Nocny raport ze środka Bałtyku

Jeszcze dwie godziny temu statek tętnił życiem. Moi rodacy szturmem opanowali restauracje, bary i sklepy znajdujące się na promie. A teraz? Teraz dochodzi druga w nocy, a wokół mnie rozpościera się dość zabawny widok: garstka nocnych marków niemrawo spoglądających w telewizor, dość pokaźna grupka umęczonych z głową przybitą do stołów oraz ci totalnie wykończeni, dla których zwykły pokładowy dywan okazał się zbawieniem – łóżkiem, prześcieradłem i kołdrą w jednym. Tak naprawdę męczę się pisaniem, brakuje mi świeżości i weny, ale Yase przebudziła się przed chwilą, przeczytała wstęp i mówi: „Dawaj dalej”. No to daję… Pruję przez Bałtyk w kierunku ojczyzny i dopiero teraz zdałem sobie sprawę z intensywności początkowego okresu wakacji. Start, dosłownie i metaforycznie, koncertowy. Ostatnio wzięło mnie jakoś … Czytaj dalej Nocny raport ze środka Bałtyku

Powolny taniec w płonącym pokoju

Odliczaliśmy godziny do koncertu, na który czekaliśmy tygodniami… W ostatnim czasie dopadło mnie coś, co spowodowało, że praktycznie nie wydobywałem głosu. Nie jest to komfortowa sytuacja, zważywszy na pełnioną na co dzień profesję. Styrane struny oczywiście nie przeszkodziły w zaplanowanym wyjeździe do Sztokholmu na zaproszenie mojej ukochanej. Wyleciałem z Katowic dość wcześnie, ale dzięki temu  w stolicy Szwecji byłem już przed godziną dziesiątą rano. Yasmin odebrała mnie z dworca i od razu ruszyliśmy do mieszkania, by z jego okien z wielką niecierpliwością spoglądać na „globus”. Przed godziną osiemnastą wyruszyliśmy w kierunku kuli. Zresztą nie tylko my. Spragnieni dobrej muzyki ludzie dosłownie wylewali się z metra. Tak naprawdę to Yase nauczyła mnie słuchać tego artysty. Pamiętam dobrze, jak podczas pierwszego jej … Czytaj dalej Powolny taniec w płonącym pokoju

Ostatni raz w spowiedzi świętej byłem…

Bardzo dawno temu. Niegdyś wpojono mi do głowy żelazną regułkę: „Jestem chłopcem. Chodzę do klasy drugiej. Ostatni raz w spowiedzi świętej byłem dwa tygodnie temu. Przez ten czas obraziłem Boga następującymi grzechami”… Powtarzałem ten wiersz latami. Do momentu pewnych Świąt Wielkanocnych. Stanąłem w kolejce do spowiedzi, zacząłem obserwować otoczenie i zdałem sobie sprawę z bezsensowności tej inscenizacji. Opuściłem świątynię. Już nigdy więcej nie stanąłem i nie stanę w kolejce. Szanuję ludzi religijnych. Ludzi, dla których Ewangelia nie sprowadza się tylko do odpustowych form. Ludzi, dla których msza święta jest przeżyciem sacrum, a nie odbębnieniem czterdziestu pięciu minut. Lubię rozmowy z tego typu osobami, bo wiele mogę się nauczyć, dowiedzieć. Kilka miesięcy temu, podczas Młodzieżowych Mistrzostw Polski w futsalu, przebywałem w … Czytaj dalej Ostatni raz w spowiedzi świętej byłem…

Akordeonowy strzał

Mam to szczęście, że pracuję w szkole z kilkoma pasjonatami. Z pewnością zaliczyć do nich można nauczycielkę muzyki Dominikę – osobę niezwykle pozytywnie zakręconą na punkcie sztuki. Dominika często namawiała mnie do udziału w jakichś wydarzeniach artystycznych, a ja niestety zmuszony byłem odmawiać, gdyż akurat trafiał się trening, mecz lub wyjazd. Po kilku odmowach nie rezygnowała i nagabywała dalej: „Mateusz, w Bielsku będą dziać się teraz fajne rzeczy. Druga edycja festiwalu Crossover. Zapraszam”… Na oficjalnej stronie festiwalu czytamy: Festiwal Crossover to muzyczne święto dla osób poszukujących nowych, niekonwencjonalnych brzmień. Pełne fuzji zróżnicowanych gatunków i rozmaitych stylistyk, gdzie język muzyczny łączy się z tańcem, kabaretem, recytacją, czy sztukami cyrkowymi i teatralnymi, tworząc oryginalne widowiska. Poszedłem. Zobaczyłem. Odpadłem. W czwartek udałem się … Czytaj dalej Akordeonowy strzał

W echu zeszłorocznych dźwięków – część II

Po kilku dniach pobytu na szwedzkiej ziemi, jam znów w Polsce. Co ciekawe, nie jestem przesiąknięty skandynawskim wiatrem czy też mrozem. Raczej muzyką Johna Mayera, która rządzi w pokoju mojej ukochanej. Od twórczości (zresztą całkiem porządnej) amerykańskiego artysty mogliśmy odpocząć jedynie podczas spacerów po niebywale klimatycznym Sztokholmie. Na jednej z ulic zobaczyłem sklep muzyczny. Nie omieszkałem zajrzeć. Odkrycie!!! Znalazłem płytę, której bezskutecznie szukałem w naszym kraju. Arkona, Wozrożdienije, słowiański folk-metal z rosyjskim tekstem. Ale jazda! Yasmin spoglądała na moje niewypowiedziane szczęście z przymrużeniem oka, ale powoli przyzwyczaja się do ciężkich dźwięków. Przy słuchaniu Spit Out the Bone Metalliki wytrzymała aż dwadzieścia sekund! Ja wytrzymałem nieco dłużej. Najnowszy album Hetfielda i spółki przypadł mi do gustu, ale nie o nim mam … Czytaj dalej W echu zeszłorocznych dźwięków – część II

W echu zeszłorocznych dźwięków – część I

Za kilka godzin wylecę z krakowskich Balic w kierunku Sztokholmu. Nie powiem, lekki stres daje się we znaki, więc zamiast wiercić się w łóżku, postanowiłem wyłożyć na biurku kilkanaście płyt wydanych w 2016 roku i niejako się do nich odnieść. Muzyczne podsumowanie ubiegłego roku podzielę na dwie części, bowiem albumów, na które warto zwrócić uwagę, jest wiele. Skoro już uruchomiłem szwedzki wątek, rozpocznę od grupy Blues Pills. Wertowałem kiedyś jakiś tygodnik, gdzie w części kulturalnej Wojciech Mann recenzował debiutancką płytę „bluesowej pigułki”. Zrobił to na tyle przekonująco, że szybko dotarłem do dźwięków tego zespołu. Ależ odkrycie! Co ciekawe, wszyscy krytycy doszukują się u Szwedów wpływów Led Zeppelin. Mają rację, jednakże Elin Larsson jest dla mnie o wiele bardziej przekonująca niż … Czytaj dalej W echu zeszłorocznych dźwięków – część I

W pochodzie niecodzienności. W kierunku Aleppo

Nie ukrywam, że już dawno chciałem wypowiedzieć się w pewnych kwestiach, ale… Doskonale rozumiem Zbigniewa Hołdysa, który w jednym z ostatnich tekstów przyznał, że do napisania pewnego felietonu przygotowuje się już kilka tygodni. W natłoku nieprawdopodobnie ważnych zdarzeń na świecie trzeba być czujnym, aby nie dokonać nadużyć. A z tym jest wielki problem, ponieważ duszę szarpią sprzeczne przekazy. Rozpocznę od gotującej się Polski. Po ostatnich wyborach parlamentarnych starałem się być stonowany w krytyce rządzących. Z dystansem spoglądałem na ruchy KOD, wszak dopatrywałem się w nich żalu za utraconymi dobrami. Buta poprzedniej władzy, tak świetnie zobrazowana w wywiadzie z wymienionym wyżej Hołdysem dla listopadowej Gazety Wyborczej („Tusk wyczuł nastroje, ale się z nimi nie zmierzył” – mówi muzyk), zaczęła mnie nie … Czytaj dalej W pochodzie niecodzienności. W kierunku Aleppo

O nowoczesnym dziadziusiu i magicznym pudle

W sumie miałem już spać, ale pewna myśl i szatański wynalazek nie dały mi zasnąć. Wytoczyłem się więc z wyra, zapaliłem lampkę, odpalam dźwięki Ani Rusowicz (już w piątek sztuka w mieście!), maszynę do pisania i do dzieła… Godzina: 00:26. Zdaję sobie sprawę, że powinienem się wypowiedzieć w sprawach dużo poważniejszych. No bo Trump, no bo Kaczyński, no bo polityka. Ale jako kontestator mam chyba prawo olać te tematy? Ależ jak najbardziej, panie Mateuszu… Kilkanaście miesięcy temu jeden z moich uczniów, sprowokowany przez swój nowoczesny telefon, wykonał gest, który ostatecznie skreślił go z dalszej przygody w mojej klasie. A szkoda, bo człowieczek miał swoje zalety… Ażeby nie wodzono kolejnych dusz na pokuszenie anioły sprezentowały mi magiczne pudło. To do niego … Czytaj dalej O nowoczesnym dziadziusiu i magicznym pudle

Sentymenty nie powiędły

Miesiąc przed jubileuszem 95-lecia RKS Czechowice-Dziedzice zadzwonił do mnie Prezes Adamiec z prośbą, bym stworzył krótki rys historyczny klubu i przedstawił go na oficjalnej imprezie. W tamtym momencie byłem trochę przygnieciony różnymi sprawami i obowiązkami, ale podjąłem się zadania. Zasiadłem do biurka z materiałami historycznymi i w kilka godzin miałem gotowy tekst. Siódmego października, w czechowickim dworku Eureka, nastąpiła celebra. Było naprawdę wzniośle, sentymentalnie i sympatycznie. Przed wygłoszeniem przemówienia, przywołałem Prezesa Kaczyńskiego („Z pełnym uszanowaniem” – cytując pana Iwaszkiewicza), któremu na ten moment nie byłem w stanie dorównać, więc musiałem posiłkować się kartkami… „Dzień dobry wszystkim zgromadzonym! Często powtarzam w rozmowach, że jestem silnie związany z klubem RKS Czechowice-Dziedzice, nie tylko poprzez stawianie w nim pierwszych piłkarskich kroków, ale również … Czytaj dalej Sentymenty nie powiędły

Meldunek z rozpędzonego pociągu

Dzieje się, dzieje… Po premierze książki Głos z ciemności, którą popełniłem z Romanem Kostrzewskim, przebywam w nieustannej podróży. Wiąże się to oczywiście z niesamowitymi przygodami i nowymi znajomościami. Za nami już kilka spotkań autorskich, więc czemu nie podzielić się pewnymi anegdotami? Zaczęliśmy od Śląska. Do katowickiego Empiku w dniu premiery przyszło sporo ludzi. Rozpocząłem dość nieśmiało. – Słuchajcie! Czuję się troszkę onieśmielony, bo dochodzi do mnie, że właśnie napisałem książkę z moim artystycznym guru, no i miejsce, w którym jestem… Zawsze siedziałem po waszej stronie. Przyjazna atmosfera nie pozwoliła jednak postawić „czwartej ściany”. Uroczą scenę uruchomił kilkuletni chłopczyk, który w trakcie opowieści Kostrzewskiego, podszedł do naszego stolika i bardzo chciał coś powiedzieć. Zjadła go jednak trema, ale szybko z odsieczą … Czytaj dalej Meldunek z rozpędzonego pociągu