Świr z krakowskiej ulicy

Kilka godzin przed batalią krakowskiej Wisły z Legią w Warszawie, napisałem do Maćka Sadloka taką oto wiadomość: „Biorę prysznic i patrzę na planty”… Jadę właśnie do Krakowa na spotkanie z człowiekiem, który niejednokrotnie wykonywał Wasz hymn. Dlatego przed tak ważnym meczem przesyłam trochę bluesa i krakowskiego klimatu”, dodając link do znakomitego utworu Andrzeja Sikorowskiego pt. Okno na planty. Niestety. 7:0 dla Legii. A pan Sikorowski jakby przeczuwał scenariusz. Godzinę przed rozpoczęciem meczu, na moją zajawkę o potyczkę Legii z Wisełką, odrzekł: „Oczywiście, że będę oglądał… Ale coś czuję, że nie będzie dobrze”. Jak już gdzieś wspomniałem, ostatnio mocno jestem zatopiony w metalu, a po wizycie w mieszkaniu Leszka Wojnicza-Sianożęckiego, to już nie ma mowy o kole ratunkowym, bowiem ciężar spakowanych … Czytaj dalej Świr z krakowskiej ulicy

Steeler. W uścisku metalowych legend

Pracuję nad biografią zespołu KAT i chyba nie jest już to jakąś wielką tajemnicą. Ta książka powstanie, niemniej ukaże się ona w odpowiednim momencie – nikt ani nic nie zmusi mnie do przyspieszenia tempa kosztem jakości. Odpowiedzialność wielka, nie może być więc spętana presją wydawniczą. Cieszę się, że w ostatnim czasie poznałem kilku ludzi, którzy pragną mi pomóc w realizacji tego szalonego pomysłu. Bezinteresownie, po prostu z miłości do KATowskiej twórczości. Materiałów (i białych kruków!) napływa sporo, po ostatnim weekendzie zasób anegdot i historii barwnie się rozszerzył. O pomyśle na trasę Legendy Metalu ze wspólnym udziałem Kata, Acid Drinkers i Vadera dowiedziałem się już w marcu. Apetyt został spotęgowany, kiedy informacje wypłynęły na powierzchnię i można było spojrzeć na pomnikowe … Czytaj dalej Steeler. W uścisku metalowych legend

Amazonia i fotografia

„Dopóki ta kobieta w obliczu zbliżającego się pożaru nadal w skupieniu Miłość na ramiona przelewa, nie zasługuje Świat na koniec świata”… Kilka lat temu odnalazłem tę fotografię przy okazji kolejnej edycji World Press Photo. To jedno z najbardziej niezwykłych zdjęć, jakie kiedykolwiek widziałem. I kiedy kolejny już dzień płonie Puszcza Amazońska, sięgnąłem do archiwum, przypomniał mi się także Vermeer Wisławy Szymborskiej… Wątpię w archanielskie trąby, nie wątpię w to, co nieodwrotne. Spoglądam na półkę, DVD Scorpions „Amazonia. Live in the jungle” z 2008 roku. Otwieram książeczkę i czytam tekst sprzed jedenastu lat… „On their 2008 tour of Brazil the Scorpions joined with Greenpeace to urge the Amazon rainforest be preserved. In a round trip flying over the area the band’s … Czytaj dalej Amazonia i fotografia

A w Tychach czarny kapelusz…

Wczorajsza noc była niezwykle upalna, duszna. Wczorajszej nocy zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Wierciłem się z boku na bok. Nie mogłem spać. Od kilku lat przebywam już w trochę innym świecie muzycznym i literackim, więc nie chciałem pisać tego tekstu, mimo to… Nagle spłynęły wszystkie wspomnienia. Naprawdę nagle i niespodziewanie. Także ten cytat, który ciągle uśpiony w głębi tkwi, a kiedyś był zapisany na ścianie: „30 lipca 1994 roku był niezwykle upalny, duszny, burzowy. Jakby natura rozgniewała się, że oto gaśnie jedno z niezwykłych zjawisk muzycznych”. Około godziny pierwszej w nocy wstałem, zapaliłem lampkę i puściłem – po dwóch latach przerwy – Dżem. Najpierw Zemsta nietoperzy, później Cegła, na koniec bootleg, czyli koncert akustyczny z 1993 roku w Radiu Flash … Czytaj dalej A w Tychach czarny kapelusz…

Polska. W ognisku stref

Kilkanaście lat temu, kiedy to byłem uczniem pierwszej klasy liceum Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Bielsku-Białej i wracałem z kolegami z treningu do szkoły przy ul. Boruty-Spiechowicza, oberwałem po gębie od niewidzialnego sprawcy, któremu najprawdopodobniej nie spodobał się mój punkowy sznyt, czyli: wysokie buty; bojówki; koszulka przedstawiająca brytyjską flagę; czarno-czerwony, wełniany szal i dość pokaźny irokez. Do szpitala na szycie łuku brwiowego podwiózł mnie trener, natomiast w Czechowicach już zawiązywała się akcja odwetowa, mająca wyjaśnić to i owo, m.in. czy abym nie pojawił się w strefie wolnej od – używając nomenklatury pewnej subkultury –„brudasów”. Powrócę jeszcze do tej terminologii w zakończeniu, a tymczasem strefy… Na drugiej stronie dzisiejszej Gazety Polskiej, niejaki Marcin Wolski podzielił się wybitną poezją opatrzoną tytułem „Strefa normalności”, … Czytaj dalej Polska. W ognisku stref

Hell Awaits – część II i ostatnia. Araya będzie tęsknić

Tym razem nie drżałem z zimna przed wejściem do hali, nie ścinało nóg i głowy skandynawskim, mroźnym wichrem. Nie było też wokół ratujących Wikingów… Odwrotnie. Upał, skwar, żar. Temperatura dosłownie wylewała się z gliwickich kamienic, budynków, placów. Szczególnie z nieocienionego Placu Piastów, gdzie kilka godzin przed koncertem odebrałem jednego z muzyków i pośpiesznie – zważywszy na nasze czarne odzienia i buciory – podążyliśmy do pobliskiego, podziemnego lokalu gastronomicznego, by porozmawiać o zbliżającym się wydarzeniu. „Wystąpimy z całą pirotechniką, z pełnym rozmachem” – zapewnił. W naszych torbach spoczywały winyle Slayera, płyty Behemotha i zdjęcia… O ile Arena Gliwice robi wrażenie, o tyle zasady dotyczące wielkości torby, którą można było bezpłatnie zabrać ze sobą do hali – to jakaś kpina. Organizatorzy postawili … Czytaj dalej Hell Awaits – część II i ostatnia. Araya będzie tęsknić

Dziady bez idei, czyli Bal u Senatora Karczewskiego

„Ja, Mateusz Żyła, nauczyciel języka polskiego z pięcioletnim stażem, z przyjemnością i niezwykłą ekscytacją przyjmuję oficjalne zaproszenie na bal Dziady bez idei, który odbędzie się w gabinecie Szanownego Senatora, a nawet Marszałka Rzeczpospolitej Polskiej Stanisława Karczewskiego”… Widzę i słyszę, że wpadłem do kraju w odpowiednim momencie. I chociaż dochodziły do mnie konkretne i mniej konkretne informacje, to od dziś zapaliłem się maksymalnie! POPIERAM STRAJK NAUCZYCIELI! Podpisuję się pod wszelkimi apelami wspierającymi tę największą mobilizację w historii Związku Nauczycielstwa Polskiego! Ktoś może mi zarzucić: „Pięć lat w szkole? Co Ty syneczku możesz wiedzieć?”. Śmieję się z takich bzdur i tym chętniej podzielę się swoim poglądem. Nauczycielstwo to nie zawód, nie zwykła praca. Po dziewięciu miesiącach rozbratu z atmosferą szkolną, wiem, że … Czytaj dalej Dziady bez idei, czyli Bal u Senatora Karczewskiego

Trenerowi. Na pożegnanie [*]

Próbuję sobie wyobrazić ten ostatni moment. Lotnisko. Kraków-Balice. Ciemno, choć nadchodzi brzask. Niewielu podróżnych. Raczej cicho, sennie. Ktoś kupuje wodę w salonie prasowym, ktoś dosypia na krześle z torbą pod głową, ktoś dojada resztki śniadania. Okruchy spadają na ziemię. Z głośników płyną informacje o odlotach, przylotach. Ostatni pasażer zostaje wezwany na pokład. I nagle… Ciało staje się bezwładne, dźwięki niewyraźne, obraz mglisty. Upadek. Koniec. Kiedy dotarła do mnie informacja o nagłej śmierci trenera Marcina Biskupa, usiadłem. Siedziałem długo. Po kilku chwilach zorientowałem się, że w przygodzie z seniorską piłką to właśnie z trenerem Biskupem współpracowałem najdłużej. Zazwyczaj po sezonie, góra po sezonie i rundzie, trenerzy się zmieniali lub to ja przechodziłem do innego klubu. W tym przypadku chodzi o trzy … Czytaj dalej Trenerowi. Na pożegnanie [*]

Why not Spotify?

Nauczyciel języka polskiego daje tytuł po angielsku? No tak, ostatnio troszkę więcej pracuję nad tą moją angielszczyzną, więc postanowiłem trochę pokozaczyć i podzielić się klimatem. Także szwedzkim… Za oknem śnieg sypie w najlepsze, zimowy pejzaż Sztokholmu wreszcie przypomina tę Skandynawię, którą znam z baśniowych historii o św. Mikołaju i jego reniferach. Bynajmniej nie o prognozach, atmosferach, temperaturach zamierzam pisać. Po prostu ten cały „Spotifaj” ponoć narodził się w Sverige. Na muzykę mówię życie, mam już odpowiedni telefon, a mimo wszystko wzbraniam się przed zielonym kółeczkiem. Ktoś powie: „Bez jaj”…  Why not Spotify? Czytam prasę muzyczną, zapisuję w notatniku wykonawców i nazwy ich płyt. Później kajet ląduje w torbie, a ja przez kilka dni chodzę z tymi tytułami w głowie. Żongluję … Czytaj dalej Why not Spotify?

Hell awaits? Ruszam w ciemno…

Widziałem w swoim życiu już naprawdę wiele koncertów. Na stadionach, w halach, w lasach, w większych i mniejszych klubach. W Polsce i w Europie. Kilka wyjątkowych sztuk pozostanie w duszy na zawsze, inne wypełniają archiwum pamięci, by przysłużyć się za kilkanaście (kilkadziesiąt?) lat w stworzeniu opowieści. Natomiast to, co wydarzyło się wczoraj w sztokholmskiej hali Hovet, przekroczyło wszelkie możliwe granice. Do tej pory próbuję się poskładać, ponieważ zostały ze mnie totalne strzępy. Na emigracji postanowiłem popularyzować polską sztukę. Do pracy pomykam z Autoportretem Witkacego wydrukowanym na torbie, natomiast wczoraj do swojej ulubionej czerni dołożyłem czerwoną bluzę z kapturem, na którym widnieje logo zespołu Acid Drinkers. NIEBO Po piętnastu minutach zaczęło robić się mroźno. Niflheim to jeszcze nie był, ale mimo … Czytaj dalej Hell awaits? Ruszam w ciemno…