Wena rockmana w pociągu (część II)

„Hej, zostaw tę butelkę!”. „Przecież to mój kumpel”. „Zostaw! To nie twoje! Hej, chłopaku, obudź się. Ten człowiek bierze Ci colę!”. „Zamknij się! Przecież mówię Ci, że się znamy!”. „Chłopaku…”.”Uspokój się, bo zaraz będzie problem!”. Napięcie. Szarpanina. Dworzec Główny w Gdańsku. Godzina: ok. 3.40 nad ranem. Wpierw trasa samochodowa: Warszawa – Toruń – Bielsko-Biała. Trochę byłem zestresowany perspektywą jazdy przez Warszawę. Dałem radę, choć cudem uniknęliśmy kilku stłuczek. Nie nadaję się do kierowania w wielkich miastach ze względu na skłonności do rozkojarzeń. Na jednym z parkingów dowiodłem lekkiego zacofania cywilizacyjnego. Zapomniałem zapłacić w maszynie, później pomyliłem biegi i prawie rozjechałem pachołki, ochroniarz chwytał się za głowę. Materiał godny emisji telewizyjnej. Przy wyciąganiu klucza ze stacyjki uświadomiłem sobie, że jednak pociąg to … Czytaj dalej Wena rockmana w pociągu (część II)

Wena rockmana w pociągu (część I)

Ku mojej uciesze, grudniowa rozpiska wędrówek dwukrotnie objęła Gdańsk. Im dalej, tym lepiej. Co zrobić. Po prostu podróże mnie ekscytują, wprowadzają w niezrozumiały stan nieokreślonego podniecenia. Może źródło tkwi w nieprzewidywalności? Moje przygody z PKP trwają od dobrych kilkunastu lat. Czasem przyszło mi się zdenerwować, a nawet obrazić na państwowe koleje, ale stan obruszenia nigdy nie trwał zbyt długo. Teraz to już w ogóle nie ma o czym gadać. Wsiadam w Czechowicach-Dziedzicach, sześć godzin w super warunkach i… jam już nad morzem. Podczas jazdy nie brak atrakcji. Ostatnio, zupełnie niechcący, wywołałem zaciętą dyskusję o – jakżeby inaczej – pracy nauczyciela. Chyba sprowokowałem swoim zachowaniem. Nic wielkiego. Po prostu wyciągnąłem z „taśki” stos sprawdzianów i zacząłem kreślić czerwonym długopisem błędy, punkty, … Czytaj dalej Wena rockmana w pociągu (część I)

Po niepodległościowym święcie. Wybieram brud. Nie będę błotem

Pod koniec ubiegłego roku szkolnego, w okolicach czerwca, kiedy to nadeszły już pierwsze upały, wsiadłem do autobusu. Zaraz po wejściu do starej „pięćdziesiątki” dostałem w twarz niebywałym gorącem, potężną duchotą. Spojrzałem na siedzących ludzi. Byli umęczeni, spoceni. Jechali w takich warunkach już dobre kilkanaście minut. Jedni tępo spoglądali za okno, drudzy słuchali muzyki, jeszcze inni byli zapatrzeni w swoje telefony. Nikomu jednak nie przeszkadzał smród, pot i niemożność oddychania. A wystarczyło tylko podnieść cztery litery i jednym ruchem ręki uchylić najbliższą szybę. Nikt się na to nie odważył. Przeszedłem więc po całym autobusie i pootwierałem te przeklęte okna. Dojechałem. Przeżyłem. Przytoczona sytuacja, pozornie banalna, naświetliła bardzo niebezpieczną rzecz. W mikroskali uwypukliła społeczną obojętność na wszelkie narzucone elementy otoczenia. Po ostatnich … Czytaj dalej Po niepodległościowym święcie. Wybieram brud. Nie będę błotem

Burzymy szkolne fasady. W roli czarodzieja czekolady

Z piątą klasą podstawówki omawiam znakomitą lekturę pt. Charlie i Fabryka Czekolady autorstwa Roalda Dahla. Kiedy kilka tygodni temu pracowałem nad scenariuszem lekcji, nagle paleta różnych barw poruszyła moją wyobraźnię. Charlie… uruchamia kilka zmysłów, ale oczywiście najmocniej działa na zmysł smaku. Jakże kuszące są te wszystkie fragmenty przybliżające produkcję krówek, czekolady, gumy, megalandryny. Nie było innego wyjścia, słodkości stały się nieodłącznym elementem lekcji. Od pań sprzątaczek pożyczyłem zapomniane wiadro, okleiłem go odpowiednimi napisami i rysunkami, po czym zapełniłem słodyczami. Każdy uczeń za poprawną odpowiedź otrzymał „coś” z magicznego wiadra. Najbardziej aktywni wychodzili po zajęciach nieźle najedzeni. Mało tego. Przy temacie „Willy Wonka – charakterystyka postaci” wiedziałem, że musimy zrobić happening! W efekcie, tradycyjnie przy pomocy Dominiki, przeistoczyłem się w zwariowanego właściciela Fabryki Czekolady. Z … Czytaj dalej Burzymy szkolne fasady. W roli czarodzieja czekolady

Chacharnia nie tylko dla manekinów

Byłem na koncercie Metalliki dwukrotnie. W 2008 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie oraz w 2010 w Warszawie. Nie spodziewałem się, że kilka lat później do mojego miasteczka przyjedzie czterech młodych dżentelmenów z Ukrainy, którzy pokażą, w jaki sposób można przerosnąć swoich mistrzów. Nie przesadzam. Piszę o Scream Inc. – zespole reklamowanym jako „official Metallica tribute band”. Różnie to z takimi grupami bywa… W tym przypadku nie ma mowy o jakiejkolwiek pomyłce. Przyjechali, zagrali, pojechali dalej… A ja nadal poszukuję swojej szczęki na podłogach Chacharni. W połowie września moją uwagę zwrócił wielki plakat z logo Metalliki usytuowany na parkingu obok Starej Kablowni. Wpierw pomyślałem, że Multikino zaproponowało transmisję live z koncertu Hetfielda i spółki. Dopiero później doczytałem, że do Chacharni … Czytaj dalej Chacharnia nie tylko dla manekinów

Ku pamięci Grzegorza Miecugowa

Sobota, 26 sierpnia, impreza integracyjna mojej drużyny. Wrzawa, rumor, głośne rozmowy. Nagle ktoś się odzywa: „Grzegorz Miecugow nie żyje”. Uderzyło… Sobota, 2 września, wróciłem z wyjazdowego meczu i włączyłem TVN. Zamiast tradycyjnego o tej godzinie Szkła kontaktowego, wspomnienia, fragmenty wywiadów i przede wszystkim relacja z pogrzebu Grzegorza Miecugowa. Szczególnie poruszyła mnie mowa pożegnalna wygłoszona przez Tomasza Sianeckiego i niepowtarzalny wydźwięk utworu Niepokonani – zagranego przy grobie przez dwóch muzyków Perfectu: Dariusza Kozakiewicza i odzianego w czerń Grzegorza Markowskiego. W trakcie transmisji ciągle wracałem myślą do mojego, niestety jedynego, spotkania z Grzegorzem Miecugowem podczas ubiegłorocznych Śląskich Targów Książki w Katowicach. Oglądam „Szkło kontaktowe” praktycznie codziennie. W momentach, kiedy trenerowi zdarza się przeciągać zajęcia treningowe, często przypominam: „Trenerze, nie zdążę na Szkło…”. … Czytaj dalej Ku pamięci Grzegorza Miecugowa

Lizaki w Chuka

Nie wymyślę tym tekstem prochu, nie odkryję żadnej Ameryki. Zresztą Afryki również, ale… Problemy Czarnego Lądu są powszechnie znane. Każdy z nas słyszał o akcjach charytatywnych mających na celu pomoc Afrykańczykom. Spektakularnych inicjatyw było wiele, by wspomnieć tu, m.in. o pomyśle USA for Africa i teledysku We Are The World, w którym tuzy amerykańskiej sceny użyczyły swoich głosów dla ratowania głodującej Afryki. O trudnej sytuacji państw Trzeciego Świata mówiło się, mówi i mówić będzie… Indywidualna optyka się jednak zmienia, gdy ktoś z twojego otoczenia doświadczył afrykańskiego życia i postanowił się tym podzielić. Błażej (kumpel ze szkoły, nauczyciel matematyki) już w trakcie ubiegłego roku szkolnego opowiadał o podróży do Kenii. Zaraz po feriach zimowych zaprosiłem go na lekcję wychowawczą, by trochę … Czytaj dalej Lizaki w Chuka

Bieszczady, punkowcy, rozbity dzban

Spontaniczna eskapada w Bieszczady utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie warto tracić energii na internetowe załatwianie niektórych spraw. Szczególnie tych związanych z biletami i podróżami. To, co widnieje w sieci, często mija się z rzeczywistością. Doświadczyłem tego kilka razy, przeżyłem to i teraz. Od dawna marzyłem, by zobaczyć koncert punkrockowej grupy KSU w ich rodzinnym mieście, czyli w Ustrzykach Dolnych. Lubię KSU. Za dźwięki, za historię, za przebojowość i przede wszystkim za teksty. Punkowym zespołom zarzuca się prymitywizm w graniu i przekazie. Często są to zarzuty bezpodstawne, w przypadku KSU –również. Eugeniusz „Siczka” Olejarczyk, lider KSU, śpiewa o złożoności piękna natury (szczególnie tej bieszczadzkiej), nierzadko krytykuje świat polityczny. Mnie najbardziej przekonują te teksty, które obrazują samotność, depresję i stres człowieka … Czytaj dalej Bieszczady, punkowcy, rozbity dzban

Nocny raport ze środka Bałtyku

Jeszcze dwie godziny temu statek tętnił życiem. Moi rodacy szturmem opanowali restauracje, bary i sklepy znajdujące się na promie. A teraz? Teraz dochodzi druga w nocy, a wokół mnie rozpościera się dość zabawny widok: garstka nocnych marków niemrawo spoglądających w telewizor, dość pokaźna grupka umęczonych z głową przybitą do stołów oraz ci totalnie wykończeni, dla których zwykły pokładowy dywan okazał się zbawieniem – łóżkiem, prześcieradłem i kołdrą w jednym. Tak naprawdę męczę się pisaniem, brakuje mi świeżości i weny, ale Yase przebudziła się przed chwilą, przeczytała wstęp i mówi: „Dawaj dalej”. No to daję… Pruję przez Bałtyk w kierunku ojczyzny i dopiero teraz zdałem sobie sprawę z intensywności początkowego okresu wakacji. Start, dosłownie i metaforycznie, koncertowy. Ostatnio wzięło mnie jakoś … Czytaj dalej Nocny raport ze środka Bałtyku

Powolny taniec w płonącym pokoju

Odliczaliśmy godziny do koncertu, na który czekaliśmy tygodniami… W ostatnim czasie dopadło mnie coś, co spowodowało, że praktycznie nie wydobywałem głosu. Nie jest to komfortowa sytuacja, zważywszy na pełnioną na co dzień profesję. Styrane struny oczywiście nie przeszkodziły w zaplanowanym wyjeździe do Sztokholmu na zaproszenie mojej ukochanej. Wyleciałem z Katowic dość wcześnie, ale dzięki temu  w stolicy Szwecji byłem już przed godziną dziesiątą rano. Yasmin odebrała mnie z dworca i od razu ruszyliśmy do mieszkania, by z jego okien z wielką niecierpliwością spoglądać na „globus”. Przed godziną osiemnastą wyruszyliśmy w kierunku kuli. Zresztą nie tylko my. Spragnieni dobrej muzyki ludzie dosłownie wylewali się z metra. Tak naprawdę to Yase nauczyła mnie słuchać tego artysty. Pamiętam dobrze, jak podczas pierwszego jej … Czytaj dalej Powolny taniec w płonącym pokoju