogóle będzie wiedział, skoro nie mam Facebooka? Któż ten tekst przeczyta? Może już dawno powinienem to rzucić w kąt, ale potrafię robić tylko to… Odnawiać duszę.

Czechowice-Dziedzice, 14/15 I 2020

PS Fragment rękopisu tekstu oraz cytat pochodzą z książki Jacka Cygana pt. Odnawiam dusze, wyd. Znak, Kraków 2019.