Trawestując Kazika: „Rozpier…liliście boisko w moim mieście”!

Kolejne Dni Czechowic-Dziedzic przeszły do historii. Lud jest zadowolony. Urząd Miasta pieje z zachwytu i w kuluarach mówi: „Ależ imprezę zorganizowaliśmy! Super, że już niedługo wybory. Mieszkańcy spłacą dług”. Ja jednak odsłonię skandal, który dla większości przykryła noc i te śmieszne fajerwerki. Kiedyś organizowano Dni… w lasku, na placu im. Jana Pawła II, na terenie obok krytego basenu. Teraz gospodarzem jest MOSiR. Wszystkim pasuje. Dach nad głową, siedzenia pod dupą, bieżnia, trawa. Do wyboru, do koloru. Zapomina się jednak o pewnej rzeczy… Z moimi kolegami z RKS-u z trwogą spoglądałem w piątek na wielkie ciężarówki wjeżdżające na płytę boiska. Jak to? To my trenujemy za bramkami, żeby oszczędzać trawę, a tu sobie kładą ciężki sprzęt na samym środku murawy? Myśleliśmy, … Czytaj dalej Trawestując Kazika: „Rozpier…liliście boisko w moim mieście”!

Czego bał się Jaruzelski?

Urodziłem się w 1989. Symboliczny rok. Wiadomo, Solidarność, Okrągły Stół, pierwsze demokratyczne wybory itd. Ominęło mnie życie w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Ominął mnie komunizm. Jakoś dziwnie jednak pasjonują mnie tamte realia. Często zaglądam do Polskich Kronik Filmowych, a przede wszystkim pytam starszych: „Jak się wtedy żyło?”. Co ciekawe, większość odpowiada: „Dobrze!”. Jestem więc rozdarty. Bliscy mi ludzie nie narzekają, natomiast w książkach i mediach spotykam się z przewagą krytyki… Dyskurs o czasach 1945-1989 wzmógł się po śmierci Generała Wojciecha Jaruzelskiego. Powaga ceremonii pogrzebowej została zakłócona – jak kapitalnie stwierdził Daniel Olbrychski – przez „pseudochrześcijan”. Rzeczywiście, żal było patrzeć na te waśnie nad trumną. Szkoda, że najwięksi krzykacze przedstawiają się jako posiadacze prawdy. Czytając przeróżne artykuły na temat Jaruzelskiego, wpadłem w … Czytaj dalej Czego bał się Jaruzelski?

Pokolenie mamlasów

Miałem wtedy może z dziesięć lat. Był chyba wtorek. Przyszedłem ze szkoły przemoknięty i głodny. Rzuciłem plecak w kąt. Zasiadłem do obiadu. O szyby pukał deszcz. Pukał! Raczej walił! Od rana z nieba niemiłosiernie siekało wodą. Jadłem łapczywie. Poza tym, śpieszyłem się. Mama, widząc moją dynamikę odżywiania, rzekła: „Gdzie tak pędzisz? Chyba nie masz zamiaru jechać na trening? Widzisz, jak leje…”. Doskonale znała moją odpowiedź, ale liczyła pewnie na zdrowy rozsądek. Niestety, pomyliła się okrutnie. Nie dojadłem ziemniaków. Popędziłem do szafy, z głębi wydobyłem pelerynę. Szybko zbiegłem do piwnicy, wziąłem rower i wio… Na kopalnię! Nie chodzi mi oczywiście o miejsce pracy górników, a o boisko koło „kopalnioka” w Czechowicach-Dz. W deszczu przedarłem się na drugą stronę miasta. Przyjechałem do … Czytaj dalej Pokolenie mamlasów

Car gniewny. Rozweselim cara…

Do napisania tego felietonu przymierzałem się już od dłuższego czasu, a właściwie od wtorku. Dzień ten obfitował w wiele ważnych wydarzeń. W Moskwie Władimir Władimirowicz Putin – owiany carską atmosferą – uroczyście przemówił, po czym przytulił Krym do Rosji. Z kolei do nas z wizytą przybył wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden. We wtorkowy wieczór już trzymałem pióro w ręce, już pisałem pierwsze zdanie i wtem pomyślałem: „Ochłoń! Poczekaj kilka dni. Niech emocje opadną”. Czy opadły? Trudno powiedzieć. Ale pisać już czas… Myślę, że każdy świadomy, w miarę inteligentny Polak, z niepokojem spogląda na sytuację rozgrywającą się za naszymi granicami. Zresztą świetnie widać to po mediach, które całkowicie zmieniły tematykę i ton dyskursu. Nagle pojawiają się ankiety z pytaniami: „Gotów jesteś … Czytaj dalej Car gniewny. Rozweselim cara…

W strasznych mieszkaniach strasznie mieszkają straszni mieszczanie

Przebijając się wczesnym ranem przez naturalne labirynty Cygańskiego Lasu, mijam nowoczesne osiedle. Spoglądam nań praktycznie każdego dnia. Sporo bloków z ładnymi, dużymi mieszkaniami. Obszerne balkony. Ciepłe garaże. Wygładzona droga aż do bramy wyjazdowej. Nowoczesność, czystość, nieskazitelność. Nawet ptaki tam nie srają na drzewostany. Nie wiem, czy mogą. Wiele takich osiedli powstało w ostatnim czasie na terenie polskich miast. Odwiedzając doświadczyłem. Przebywając oddychałem. Sztucznym powietrzem… Z zainteresowania przewertowałem oferty firm zakładających owe osiedla. Za co oni chcą 250 000, 300 000 zł?  Swoją drogą, ciekawe ile mogą kasować właściciele tych trzech betonowych kloców, położonych obok SP nr 5 w Czechowicach-Dziedzicach? Kiedyś stał tam stary, tajemniczy dom. Lubiłem tamtędy przechodzić. Pachniało pogaństwem, starą baśnią… Teraz? No, osiedle. Takie jakich dużo. Takie z klocków Lego. … Czytaj dalej W strasznych mieszkaniach strasznie mieszkają straszni mieszczanie

Komentarz do dzisiejszej konferencji Jerzego Owsiaka

Dzięki telewizji publicznej mogłem poczuć namiastkę wczorajszego święta. Bo to, co działo się wczoraj na ulicach większości polskich (i nie tylko polskich) miast z pewnością należy do świąt. Świąt dobrej woli, uśmiechu, muzyki. Wrocław, Toruń, Chorzów, Gdańsk – wszędzie wesoło, gwarno, tanecznie. W studiu na Woronicza Jurek Owsiak, w legendarnej żółtej szacie, czerwonych spodniach, szalał i przyjmował na serce Orkiestry wiele cennych przedmiotów. Mnie zapadła w pamięć szczególnie jedna scena. Prezes pewnego banku przekazuje na szczytny cel wiele pieniążków, w tym czasie gra Farben Lehre, a Jurek śpiewa z nimi utwór z tekstem: „Wszyscy jedziemy na tym samym wózku…”. Jurku, mogłeś dziś rano doświadczyć, jak bardzo się myliłeś… Po obejrzeniu dzisiejszej konferencji prasowej WOŚP pozostaję w głębokim szoku. Jestem bardzo … Czytaj dalej Komentarz do dzisiejszej konferencji Jerzego Owsiaka

Kapucyn w kontrze do baśni

Szósty grudzień. Rozświetlone ulice, gwiazdy na niebie. Prószy śnieżek, mrozik chwyta. Choinki, choinki, choinki… Wszyscy oczekują Świętego Mikołaja. Pisaliśmy list z prośbą o samochodzik, a także o nową piłkę nożną. Z oczami wpatrzonymi w kominy, w okna, w drzwi. Już słychać dzwoneczki, już nadjeżdża „dziadziuś” z brodą. Na reniferach. Przybył z dalekiej, magicznej Laponii. Za chwilę wyciągnie wielki wór z prezentami, weźmie na kolana i… pofrunie dalej. Inne dzieci już podobno czekają. Szkoda, ale przecież za rok znów nas odwiedzi. Znów będzie miał czerwoną czapkę; długą, siwą brodę; renifery i prezenty… Poczułem dziś w duszy potrzebę uczestniczenia w roratach. Od dziecka przepadam za tą adwentową mszą. Lubię zgaszone światła na początku, błysk lampionów. Czuć przybliżające się Święta. A czas wyczekiwania … Czytaj dalej Kapucyn w kontrze do baśni

Naśladowanie Tuwima

Niebo rozwarło paszcze i deszczem Splunęło na przystanki w mieście Na asfalty, na parki, na pyski pijacze Na gbury, na rury, na oczy łajdacze ……………………………… W autobusie tumult, rwetes, szumy Hałas, wariactwo, gmin i kumy Zajęte miejsce pod oknem Za szybą widok, komfort, „Wygodnie” – pomyślałem. Krótko trwa stan ten błogi, Bo o to dostaję z pośladka i… z nogi. Na sprawcę patrzę i nie dowierzam Otyła, ruda… „Kobieta czy zwierzak?” – nie zdążyłem mych myśli zebrać Gdy o inne rzeczy wypadałoby żebrać. Jakie? Nie uwierzycie! O estetykę jedzenia Mianowicie. Spoglądam, obserwuję, patrzę A jej usta jak kartacze Kanapkę rozwalają na strzępy. Już nie widać pomidora. Widać za to zęby. Ostre, kąsające, głodne, wilcze. Pragnę się odezwać, ale nadal milczę. … Czytaj dalej Naśladowanie Tuwima

2013. Bujać to my panowie szlachta!

2013 zmierza małymi krokami ku końcowi. A szkoda… Oczywiście, nie zamierzam teraz oceniać tego minionego czasu z perspektywy sukcesów czy porażek prywatnych, a bardziej tego, komu ten rok był (i jest) poświęcony. Nie wszyscy niestety wiedzą, że 2013 jest rokiem Juliana Tuwima – w moim mniemaniu największego (obok Tadeusza Micińskiego) polskiego poety. Jestem świeżo po lekturze książki Mariusza Urbanka pt. Tuwim. Wylękniony bluźnierca i postanowiłem podzielić się kilkoma faktami czy też legendami z życia autora Lokomotywy… 27 grudnia minie równe 60 lat od śmierci Tuwima. Z jego odejściem wiąże się ciekawa anegdota. Otóż, parę godzin przed śmiertelnym wylewem krwi do mózgu, Tuwim nagryzmolił na serwetce jednej z zakopiańskich restauracji: „Ze względów oszczędnościowych polecam zgasić światłość wiekuistą, która mi może będzie … Czytaj dalej 2013. Bujać to my panowie szlachta!

Powrót do źródła, do RKS-u…

Wielu kibiców zastanawiało się w ostatnim czasie, gdzie pokieruję swoje kroki po niespodziewanym rozstaniu z „Rekordem” Bielsko-Biała. W dniu dzisiejszym już wszystko wyjaśnione. Wybrałem, mimo kilku innych ofert z wyższych lig, propozycję najbardziej zgodną z moim duchem. Postanowiłem bowiem powrócić do źródła… RKS „Walcownia” Czechowice-Dziedzice. Klub z ponad dziewięćdziesięcioletnią historią, w której swoje akapity napisali ludzie z mojej rodziny. Pradziadek, Franciszek Pluciński próbował sił w drugiej drużynie piłkarskiej, ale mocniej kojarzony jest z sekcją tenisa stołowego. Cenną pamiątką okazują się zdjęcia zamieszczone w drugim tomie Kroniki Sportu Czechowic-Dziedzic autorstwa Emila Buchty (s. 143,144). Jednak najwięcej czarno-czerwonej krwi w organizmie posiada mój ojciec. Pamiętam doskonale jak grał, wszak w tamtych czasach byłem praktycznie na każdym treningu i meczu RKS-u. Towarzyszyłem tacie … Czytaj dalej Powrót do źródła, do RKS-u…