Nadchodzi moment na głos. Głos z ciemności…

Znajomi wiedzą, iż miniony rok poświęciłem w głównej mierze pracy nad książką. W trakcie pisania jedni podpytywali o postępy, drudzy o tematykę, jeszcze inni zupełnie zapomnieli o sprawie. W końcu nadszedł odpowiedni moment… Z radością informuję, że 14 września w księgarniach pojawi się książka pt. Głos z ciemności. To efekt wielogodzinnych rozmów z Romanem Kostrzewskim – wokalistą, autorem tekstów, kompozytorem. Roman Kostrzewski karierę muzyczną rozpoczął po dołączeniu do grupy Kat, z którą zrewolucjonizował polską scenę metalową, wprowadzając w gąszcz dźwięków ostrych jak topór okultystycznie treści. Nazywany pierwszym diabłem RP, wraz z Katem koncertował u boku Metalliki i Iron Maiden. Aktualnie kontynuuje katowską historię pod szyldem Kat & Roman Kostrzewski. Oprócz tego angażuje się w działalność solową, czego efektem jest płyta … Czytaj dalej Nadchodzi moment na głos. Głos z ciemności…

Piotrusiopanizm

We wrześniu wejdę w niebezpieczny wiek. Dlaczego? Dlatego, że natura dopisze mi dwudziestą siódmą kreskę. Dwadzieścia siedem. Forever 27 Club. Jim Morrison, Jimi Hendrix, Kurt Cobain, Janis Joplin, Amy Winehouse… Wymienieni artyści właśnie w dwudziestym siódmym roku swego trwania pożegnali się z tym łez padołem. Mnie śpieszno do umierania nie jest. Tak jak napisałem dwa lata temu, tak powtórzę i teraz: okręt płynie dalej, wyspy Bocklina nie widać. Zresztą nie mam czasu zamartwiać się pechową symboliką dwudziestki siódemki, bo sporo się dzieje. Wakacje przebyłem praktycznie w podróży. Eskapadę rozpocząłem od dołu. Tam, w Ujsołach, ciepły lipcowy wieczór najpełniej oddaje potęgę tajemnicy gwiazd. Oprócz kontemplacji nadarzyła się też okazja do zabawy. Sączyłem z przyjacielem napój w przyjemnym ogródku, a przed nami … Czytaj dalej Piotrusiopanizm

Mit słuchawek

Współczesnemu sportowi coraz trudniej uciec od machiny show-biznesu. Wydaje się, że oba te światy – w przeszłości przecież tak odległe – zazębiają się. Z pożytkiem dla wyników. Ze szkodą dla organizmów. Zostawię jednak te dywagacje fizjologom sportowym, dla których niewątpliwie ta sytuacja staje się powoli dylematem moralnym (oby!). Sport – do tego słowa chętnie w dzisiejszych czasach dolepiają się inne, powodując, iż one same zastępują podmiot zaczepienia. Otoczka, blichtr, pieniądze – wszystkie te czynniki skutkują tym, iż kibice bardziej niż na bieżnię, bądź boisko, oglądają się na trybunę honorową. Któż przyszedł? On w najdroższym krawacie od Cardina, Ona w płaszczu od Diora. Sportowcy (w szczególności piłkarze, zastanawiam się nad sformułowaniem: tylko piłkarze) poczuli się nieswojo i miast patrzyć na zielony … Czytaj dalej Mit słuchawek

Romario na dziecięcej planecie

Za kilka dni ubiorę żółty szal, co oznaczać będzie początek wędrówki za Małym Księciem. Mały Książę – jak powszechnie wiadomo – to dość gorzka książka dla dorosłych. Jeśli Nietzsche przestrzegał niedojrzałych czytelników swoich pism przed „niemałym niebezpieczeństwem przeziębienia się”, tak Exupery powinien przestrzec chyba wszystkich. Nie tylko zbyt poważnych dorosłych, ale i dzieci, które mentalnie zdążyły się postarzeć. Do Małego Księcia wróciłem po raz kolejny, obejrzałem adaptację filmową w reżyserii Osborne’a (kapitalna!) i zostałem zmuszony do refleksji. Przeróżnego kalibru, jednakże skupię się na jednym… Na wspomnianym szalu, którego żółty kolor pozwolił mi mentalnie powrócić na dziecięcą planetę. Mały Książę miał żółty szal, ja żółtą koszulkę. Jej historia jest moją historią. A zaczęło się tak… W 1994 roku, kiedy miałem pięć … Czytaj dalej Romario na dziecięcej planecie

Chylę czoła przed Kuloodpornymi

Pod szóstką mieszkał Mariusz, pod siódemką – ja. Ten sam czechowicki blok, więc można powiedzieć, że razem się wychowywaliśmy i dorastaliśmy. W pewnym momencie jednak każdy poszedł swoją drogą. Któregoś dnia otrzymałem informację, że Mariusz uległ poważnemu wypadkowi, w wyniku którego stracił nogę. Odwiedziłem go w szpitalu w Pszczynie. Nie wyglądał na załamanego, ale ja głęboko się zastanawiałem, jak poradzi sobie w dalszym życiu. Czy będzie na tyle mocny psychicznie i nie podda się nadchodzącym utrudnieniom? Dwa lata temu wyprowadził się z Czechowic-Dziedzic. Zupełnie straciliśmy ze sobą kontakt. Na szczęście został on odnowiony za sprawą piłkarskiego meczu, w którym miałem wcielić się w rolę sędziego. 1 sierpnia 2015 roku. Połowa wakacji. Ciepły poranek. Orlik przy Parku Słowackiego. 10:00. Mecz: RedakcjaBB … Czytaj dalej Chylę czoła przed Kuloodpornymi

Z gratulacjami dla pasjonującej inicjatywy

Spotkałem się ostatnio z zarzutem, że coś się „ociągam na blogu”. Już kiedyś napisałem, że tekstów nie można tworzyć na zawołanie. Ponadto, finalizuję studia, za trzy tygodnie podchodzę do obrony pracy magisterskiej. Oprócz tego, sporo chwil zajmują mi sprawy związane z zakończeniem roku szkolnego. Wreszcie jednak nadszedł moment i okazja do tego, by się czymś podzielić. A wszystko zaczęło się na szkolnym korytarzu… Podszedł do mnie licealista i zapytał, czy nie zechciałbym udzielić mu wywiadu w ramach pewnego projektu. Chętnie się zgodziłem, tym bardziej, że sprawa miała mieć swój finał na papierze. Nazajutrz porozmawialiśmy, poruszyłem parę problemów. Minęło kilkanaście tygodni, podpytywałem jak prace redakcyjne, aż w końcu otrzymałem… drugi numer magazynu RedakcjaBB. Przeczytałem z marszu. Gratuluję. Świetna inicjatywa. Młodzi ludzie, … Czytaj dalej Z gratulacjami dla pasjonującej inicjatywy

Dekoracje, demokracje, całkiem niezłe wariacje

Pozostaję oburzony zachowaniem anonimowych czechowickich wirusów, które miały czelność bezpardonowo wprowadzić się do mojego organizmu i przeorganizować go na swoją modłę. Staram się jednak z każdej sytuacji wyciągać jakieś plusy, więc korzystając z niemożności podjęcia jakichkolwiek działań (czy to hulaszczych, czy to sportowych), postanowiłem nadrobić zaległości z zakresu: „co tam w świecie?”. Włączyłem więc machinę telewizyjną, która mnie trawiła ileś tam dni, a teraz… wypluła. Białoruś. Cnotliwy gospodarz Łukaszenka przyjął Merkel, Hollande’a, Poroszenkę i Putina. Szczególnie w pamięci zapadła mi scena, w której Poroszenko z „twardą” miną witał się z prezydentem Rosji. Putin, oczywiście z uśmieszkiem pewniaka, grał rolę ważniaka. Przyznam, że zaczyna mnie drażnić. Kiedy rok temu wybuchła sprawa krymska, byłem ostrożny w konstruowaniu opinii, starałem się nie poddać … Czytaj dalej Dekoracje, demokracje, całkiem niezłe wariacje

Tańczący z florą

Koncertów brak, a więc powróciłem z podróży po kraju. Przywiózł pociąg, żebym w poczekalni spoczął. Nie zauważyłem zresztą, kiedy ten 2014 rok przeminął? Odkąd pracuję w szkole i bawię się kopaniem w piłkę, piasek sypie się nieubłagalnie. Wylot wczesnym rankiem, powrót wieczorową porą. A więc kiedy minął? Podobno kilka dni temu. Nie wiem. Nie uczestniczyłem w żadnej z biesiad sylwestrowych. Zbiegowiska tworzące się o północy traktuję z ironicznym uśmiechem i przymrużeniem oka. Przecież kilka dni temu, przy wigilijnym stole, życzyliście sobie tego samego. Ileż można życzyć!? Weźmy się wreszcie za słów realizację, bo kolejny rok minie, a my pozostaniemy przy tym samym. Przy pijanych pustosłowach. A ja Wam wszystkim życzę zdrowia. A światu świeżego powietrza. A sobie bycia sobą. Dlatego … Czytaj dalej Tańczący z florą

Odpowiada mi mentalność wagabundy

Zazwyczaj pisałem po przyjeździe z wojaży. Żeby nie popaść w rutynę, zmienię sposób. Kartka z długopisem będzie mi towarzyszyć w każdym momencie, zapiski powstają na bieżąco… Spoglądam w lustro. Widzę zarost, ale nie chce mi się golić. 4:30, kurtka, torba na ramię i spacer na dworzec. Puste ulice, ciepły wiatr. Pociąg do Warszawy wjeżdża na peron punktualnie. W Katowicach dołącza towarzystwo. Młodzi ludzie. Trwa rozpoznanie terenu. Rozpoczynamy rozmowę. Poznajemy swoje życiorysy. Ja i ta dziewczyna – „Paljaki”, on – Japończyk. Świetny koleś! A jak mówi po polsku – szacunek! Jedzie do Warszawy, a później samolot do Tokyo. Pytam o Japonię, o Murakamiego. Boże! Jak dobrze, że na świecie jest tyle ras i kultur! Masahiro (bo tak ma na imię) ma … Czytaj dalej Odpowiada mi mentalność wagabundy

Sen o lampie naftowej, czyli witajcie w mojej bajce

Biurko (czytaj: brama do innych światów) usytuowane jest przy oknie. Często zaglądam przez szybę. Szczególnie wtedy, gdy zapada zmierzch, a na niebie niepodzielnie rządzi luna. A wtedy mi trzeba zasnąć… „Wędrowałem po ulicach mego miasta. W długim surducie, cylindrze i znoszonych butach. Prószył śnieg, a gwiazdy szalały na firmamencie. Przyjemny mróz nasycał me lico purpurą. Przystawałem przy domach, z których wypływała magiczna poświata. Nagle pod drugiej stronie ulicy zobaczyłem Paj-Chi-Wo. Skinął ręką, potem drugą… Ruszyłem za nim. Minęliśmy sowi jar, gdy wnet na krańcu polany spostrzegłem drewnianą szkółkę. Parę toczyłem z ust i obserwowałem. Dzięki błyskom naftowych lamp widziałem każdą lekcję. Uczniowie w półmrokach słuchali opowiadań swych profesorów i wędrowali w zaświaty wiedzy, przygód. Pragnąłem wejść do tej szkółki, gdym … Czytaj dalej Sen o lampie naftowej, czyli witajcie w mojej bajce