Dziennik sztokholmski [24 X – 26 X 2018]

24 X 2018 – Niewątpliwym plusem pracy w Szwecji jest możność obcowania z osobami różnych narodowości. Październik i listopad to akurat gorący czas w Stockholmsmässan, więc do ekipy dołączyło kilka osób, m.in. Pedro – dwudziestojednolatek z Argentyny. Trochę zagubiony, słabo znający angielski i stęskniony za Buenos Aires. Staram się go czasami zagadywać. A o czym można rozmawiać z młodym Argentyńczykiem? Oczywiście o piłce. Zapytałem wprost: „Messi czy Maradona?”.  Odpowiedział, że Messi jest świetnym zawodnikiem, ale to jednak Maradona ma… I tu zaciśniętą pięścią uderzył się dwukrotnie w serce. „Fika” (przerwa na kawę i pyszną bułę z cynamonem) i „bro” (dobrze!) – to najpopularniejsze słowa w pracy.  Szczególnie „bro” było, kiedy czterech moich kolegów z Etiopii jadło obiad z jednego talerza. … Czytaj dalej Dziennik sztokholmski [24 X – 26 X 2018]

Dziennik sztokholmski [10 IX-15 IX]

10 IX 2018 – „Właśnie podałem szklanki z chłodną wodą polskim budowniczym, którzy majstrują na wysokości piątego piętra, czyli obok mego balkonu. Korzystając z okazji, pogawędziłem z nimi troszkę o szczurach… Mieszkamy sobie na dopiero co powstającym osiedlu studenckim niedaleko od centrum Sztokholmu (z 15 minut jazdy pociągiem). Codziennie – z wyjątkiem niedzieli – od 7:00 rozpoczyna się jazda na całego. Młoty, koparki, huk. Pragnąłbym czasami pospać dłużej i skorzystać z wolnego dnia, ale cóż zrobić? Po niemrawym otworzeniu oka przypomina mi się pewna scena z Dnia świra. Chciałoby się powtórzyć zapytanie bohatera: „Czy Panowie muszą…”. Cytować dalej? Jednak dzięki tej znaczącej ekipie robotników z Polski nie martwię się o moją polszczyznę. Dialogi, zwroty i soczyste frazy latające w powietrzu są … Czytaj dalej Dziennik sztokholmski [10 IX-15 IX]

Dziennik sztokholmski [31 VIII / 3 IX]

31 VIII 2018 – „Koniec wakacji. Pochmurno. Deszczowo. Gdybym pozostał w Polsce, pewnie przygotowywałbym się do rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego. A że wyjechałem, to pozostaje skupić się na pracy (także twórczej) i przygotowywaniu pewnych pomysłów wydawniczych. Mija miesiąc od przeprowadzki, a ja jak zwykle w przeciągu rozmaitych zajęć. Dopiero dziś przyszedł czas całkowitego oddechu. Zaraz po przylocie zajrzałem na rozpiskę koncertów zaplanowanych w Sztokholmie. Bez koncertów wszak trudno żyć… Okazało się, że fajne wydarzenie szykuje się 31.08. w wesołym miasteczku Gröna Lund. Nigdy nie przepadałem za zespołem Europe, chociaż trzy lata temu wykorzystałem Rock The Night podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego. Poszliśmy więc z czystej ciekawości… Już od pierwszych dźwięków Walk the Earth wiedziałem, że będę musiał zmienić nastawienie do Europe. … Czytaj dalej Dziennik sztokholmski [31 VIII / 3 IX]

Dziennik sztokholmski [2 VIII / 22 VIII 2018]

2 VIII 2018 – „Wylot do Szwecji. Rankiem targały mną dziwne uczucia… Szczególnie wtedy, gdy przemierzałem tę krótką drogę spod bloku do parkingu. Trzy wielkie walizki, dwie mniejsze. Na lotnisko w Balicach odwiózł nas Krzychu z moim chrześniakiem – Miłoszem. Mieliśmy kilkukilogramowy nadbagaż, ale udało mi się skutecznie zbajerować pracownicę, więc ruszamy. W Sztokholmie niespodzianka. Rodzina Yasmin przygotowała fajne przywitanie: szampan, tort, szwedzki hymn”. 3 VIII 2018 – „Pierwszy dzień na emigracji. Wypakowywanie, układanie rzeczy, tworzenie wokół siebie artystycznego świata. Yasi dużo już zrobiła, ja uzupełniam ściany moimi bohaterami”. 6 VIII 2018 – „Kamil, mój dawny kolega z Grodziska Wielkopolskiego, ułożył się już w Szwecji. Żyje tu od czterech lat, bardzo mi pomógł w znalezieniu pracy i nadal pomaga w aklimatyzacji. Na … Czytaj dalej Dziennik sztokholmski [2 VIII / 22 VIII 2018]

Dziennik [18 V 2018]

Prowadzę dziennik od dziesięciu lat. Spisuję w nim wiele ważnych i nieważnych faktów, myśli, wyobrażeń. Niektórzy nawet się nie spodziewają, że istnieją na moich stronach. Pomyślałem, że warto byłoby co jakiś czas rzucić na światło dzienne (lub jak woli Natalia Przybysz: światło nocne) część tych zapisków… Ekscytujący dzień. Mury Akademii Techniczno-Humanistycznej drżały od heavy metal, a na koniec doszło do pojedynku „na rękę” z profesorem Sztobrynem. Pewien zarys na początek… W lutym bieżącego roku, w przypływie impulsu (jak to zawsze w moim przypadku) zgłosiłem się do organizatorów XIX Beskidzkiego Festiwalu Nauki i Sztuki. Zaakceptowali pomysł. Towarzystwo zacne, m.in. Jerzy Bralczyk, Pegaz Rożek, Irek Dudek i jeszcze kilku naukowo-artystycznych celebrytów. Przypisano mnie na piątek, więc zabrałem dziś moją klasę i wyruszyliśmy w … Czytaj dalej Dziennik [18 V 2018]

Z korespondencji Flauberta

„Oto dlaczego kocham sztukę. Tam przynajmniej wszystko jest wolnością, w tym świecie fikcji. Jest się spełnionym, robi się wszystko, jest się jednocześnie królem i ludem, aktywnym i pasywnym, ofiarą i kapłanem. Żadnych ograniczeń: ludzkość jest dla ciebie pajacem na sznurku, któremu każesz skakać po skończeniu zdania, jak kuglarz każe mu to robić na końcu swojej stopy”; „Jesteśmy robotnikami luksusowymi. Nikt nie jest więc dość bogaty, by nas opłacić. Jeśli chce się zarabiać piórem, należy pisać do dzienników, dla teatru, bądź uprawiać felietonistykę. Bovary przyniosła mi… 300 franków, które ZAPŁACIŁEM, i nie zobaczyłem z nich ani centyma. Obecnie doszedłem do tego, że udaje mi się zapłacić za mój papier, lecz już nie za zakupy, podróże i książki, których wymaga moja praca. I, w … Czytaj dalej Z korespondencji Flauberta

„Nie muszę być piękny”…

W ostatnim czasie moje życie znów krąży wokół zespołu Dżem. Kilka dni temu przeprowadziłem cykl lekcyjny poświęcony życiu i twórczości Ryszarda Riedla. Myślę, że uporządkowane i znalezione materiały (od czasów gimnazjum i przyjęcia dżemowej filozofii życia!) będą stanowić preludium do bardzo osobistego tekstu, który zamierzam opublikować w lipcu przyszłego roku – w dwudziestą piątą rocznicę śmierci Riedla. Ze swoich zbiorów szczególnie cenię wywiad z Artystą z 1986 roku (!), który odnalazł w swojej piwnicy i podarował mi Alek Maliniewicz – kumpel taty i chyba największy fan Dżemu w latach 80′ z Czechowic-Dziedzic. Zacytuję fragment: „Tymczasem karierę i duże pieniądze robią inni. Nie żal ci? Ryszard Riedel: Nie. Wolę stać z tyłu i się przyglądać. Można mieć kupę szmalu, ale co … Czytaj dalej „Nie muszę być piękny”…

Metalmania 2018. Czarne zastępy i diabelskie flety

Metalmania w Spodku. Pędziłem szybko po swoim meczu w kierunku Katowic, by zdążyć na Kat. Udało się. Po wejściu, mile zaskoczony frekwencją, ruszyłem na płytę. Katowskie logo dumnie już rozwieszone nad bębnami, publika tłoczy się pod sceną, piece Marshalla przygotowane na ogień… Ale najpierw zapowiedź prowadzącego – Jarka Szubrychta: „Angole mają VENOM, Szwajcarzy CELTIC FROST, Szwedzi BATHORY, a my mamy KAT – absolutnych pionierów i niekwestionowanych liderów mrocznej muzy w tym kraju. Osobną sprawą są teksty Romana, przez wielu z nas otaczane kultem, przez innych wyśmiewane. Ale kto nigdy nie wykrzyczał Głosu z ciemności w kierunku lśniącej tarczy księżyca, ten nie zrozumie. A więc wznieśmy czarę z onyksu i wypijmy toast ku czci Kata!”… Światła przygasły, hałas, gitarowy huk, rozchylenie bramy … Czytaj dalej Metalmania 2018. Czarne zastępy i diabelskie flety

Wypisek z „Masakry” Krzysztofa Vargi

„W ogóle w słowiańskiej mitologii nie ma w co wierzyć, to jest niebywale wręcz, powiem wam szczerze i ze smutkiem, rozczarowująca mitologia. Mitologia zbieraczy jagód i rybaków, wierzenia rolników i hodowców świń, żadnej porządnej kosmogonii czy teogonii. Wszystko, co się zachowało, jest rzekome, a tak naprawdę dziadowskie, i tylko obnaża nędzę duchową i mierną wyobraźnię dawnych Słowian. Jakże ja zazdroszczę Skandynawom, ileż męskości jest w mitologii nordyckiej! Oni przynajmniej mają Thora, Odyna, Tyra, Baldura, a my w gruncie rzeczy nie mamy nic. A to dlatego, że już od zarania dziejów byliśmy sielscy. Sielskość nas gubiła już na długo przed Mieszkiem Pierwszym, cała mitologia i w zasadzie cała historia słowiańska to jest bajdurzenie, pitolenie i bajki o królu Popielu, co go … Czytaj dalej Wypisek z „Masakry” Krzysztofa Vargi

Na Grodzkiej w Krakowie odgrzebałem piękne wydanie…

Włóczyłem się po krakowskich ulicach, wszedłem z ciekawości do muzycznego przy ulicy Grodzkiej. Szef – gaduła niesamowita, handlowiec z krwi i kości. Ale bez natarczywości… Nie podniecam się zbytnio gadżetami, koszulkami. Swoją uwagę kieruję głównie na płyty. Z wystawy głównej poprosiłem o „epkę” Entombed. Kątem oka zauważyłem pozostawiony na dole karton, a w nim grzbiety pudełek. Spoglądam uważnie… Wyraźniej. Nie wierzę! Jesus Christ Superstar w szwedzkiej wersji! Uwielbiam ten musical…  Pisałem już o tym w felietonie pt. Ostatni raz w spowiedzi świętej byłem… Uważam dzieło Rice’a i Webbera za ponadczasowe i pochłaniam go w każdej postaci. Soundtrack, teatr, koncert (jak ten z Piekarczykiem i Krucińskim na stadionie w Poznaniu z okazji 1050-lecia chrztu Polski), po angielsku, po szwedzku, po polsku… Nie gra roli. … Czytaj dalej Na Grodzkiej w Krakowie odgrzebałem piękne wydanie…