Pamiętnik niepokornego belfra (4)

30 IX 2022

Zapis dedykuję Ryfce, Leonowi i innym malowanym ptakom…

„Kiedy ludzie przestaną wierzyć, że jest zło i jest dobro / Tylko piękno przywoła ich do siebie i ocali. / Żeby umieli powiedzieć: to prawdziwe, a to nieprawdziwe” – Czesław Miłosz

Siedzę w sennym pociągu, sporo uczniów wchodzi i wychodzi na stacji w Pszczynie. Tychy za kilkanaście minut, więc zdążę jeszcze przeczytać parę stron Malowanego ptaka Kosińskiego. Dzień historyczny… Prezydent Federacji Rosyjskiej podpisze niebawem traktaty o włączeniu do Rosji czterech obwodów ukraińskich: zaporoskiego, chersońskiego, ługańskiego i donieckiego. Chwilę wcześniej podejdzie do mnie uczeń. To Nikita z kroniką klasową, w której właśnie napisał poruszający tekst o emocjach z pierwszych dni wojny. „Miałem jechać do Kijowa, ale mama przeczuwała coś złego”… To tylko wstęp.

Pod koniec sierpnia po raz kolejny obejrzałem film Jutro idziemy do kina z kapitalną rolą Julii Pietruchy. Patrząc na losy bohaterów, nie mogłem nie myśleć o moich podopiecznych, którzy za kilka miesięcy podejdą do egzaminu maturalnego. U nich podobnie emocje szkolne mieszają się z prywatnymi wzlotami i upadkami. Praca, miłości, przyjaźnie, smakowanie życia, radość, łzy, a za tym wszystkim doświadczenie pandemiczne i perspektywa matury z… wojną tuż przy ścianie.

Powierzchnia nie oddaje głębi. Na powierzchni sprawy toczą się swoim rytmem. Chodzimy do szkoły, pracujemy, oglądamy filmy i mecze, palimy papierosy, pijemy kawę czy drinki, bawimy się na koncertach, śmiejemy się, uprawiamy seks. Przy zachowaniu odpowiednich proporcji i olbrzymim polskim wparciu Ukrainy (szczególnie na początku wojny), można odnieść wrażenie, że w jakimś – być może niewielkim – stopniu, przypominamy czasami (przynajmniej ja przypominam) bohaterów Campo di Fiori Czesława Miłosza. Nieopodal salwy, spalone budynki, „czarne latawce”, świadectwa ludobójstwa – ale to wciąż „nieopodal”. U nas („przy dźwiękach skocznej muzyki”) poświst kręcącej się karuzeli. Inaczej się nie da. A może to tanie usprawiedliwienie.

Omawiamy właśnie literaturę wojenną. K.K. Baczyński, T. Borowski (tu także Nyiszli Byłem asystentem doktora Mengele), Ballady i romanse Broniewskiego. Nie brakuje emocji. Widzimy trzynastoletnią, nagą i rudą dziewczynkę. Nadjeżdżają „grubi Niemcy” („Uciekaj, uciekaj, Ryfka!” – krzyczy narrator). SS-mani dopadają nie-winnych. Chwytają za karabiny. 

„Słuchaj, Jezu, słuchaj Ryfka, sie Juden,

za koronę cierniową, za twe włosy rude,

za to, żeście nadzy, za to, żeśmy winni,

obojeście umrzeć powinni”.

Zanim salwa… Wrzucam na rzutnik fragment filmu Azyl (reż. Niki Caro) o historii rodziny Żabińskich. Getto. Dwóch funkcjonariuszy SS podchodzi do młodziutkiej, rudowłosej Żydówki. Zgwałcą ją brutalnie w zaułku. Żabiński widzi okrwawioną twarz, okrwawione nogi. Porywa dziewczynkę do samochodu, którą – wraz z innymi dziećmi żydowskimi – wywozi w ukryciu poza mury getta. Uciekaj, uciekaj, Ryfka! Wnet „salwa rozległa się głucha”. Słuchaj dzieweczko! „Ona nie słucha”… Wizytująca lekcję pani dyrektor (jeszcze w bielskiej szkole) nie wytrzymuje, opuszcza salę ze szklanymi oczami.

Pytam uczniów o skojarzenia z „rudym” kolorem. Ręce w górze. „Fałsz”, „spryt” – padają odpowiedzi. Hmmm… Kierujemy się na powrót w stronę tekstu: „(…) przyjeżdżało dużo, dużo luda / każdy się dziwił, że goła i ruda”. Istotne określenia. „Nagość” – nie tylko cielesna, ale też symboliczna. Nagi, tj. odarty ze wszystkiego, z resztek godności, dlatego też Borowski rozpoczyna opowiadanie Proszę państwa do gazu od przerażającego zdania: „Cały obóz chodził nago”… Co z tą „rudością”? Cisza w klasie. Zdziwienie? W końcu jeden z uczniów wpada na trop: „Rudy, czyli inny, odmienny”. Otóż to! Ryfka – w nieprzypadkowym towarzystwie Jezusa – ginie za „swe włosy rude”, tzn. za inność, odmienność. Przeżyje tylko jej nieznajomy przyjaciel, chłopczyk-narrator, cygański Żyd lub żydowski Cygan, ów malowany ptak:

„Zdając sobie sprawę, że wyglądam jak Cygan, mój pan, z obawy, iż ktoś dojrzy moje czarne włosy i doniesie na niego Niemcom, zgolił mi głowę do łysej skóry. Aby mniej rzucać się w oczy, wychodząc z chałupy wkładałem wielką starą czapę, która zakrywała mi połowę twarzy. Ale mimo to czułem się nieswojo pod podejrzliwymi spojrzeniami wieśniaków”…

Oglądaliście film Orlęta. Grodno ’39? Bohater – podobnie jak chłopczyk z powieści Kosińskiego – ma dwanaście lat. Nieprzypadkowo, bowiem on też przypomina malowana ptaka, którego nie chce rozpoznać część (polskiego) stada. Leon, zafascynowany Krzyżakami Sienkiewicza, nie może zagrać w szkolnym przedstawieniu wymarzonej roli Zbyszka z Bogdańca. Tak zdecydował nauczyciel języka polskiego. Czarnowłosy Żyd polskim wojem? Absolutnie. „Słuchaj, Jezu, słuchaj, Leon, sie Juden / za koronę cierniową, za twe włosy…”. Uciekaj, uciekaj, Leon!

Ostro starłem się o ideę filmu z innym nauczycielem. Bez rezultatu, ale o specyficznym charakterze tego typu sporów pisał już prof. Błoński w słynnym eseju Biedni Polacy patrzą na getto. Co mnie boli? Komentarze w stylu jakoby obraz wyłaniający się z Orląt… był „antypolski” i nie miał nic wspólnego z faktami historycznymi. OK! Mamy przecież do czynienia z fabułą, a nie z dokumentem. Antypolskość? Rozumiem, że niektórym bardziej spasowałby bohater-Polak mały, nad którym biały orzeł dumnie rozpościera ogromne skrzydła. Jestem jednak przekonany, że przesłanie filmu tkwi zupełnie gdzie indziej… Widzimy wszak dziecko poszukujące własnej tożsamości, co nie było przecież łatwym zadaniem, zważywszy na wielokulturowość Grodna. Podobną walkę wewnętrzną toczył Czesław Miłosz, polski poeta urodzony na Litwie. „Jest we mnie wiele sprzecznych głosów […]. Na Litwie mówiło się wieloma językami i praktykowało wiele religii. Jeśli wyrosłem na zadeklarowanego antynacjonalistę, to należy to tłumaczyć faktem, że wcześnie zetknąłem się z ludźmi tak wielu języków i tak wielu wyznań” – mówił noblista. Właśnie z tej perspektywy warto spojrzeć na losy głównego bohatera Doliny Issy, jak i Orląt… Leon nieustannie zmaga się z żydowskim symbolem klubu Makkabi, jednocześnie – pomimo wypadku, niesprzyjających okoliczności i świata, w którym „metryka będzie decydować o życiu i śmierci” – wytrwale dąży do założonych celów, marzeń… Piękna nauka! Kto jest idolem Leona? Wybitny polski biegacz Janusz Kusociński. Spotkali się na mecie, choć niestety w jednym i drugim przypadku kula była szybsza. Ponadto, naprawdę warto przyjąć higieniczną optykę Gombrowicza, który w Dziennikach pisał: „Zamiast dążyć do jak najściślejszego związania Polaka z Polską, powinna raczej zabrać się do wypracowania pewnego dystansu pomiędzy nami a Ojczyzną. Musimy oderwać się uczuciowo i intelektualnie od Polski po to, aby uzyskać w stosunku do niej większą swobodę działania, aby móc ją stwarzać”.

Ryfka, Leon, malowane ptaki… Właśnie o nich pośrednio wspominał Marian Turski w przemówieniu z okazji 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau, przestrzegając nas przed uśpieniem, obojętnością, znieczulicą. Auschwitz nie spadło z nieba. Warto o tym pamiętać. Warto o tym pamiętać szczególnie teraz, gdy niektórzy władcy (wydaje się, że skłóceni?) uciekają w populistyczne hasła, strasząc „obcością kulturową” czy „satanizmem zachodnim”. 

Uciekaj, Leon, uciekaj, Ryfka?

PS Wyjaśnienie… Bohaterami chłopczyka z Malowanego ptaka stają się żołnierze Armii Czerwonej, co zgrzyta z przesłaniem powyższego tekstu. Nie zrozumiemy jednak tej fascynacji bez całego obrazu dramatycznej historii narratora. To jednak temat na inną okazję.