W echu zeszłorocznych dźwięków – część II

Po kilku dniach pobytu na szwedzkiej ziemi, jam znów w Polsce. Co ciekawe, nie jestem przesiąknięty skandynawskim wiatrem czy też mrozem. Raczej muzyką Johna Mayera, która rządzi w pokoju mojej ukochanej. Od twórczości (zresztą całkiem porządnej) amerykańskiego artysty mogliśmy odpocząć jedynie podczas spacerów po niebywale klimatycznym Sztokholmie. Na jednej z ulic zobaczyłem sklep muzyczny. Nie omieszkałem zajrzeć. Odkrycie!!! Znalazłem płytę, której bezskutecznie szukałem w naszym kraju. Arkona, Wozrożdienije, słowiański folk-metal z rosyjskim tekstem. Ale jazda! Yasmin spoglądała na moje niewypowiedziane szczęście z przymrużeniem oka, ale powoli przyzwyczaja się do ciężkich dźwięków. Przy słuchaniu Spit Out the Bone Metalliki wytrzymała aż dwadzieścia sekund! Ja wytrzymałem nieco dłużej. Najnowszy album Hetfielda i spółki przypadł mi do gustu, ale nie o nim mam … Czytaj dalej W echu zeszłorocznych dźwięków – część II

W echu zeszłorocznych dźwięków – część I

Za kilka godzin wylecę z krakowskich Balic w kierunku Sztokholmu. Nie powiem, lekki stres daje się we znaki, więc zamiast wiercić się w łóżku, postanowiłem wyłożyć na biurku kilkanaście płyt wydanych w 2016 roku i niejako się do nich odnieść. Muzyczne podsumowanie ubiegłego roku podzielę na dwie części, bowiem albumów, na które warto zwrócić uwagę, jest wiele. Skoro już uruchomiłem szwedzki wątek, rozpocznę od grupy Blues Pills. Wertowałem kiedyś jakiś tygodnik, gdzie w części kulturalnej Wojciech Mann recenzował debiutancką płytę „bluesowej pigułki”. Zrobił to na tyle przekonująco, że szybko dotarłem do dźwięków tego zespołu. Ależ odkrycie! Co ciekawe, wszyscy krytycy doszukują się u Szwedów wpływów Led Zeppelin. Mają rację, jednakże Elin Larsson jest dla mnie o wiele bardziej przekonująca niż … Czytaj dalej W echu zeszłorocznych dźwięków – część I

W pochodzie niecodzienności. W kierunku Aleppo

Nie ukrywam, że już dawno chciałem wypowiedzieć się w pewnych kwestiach, ale… Doskonale rozumiem Zbigniewa Hołdysa, który w jednym z ostatnich tekstów przyznał, że do napisania pewnego felietonu przygotowuje się już kilka tygodni. W natłoku nieprawdopodobnie ważnych zdarzeń na świecie trzeba być czujnym, aby nie dokonać nadużyć. A z tym jest wielki problem, ponieważ duszę szarpią sprzeczne przekazy. Rozpocznę od gotującej się Polski. Po ostatnich wyborach parlamentarnych starałem się być stonowany w krytyce rządzących. Z dystansem spoglądałem na ruchy KOD, wszak dopatrywałem się w nich żalu za utraconymi dobrami. Buta poprzedniej władzy, tak świetnie zobrazowana w wywiadzie z wymienionym wyżej Hołdysem dla listopadowej Gazety Wyborczej („Tusk wyczuł nastroje, ale się z nimi nie zmierzył” – mówi muzyk), zaczęła mnie nie … Czytaj dalej W pochodzie niecodzienności. W kierunku Aleppo

O nowoczesnym dziadziusiu i magicznym pudle

W sumie miałem już spać, ale pewna myśl i szatański wynalazek nie dały mi zasnąć. Wytoczyłem się więc z wyra, zapaliłem lampkę, odpalam dźwięki Ani Rusowicz (już w piątek sztuka w mieście!), maszynę do pisania i do dzieła… Godzina: 00:26. Zdaję sobie sprawę, że powinienem się wypowiedzieć w sprawach dużo poważniejszych. No bo Trump, no bo Kaczyński, no bo polityka. Ale jako kontestator mam chyba prawo olać te tematy? Ależ jak najbardziej, panie Mateuszu… Kilkanaście miesięcy temu jeden z moich uczniów, sprowokowany przez swój nowoczesny telefon, wykonał gest, który ostatecznie skreślił go z dalszej przygody w mojej klasie. A szkoda, bo człowieczek miał swoje zalety… Ażeby nie wodzono kolejnych dusz na pokuszenie anioły sprezentowały mi magiczne pudło. To do niego … Czytaj dalej O nowoczesnym dziadziusiu i magicznym pudle

Sentymenty nie powiędły

Miesiąc przed jubileuszem 95-lecia RKS Czechowice-Dziedzice zadzwonił do mnie Prezes Adamiec z prośbą, bym stworzył krótki rys historyczny klubu i przedstawił go na oficjalnej imprezie. W tamtym momencie byłem trochę przygnieciony różnymi sprawami i obowiązkami, ale podjąłem się zadania. Zasiadłem do biurka z materiałami historycznymi i w kilka godzin miałem gotowy tekst. Siódmego października, w czechowickim dworku Eureka, nastąpiła celebra. Było naprawdę wzniośle, sentymentalnie i sympatycznie. Przed wygłoszeniem przemówienia, przywołałem Prezesa Kaczyńskiego („Z pełnym uszanowaniem” – cytując pana Iwaszkiewicza), któremu na ten moment nie byłem w stanie dorównać, więc musiałem posiłkować się kartkami… „Dzień dobry wszystkim zgromadzonym! Często powtarzam w rozmowach, że jestem silnie związany z klubem RKS Czechowice-Dziedzice, nie tylko poprzez stawianie w nim pierwszych piłkarskich kroków, ale również … Czytaj dalej Sentymenty nie powiędły

Meldunek z rozpędzonego pociągu

Dzieje się, dzieje… Po premierze książki Głos z ciemności, którą popełniłem z Romanem Kostrzewskim, przebywam w nieustannej podróży. Wiąże się to oczywiście z niesamowitymi przygodami i nowymi znajomościami. Za nami już kilka spotkań autorskich, więc czemu nie podzielić się pewnymi anegdotami? Zaczęliśmy od Śląska. Do katowickiego Empiku w dniu premiery przyszło sporo ludzi. Rozpocząłem dość nieśmiało. – Słuchajcie! Czuję się troszkę onieśmielony, bo dochodzi do mnie, że właśnie napisałem książkę z moim artystycznym guru, no i miejsce, w którym jestem… Zawsze siedziałem po waszej stronie. Przyjazna atmosfera nie pozwoliła jednak postawić „czwartej ściany”. Uroczą scenę uruchomił kilkuletni chłopczyk, który w trakcie opowieści Kostrzewskiego, podszedł do naszego stolika i bardzo chciał coś powiedzieć. Zjadła go jednak trema, ale szybko z odsieczą … Czytaj dalej Meldunek z rozpędzonego pociągu

Nadchodzi moment na głos. Głos z ciemności…

Znajomi wiedzą, iż miniony rok poświęciłem w głównej mierze pracy nad książką. W trakcie pisania jedni podpytywali o postępy, drudzy o tematykę, jeszcze inni zupełnie zapomnieli o sprawie. W końcu nadszedł odpowiedni moment… Z radością informuję, że 14 września w księgarniach pojawi się książka pt. Głos z ciemności. To efekt wielogodzinnych rozmów z Romanem Kostrzewskim – wokalistą, autorem tekstów, kompozytorem. Roman Kostrzewski karierę muzyczną rozpoczął po dołączeniu do grupy Kat, z którą zrewolucjonizował polską scenę metalową, wprowadzając w gąszcz dźwięków ostrych jak topór okultystycznie treści. Nazywany pierwszym diabłem RP, wraz z Katem koncertował u boku Metalliki i Iron Maiden. Aktualnie kontynuuje katowską historię pod szyldem Kat & Roman Kostrzewski. Oprócz tego angażuje się w działalność solową, czego efektem jest płyta … Czytaj dalej Nadchodzi moment na głos. Głos z ciemności…

Piotrusiopanizm

We wrześniu wejdę w niebezpieczny wiek. Dlaczego? Dlatego, że natura dopisze mi dwudziestą siódmą kreskę. Dwadzieścia siedem. Forever 27 Club. Jim Morrison, Jimi Hendrix, Kurt Cobain, Janis Joplin, Amy Winehouse… Wymienieni artyści właśnie w dwudziestym siódmym roku swego trwania pożegnali się z tym łez padołem. Mnie śpieszno do umierania nie jest. Tak jak napisałem dwa lata temu, tak powtórzę i teraz: okręt płynie dalej, wyspy Bocklina nie widać. Zresztą nie mam czasu zamartwiać się pechową symboliką dwudziestki siódemki, bo sporo się dzieje. Wakacje przebyłem praktycznie w podróży. Eskapadę rozpocząłem od dołu. Tam, w Ujsołach, ciepły lipcowy wieczór najpełniej oddaje potęgę tajemnicy gwiazd. Oprócz kontemplacji nadarzyła się też okazja do zabawy. Sączyłem z przyjacielem napój w przyjemnym ogródku, a przed nami … Czytaj dalej Piotrusiopanizm

Mit słuchawek

Współczesnemu sportowi coraz trudniej uciec od machiny show-biznesu. Wydaje się, że oba te światy – w przeszłości przecież tak odległe – zazębiają się. Z pożytkiem dla wyników. Ze szkodą dla organizmów. Zostawię jednak te dywagacje fizjologom sportowym, dla których niewątpliwie ta sytuacja staje się powoli dylematem moralnym (oby!). Sport – do tego słowa chętnie w dzisiejszych czasach dolepiają się inne, powodując, iż one same zastępują podmiot zaczepienia. Otoczka, blichtr, pieniądze – wszystkie te czynniki skutkują tym, iż kibice bardziej niż na bieżnię, bądź boisko, oglądają się na trybunę honorową. Któż przyszedł? On w najdroższym krawacie od Cardina, Ona w płaszczu od Diora. Sportowcy (w szczególności piłkarze, zastanawiam się nad sformułowaniem: tylko piłkarze) poczuli się nieswojo i miast patrzyć na zielony … Czytaj dalej Mit słuchawek

Romario na dziecięcej planecie

Za kilka dni ubiorę żółty szal, co oznaczać będzie początek wędrówki za Małym Księciem. Mały Książę – jak powszechnie wiadomo – to dość gorzka książka dla dorosłych. Jeśli Nietzsche przestrzegał niedojrzałych czytelników swoich pism przed „niemałym niebezpieczeństwem przeziębienia się”, tak Exupery powinien przestrzec chyba wszystkich. Nie tylko zbyt poważnych dorosłych, ale i dzieci, które mentalnie zdążyły się postarzeć. Do Małego Księcia wróciłem po raz kolejny, obejrzałem adaptację filmową w reżyserii Osborne’a (kapitalna!) i zostałem zmuszony do refleksji. Przeróżnego kalibru, jednakże skupię się na jednym… Na wspomnianym szalu, którego żółty kolor pozwolił mi mentalnie powrócić na dziecięcą planetę. Mały Książę miał żółty szal, ja żółtą koszulkę. Jej historia jest moją historią. A zaczęło się tak… W 1994 roku, kiedy miałem pięć … Czytaj dalej Romario na dziecięcej planecie