Przystanek Woodstock. Teatralizacja i zmierzch…

A więc to już koniec Przystanku Woodstock. Czas na PolAndRock Festival. O zmianie nazwy największej imprezy w Europie Środkowej poinformował jej szef – Jerzy Owsiak w trakcie konferencji prasowej podsumowującej finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jakbym przeczuwał rozwój wypadków… Bodajże w sierpniu ubiegłego roku napisałem tekst pt. Przystanek Woodstock XXI wieku, czyli teatralizacja społeczeństwa i zmierzch subkultur, który wygłosiłem w październiku 2017 r. podczas konferencji naukowej  Wspólnota – tradycja – przemoc. Kultura i literatura polska w kategoriach postzależnościowych zorganizowanej przez Katedrę Literatury i Kultury Polskiej Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej oraz Komisję Historycznoliteracką Oddziału PAN w Katowicach. Poniżej przedstawiam skróconą wersję przywołanego tekstu. Pełny artykuł, wzbogacony przypisami, bibliografią oraz streszczeniem w języku angielskim ukaże się w najnowszym numerze „Świata i Słowa”. Przystanek Woodstock, czyli teatralizacja … Czytaj dalej Przystanek Woodstock. Teatralizacja i zmierzch…

Jedna lampka, jeden kwiat. Milczenie

Jednym z bohaterów powieści młodzieżowej Do przerwy 0:1 Adama Bahdaja jest Rudy Milek. Ilekroć omawiam z uczniami tę lekturę, zawsze postać Milka wzbudza we mnie silne emocje, a nawet symaptię. No bo oto chłopiec, dorastający w powojennej, zniszczonej Polsce, lokuje cel swojego życia w konkretnym marzeniu. Marzeniu niezrozumiałym dla najbliższego otoczenia. Podróż na Madagaskar? Tym nędznym kajakiem? Ależ, Rudy Milku, te przeczytane książki przygodowe chyba pomieszały ci w głowie… Nie interesuję się himalaizmem. Nigdy nie zajmowały mnie wyprawy, nie czytałem o heroicznych próbach zdobycia ośmiotysięczników. Nie znałem szczegółów osiągnięć Kukuczki czy Wielickiego. Z wielkim przejęciem obejrzałem kiedyś film Everest, ale nie zgłębiałem obrazu. W trakcie odnowy biologicznej rozmawiałem czasami ze znajomym fizjoterapeutą o jego (jeszcze) półprofesjonalnych wyprawach. Czy temat mnie … Czytaj dalej Jedna lampka, jeden kwiat. Milczenie

Wena rockmana w pociągu (część II)

„Hej, zostaw tę butelkę!”. „Przecież to mój kumpel”. „Zostaw! To nie twoje! Hej, chłopaku, obudź się. Ten człowiek bierze Ci colę!”. „Zamknij się! Przecież mówię Ci, że się znamy!”. „Chłopaku…”.”Uspokój się, bo zaraz będzie problem!”. Napięcie. Szarpanina. Dworzec Główny w Gdańsku. Godzina: ok. 3.40 nad ranem. Wpierw trasa samochodowa: Warszawa – Toruń – Bielsko-Biała. Trochę byłem zestresowany perspektywą jazdy przez Warszawę. Dałem radę, choć cudem uniknęliśmy kilku stłuczek. Nie nadaję się do kierowania w wielkich miastach ze względu na skłonności do rozkojarzeń. Na jednym z parkingów dowiodłem lekkiego zacofania cywilizacyjnego. Zapomniałem zapłacić w maszynie, później pomyliłem biegi i prawie rozjechałem pachołki, ochroniarz chwytał się za głowę. Materiał godny emisji telewizyjnej. Przy wyciąganiu klucza ze stacyjki uświadomiłem sobie, że jednak pociąg to … Czytaj dalej Wena rockmana w pociągu (część II)

Wena rockmana w pociągu (część I)

Ku mojej uciesze, grudniowa rozpiska wędrówek dwukrotnie objęła Gdańsk. Im dalej, tym lepiej. Co zrobić. Po prostu podróże mnie ekscytują, wprowadzają w niezrozumiały stan nieokreślonego podniecenia. Może źródło tkwi w nieprzewidywalności? Moje przygody z PKP trwają od dobrych kilkunastu lat. Czasem przyszło mi się zdenerwować, a nawet obrazić na państwowe koleje, ale stan obruszenia nigdy nie trwał zbyt długo. Teraz to już w ogóle nie ma o czym gadać. Wsiadam w Czechowicach-Dziedzicach, sześć godzin w super warunkach i… jam już nad morzem. Podczas jazdy nie brak atrakcji. Ostatnio, zupełnie niechcący, wywołałem zaciętą dyskusję o – jakżeby inaczej – pracy nauczyciela. Chyba sprowokowałem swoim zachowaniem. Nic wielkiego. Po prostu wyciągnąłem z „taśki” stos sprawdzianów i zacząłem kreślić czerwonym długopisem błędy, punkty, … Czytaj dalej Wena rockmana w pociągu (część I)

Po niepodległościowym święcie. Wybieram brud. Nie będę błotem

Pod koniec ubiegłego roku szkolnego, w okolicach czerwca, kiedy to nadeszły już pierwsze upały, wsiadłem do autobusu. Zaraz po wejściu do starej „pięćdziesiątki” dostałem w twarz niebywałym gorącem, potężną duchotą. Spojrzałem na siedzących ludzi. Byli umęczeni, spoceni. Jechali w takich warunkach już dobre kilkanaście minut. Jedni tępo spoglądali za okno, drudzy słuchali muzyki, jeszcze inni byli zapatrzeni w swoje telefony. Nikomu jednak nie przeszkadzał smród, pot i niemożność oddychania. A wystarczyło tylko podnieść cztery litery i jednym ruchem ręki uchylić najbliższą szybę. Nikt się na to nie odważył. Przeszedłem więc po całym autobusie i pootwierałem te przeklęte okna. Dojechałem. Przeżyłem. Przytoczona sytuacja, pozornie banalna, naświetliła bardzo niebezpieczną rzecz. W mikroskali uwypukliła społeczną obojętność na wszelkie narzucone elementy otoczenia. Po ostatnich … Czytaj dalej Po niepodległościowym święcie. Wybieram brud. Nie będę błotem

Burzymy szkolne fasady. W roli czarodzieja czekolady

Z piątą klasą podstawówki omawiam znakomitą lekturę pt. Charlie i Fabryka Czekolady autorstwa Roalda Dahla. Kiedy kilka tygodni temu pracowałem nad scenariuszem lekcji, nagle paleta różnych barw poruszyła moją wyobraźnię. Charlie… uruchamia kilka zmysłów, ale oczywiście najmocniej działa na zmysł smaku. Jakże kuszące są te wszystkie fragmenty przybliżające produkcję krówek, czekolady, gumy, megalandryny. Nie było innego wyjścia, słodkości stały się nieodłącznym elementem lekcji. Od pań sprzątaczek pożyczyłem zapomniane wiadro, okleiłem go odpowiednimi napisami i rysunkami, po czym zapełniłem słodyczami. Każdy uczeń za poprawną odpowiedź otrzymał „coś” z magicznego wiadra. Najbardziej aktywni wychodzili po zajęciach nieźle najedzeni. Mało tego. Przy temacie „Willy Wonka – charakterystyka postaci” wiedziałem, że musimy zrobić happening! W efekcie, tradycyjnie przy pomocy Dominiki, przeistoczyłem się w zwariowanego właściciela Fabryki Czekolady. Z … Czytaj dalej Burzymy szkolne fasady. W roli czarodzieja czekolady

Chacharnia nie tylko dla manekinów

Byłem na koncercie Metalliki dwukrotnie. W 2008 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie oraz w 2010 w Warszawie. Nie spodziewałem się, że kilka lat później do mojego miasteczka przyjedzie czterech młodych dżentelmenów z Ukrainy, którzy pokażą, w jaki sposób można przerosnąć swoich mistrzów. Nie przesadzam. Piszę o Scream Inc. – zespole reklamowanym jako „official Metallica tribute band”. Różnie to z takimi grupami bywa… W tym przypadku nie ma mowy o jakiejkolwiek pomyłce. Przyjechali, zagrali, pojechali dalej… A ja nadal poszukuję swojej szczęki na podłogach Chacharni. W połowie września moją uwagę zwrócił wielki plakat z logo Metalliki usytuowany na parkingu obok Starej Kablowni. Wpierw pomyślałem, że Multikino zaproponowało transmisję live z koncertu Hetfielda i spółki. Dopiero później doczytałem, że do Chacharni … Czytaj dalej Chacharnia nie tylko dla manekinów

Ku pamięci Grzegorza Miecugowa

Sobota, 26 sierpnia, impreza integracyjna mojej drużyny. Wrzawa, rumor, głośne rozmowy. Nagle ktoś się odzywa: „Grzegorz Miecugow nie żyje”. Uderzyło… Sobota, 2 września, wróciłem z wyjazdowego meczu i włączyłem TVN. Zamiast tradycyjnego o tej godzinie Szkła kontaktowego, wspomnienia, fragmenty wywiadów i przede wszystkim relacja z pogrzebu Grzegorza Miecugowa. Szczególnie poruszyła mnie mowa pożegnalna wygłoszona przez Tomasza Sianeckiego i niepowtarzalny wydźwięk utworu Niepokonani – zagranego przy grobie przez dwóch muzyków Perfectu: Dariusza Kozakiewicza i odzianego w czerń Grzegorza Markowskiego. W trakcie transmisji ciągle wracałem myślą do mojego, niestety jedynego, spotkania z Grzegorzem Miecugowem podczas ubiegłorocznych Śląskich Targów Książki w Katowicach. Oglądam „Szkło kontaktowe” praktycznie codziennie. W momentach, kiedy trenerowi zdarza się przeciągać zajęcia treningowe, często przypominam: „Trenerze, nie zdążę na Szkło…”. … Czytaj dalej Ku pamięci Grzegorza Miecugowa

Lizaki w Chuka

Nie wymyślę tym tekstem prochu, nie odkryję żadnej Ameryki. Zresztą Afryki również, ale… Problemy Czarnego Lądu są powszechnie znane. Każdy z nas słyszał o akcjach charytatywnych mających na celu pomoc Afrykańczykom. Spektakularnych inicjatyw było wiele, by wspomnieć tu, m.in. o pomyśle USA for Africa i teledysku We Are The World, w którym tuzy amerykańskiej sceny użyczyły swoich głosów dla ratowania głodującej Afryki. O trudnej sytuacji państw Trzeciego Świata mówiło się, mówi i mówić będzie… Indywidualna optyka się jednak zmienia, gdy ktoś z twojego otoczenia doświadczył afrykańskiego życia i postanowił się tym podzielić. Błażej (kumpel ze szkoły, nauczyciel matematyki) już w trakcie ubiegłego roku szkolnego opowiadał o podróży do Kenii. Zaraz po feriach zimowych zaprosiłem go na lekcję wychowawczą, by trochę … Czytaj dalej Lizaki w Chuka

Bieszczady, punkowcy, rozbity dzban

Spontaniczna eskapada w Bieszczady utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie warto tracić energii na internetowe załatwianie niektórych spraw. Szczególnie tych związanych z biletami i podróżami. To, co widnieje w sieci, często mija się z rzeczywistością. Doświadczyłem tego kilka razy, przeżyłem to i teraz. Od dawna marzyłem, by zobaczyć koncert punkrockowej grupy KSU w ich rodzinnym mieście, czyli w Ustrzykach Dolnych. Lubię KSU. Za dźwięki, za historię, za przebojowość i przede wszystkim za teksty. Punkowym zespołom zarzuca się prymitywizm w graniu i przekazie. Często są to zarzuty bezpodstawne, w przypadku KSU –również. Eugeniusz „Siczka” Olejarczyk, lider KSU, śpiewa o złożoności piękna natury (szczególnie tej bieszczadzkiej), nierzadko krytykuje świat polityczny. Mnie najbardziej przekonują te teksty, które obrazują samotność, depresję i stres człowieka … Czytaj dalej Bieszczady, punkowcy, rozbity dzban