Sen o lampie naftowej, czyli witajcie w mojej bajce

Biurko (czytaj: brama do innych światów) usytuowane jest przy oknie. Często zaglądam przez szybę. Szczególnie wtedy, gdy zapada zmierzch, a na niebie niepodzielnie rządzi luna. A wtedy mi trzeba zasnąć… „Wędrowałem po ulicach mego miasta. W długim surducie, cylindrze i znoszonych butach. Prószył śnieg, a gwiazdy szalały na firmamencie. Przyjemny mróz nasycał me lico purpurą. Przystawałem przy domach, z których wypływała magiczna poświata. Nagle pod drugiej stronie ulicy zobaczyłem Paj-Chi-Wo. Skinął ręką, potem drugą… Ruszyłem za nim. Minęliśmy sowi jar, gdy wnet na krańcu polany spostrzegłem drewnianą szkółkę. Parę toczyłem z ust i obserwowałem. Dzięki błyskom naftowych lamp widziałem każdą lekcję. Uczniowie w półmrokach słuchali opowiadań swych profesorów i wędrowali w zaświaty wiedzy, przygód. Pragnąłem wejść do tej szkółki, gdym … Czytaj dalej Sen o lampie naftowej, czyli witajcie w mojej bajce

Jam jednak wbity w romantyczne mity

Dość często łapię się na tym, że sztuka zbyt mocno wpływa na moją kondycję psychiczną. I to nieważne, jaki rodzaj tej sztuki… Od środy musiałem zmierzyć się akurat ze skutkami sztuki filmowej. Miasto ’44 Jana Komasy. Nie mogę się nie wypowiedzieć. Oddam także głos uczniom klasy, której jestem wychowawcą. Wpierw przeprowadziłem lekcję przygotowującą do seansu. Przybliżyłem kontekst historyczny i w olbrzymim skrócie opowiedziałem o najważniejszych wydarzeniach Powstania Warszawskiego. Kilka dni później wyruszyliśmy do kina. Film leci, a ja nic. Znam siebie, więc dziwne. No właśnie. Film się skończył, a ja wróciłem do szkoły i nie mogłem się ogarnąć. Pierwszy raz doznałem wrażenia braku składnych myśli. Nie byłem w stanie wyrazić swojej opinii. Uwierał mnie ten film. Nie dawał spokoju. Nawoływał. … Czytaj dalej Jam jednak wbity w romantyczne mity

Za mną dwadzieścia pięć lat żywota

Co do urodzin. Podoba mi się fraza z Konwickiego: „Nie ma co ukrywać, ostatnie dwadzieścia pięć lat przebumelowałem. W ciągu tego ćwierćwiecza wbiłem może ze cztery gwoździe w ścianę, zreperowałem dwa krzesła, wyprałem trzy razy koszulę”. Jutro kończę dwadzieścia pięć lat żywota. Nie zreperowałem żadnego krzesła, nie prałem koszul. Ale czy bumelowałem? Pozwolę sobie na krótkie retrospekcje. Co do dzieciństwa. Mówię do ucznia piątej klasy: „Chciałbym teraz siedzieć na Twoim miejscu”. On: „A ja stać na Pana miejscu”. On w kierunku świata dorosłych, ja w kierunku świata beztroskich. Chyba zawsze tak było. Zdarza mi się tęsknić za okresem dzieciństwa. Za różowymi rajtuzami (już wtedy punkowałem!) w żłobku, za rózgami w przedszkolu. Za czystymi marzeniami; szarymi, a także kolorowymi dniami w … Czytaj dalej Za mną dwadzieścia pięć lat żywota

Trawestując Kazika: „Rozpier…liliście boisko w moim mieście”!

Kolejne Dni Czechowic-Dziedzic przeszły do historii. Lud jest zadowolony. Urząd Miasta pieje z zachwytu i w kuluarach mówi: „Ależ imprezę zorganizowaliśmy! Super, że już niedługo wybory. Mieszkańcy spłacą dług”. Ja jednak odsłonię skandal, który dla większości przykryła noc i te śmieszne fajerwerki. Kiedyś organizowano Dni… w lasku, na placu im. Jana Pawła II, na terenie obok krytego basenu. Teraz gospodarzem jest MOSiR. Wszystkim pasuje. Dach nad głową, siedzenia pod dupą, bieżnia, trawa. Do wyboru, do koloru. Zapomina się jednak o pewnej rzeczy… Z moimi kolegami z RKS-u z trwogą spoglądałem w piątek na wielkie ciężarówki wjeżdżające na płytę boiska. Jak to? To my trenujemy za bramkami, żeby oszczędzać trawę, a tu sobie kładą ciężki sprzęt na samym środku murawy? Myśleliśmy, … Czytaj dalej Trawestując Kazika: „Rozpier…liliście boisko w moim mieście”!

Czego bał się Jaruzelski?

Urodziłem się w 1989. Symboliczny rok. Wiadomo, Solidarność, Okrągły Stół, pierwsze demokratyczne wybory itd. Ominęło mnie życie w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Ominął mnie komunizm. Jakoś dziwnie jednak pasjonują mnie tamte realia. Często zaglądam do Polskich Kronik Filmowych, a przede wszystkim pytam starszych: „Jak się wtedy żyło?”. Co ciekawe, większość odpowiada: „Dobrze!”. Jestem więc rozdarty. Bliscy mi ludzie nie narzekają, natomiast w książkach i mediach spotykam się z przewagą krytyki… Dyskurs o czasach 1945-1989 wzmógł się po śmierci Generała Wojciecha Jaruzelskiego. Powaga ceremonii pogrzebowej została zakłócona – jak kapitalnie stwierdził Daniel Olbrychski – przez „pseudochrześcijan”. Rzeczywiście, żal było patrzeć na te waśnie nad trumną. Szkoda, że najwięksi krzykacze przedstawiają się jako posiadacze prawdy. Czytając przeróżne artykuły na temat Jaruzelskiego, wpadłem w … Czytaj dalej Czego bał się Jaruzelski?

Pokolenie mamlasów

Miałem wtedy może z dziesięć lat. Był chyba wtorek. Przyszedłem ze szkoły przemoknięty i głodny. Rzuciłem plecak w kąt. Zasiadłem do obiadu. O szyby pukał deszcz. Pukał! Raczej walił! Od rana z nieba niemiłosiernie siekało wodą. Jadłem łapczywie. Poza tym, śpieszyłem się. Mama, widząc moją dynamikę odżywiania, rzekła: „Gdzie tak pędzisz? Chyba nie masz zamiaru jechać na trening? Widzisz, jak leje…”. Doskonale znała moją odpowiedź, ale liczyła pewnie na zdrowy rozsądek. Niestety, pomyliła się okrutnie. Nie dojadłem ziemniaków. Popędziłem do szafy, z głębi wydobyłem pelerynę. Szybko zbiegłem do piwnicy, wziąłem rower i wio… Na kopalnię! Nie chodzi mi oczywiście o miejsce pracy górników, a o boisko koło „kopalnioka” w Czechowicach-Dz. W deszczu przedarłem się na drugą stronę miasta. Przyjechałem do … Czytaj dalej Pokolenie mamlasów

Car gniewny. Rozweselim cara…

Do napisania tego felietonu przymierzałem się już od dłuższego czasu, a właściwie od wtorku. Dzień ten obfitował w wiele ważnych wydarzeń. W Moskwie Władimir Władimirowicz Putin – owiany carską atmosferą – uroczyście przemówił, po czym przytulił Krym do Rosji. Z kolei do nas z wizytą przybył wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden. We wtorkowy wieczór już trzymałem pióro w ręce, już pisałem pierwsze zdanie i wtem pomyślałem: „Ochłoń! Poczekaj kilka dni. Niech emocje opadną”. Czy opadły? Trudno powiedzieć. Ale pisać już czas… Myślę, że każdy świadomy, w miarę inteligentny Polak, z niepokojem spogląda na sytuację rozgrywającą się za naszymi granicami. Zresztą świetnie widać to po mediach, które całkowicie zmieniły tematykę i ton dyskursu. Nagle pojawiają się ankiety z pytaniami: „Gotów jesteś … Czytaj dalej Car gniewny. Rozweselim cara…

W strasznych mieszkaniach strasznie mieszkają straszni mieszczanie

Przebijając się wczesnym ranem przez naturalne labirynty Cygańskiego Lasu, mijam nowoczesne osiedle. Spoglądam nań praktycznie każdego dnia. Sporo bloków z ładnymi, dużymi mieszkaniami. Obszerne balkony. Ciepłe garaże. Wygładzona droga aż do bramy wyjazdowej. Nowoczesność, czystość, nieskazitelność. Nawet ptaki tam nie srają na drzewostany. Nie wiem, czy mogą. Wiele takich osiedli powstało w ostatnim czasie na terenie polskich miast. Odwiedzając doświadczyłem. Przebywając oddychałem. Sztucznym powietrzem… Z zainteresowania przewertowałem oferty firm zakładających owe osiedla. Za co oni chcą 250 000, 300 000 zł?  Swoją drogą, ciekawe ile mogą kasować właściciele tych trzech betonowych kloców, położonych obok SP nr 5 w Czechowicach-Dziedzicach? Kiedyś stał tam stary, tajemniczy dom. Lubiłem tamtędy przechodzić. Pachniało pogaństwem, starą baśnią… Teraz? No, osiedle. Takie jakich dużo. Takie z klocków Lego. … Czytaj dalej W strasznych mieszkaniach strasznie mieszkają straszni mieszczanie

Komentarz do dzisiejszej konferencji Jerzego Owsiaka

Dzięki telewizji publicznej mogłem poczuć namiastkę wczorajszego święta. Bo to, co działo się wczoraj na ulicach większości polskich (i nie tylko polskich) miast z pewnością należy do świąt. Świąt dobrej woli, uśmiechu, muzyki. Wrocław, Toruń, Chorzów, Gdańsk – wszędzie wesoło, gwarno, tanecznie. W studiu na Woronicza Jurek Owsiak, w legendarnej żółtej szacie, czerwonych spodniach, szalał i przyjmował na serce Orkiestry wiele cennych przedmiotów. Mnie zapadła w pamięć szczególnie jedna scena. Prezes pewnego banku przekazuje na szczytny cel wiele pieniążków, w tym czasie gra Farben Lehre, a Jurek śpiewa z nimi utwór z tekstem: „Wszyscy jedziemy na tym samym wózku…”. Jurku, mogłeś dziś rano doświadczyć, jak bardzo się myliłeś… Po obejrzeniu dzisiejszej konferencji prasowej WOŚP pozostaję w głębokim szoku. Jestem bardzo … Czytaj dalej Komentarz do dzisiejszej konferencji Jerzego Owsiaka

Kapucyn w kontrze do baśni

Szósty grudzień. Rozświetlone ulice, gwiazdy na niebie. Prószy śnieżek, mrozik chwyta. Choinki, choinki, choinki… Wszyscy oczekują Świętego Mikołaja. Pisaliśmy list z prośbą o samochodzik, a także o nową piłkę nożną. Z oczami wpatrzonymi w kominy, w okna, w drzwi. Już słychać dzwoneczki, już nadjeżdża „dziadziuś” z brodą. Na reniferach. Przybył z dalekiej, magicznej Laponii. Za chwilę wyciągnie wielki wór z prezentami, weźmie na kolana i… pofrunie dalej. Inne dzieci już podobno czekają. Szkoda, ale przecież za rok znów nas odwiedzi. Znów będzie miał czerwoną czapkę; długą, siwą brodę; renifery i prezenty… Poczułem dziś w duszy potrzebę uczestniczenia w roratach. Od dziecka przepadam za tą adwentową mszą. Lubię zgaszone światła na początku, błysk lampionów. Czuć przybliżające się Święta. A czas wyczekiwania … Czytaj dalej Kapucyn w kontrze do baśni